Rewolucja w FC Barcelonie. Wielkie zmiany już zimą? "Upływ czasu bezceremonialnie go niszczy"

Rewolucja w Barcelonie. Wielkie zmiany już zimą? "Upływ czasu bezceremonialnie go niszczy"
Pressinphoto/SIPA USA/PressFocus/Własne
Barcelona w meczu z Almerią pożegna swojego generała, kawalera wielu orderów, zasłużonego mistrza. Gerard Pique odchodzi na emeryturę, ale nie będzie to ostatnie łzawe rozstanie w drużynie z Camp Nou. Do lata śladami Pique prawdopodobnie podąży trzech kolejnych członków starej, katalońskiej gwardii.
Kilka miesięcy po rozpoczęciu sezonu, jeszcze przed przerwą na mistrzostwa świata, kibice Barcelony zaczęli rozumieć, kto będzie częścią podstawy ustawienia Xaviego w perspektywie średnio- i długoterminowej. Jest kilka filarów w wyjściowym składzie w postaci Roberta Lewandowskiego, Ousmane Dembele, Julesa Kounde, Pedriego czy Marca-Andre ter Stegena. Wszyscy inni są do zastąpienia. Zarówno tymczasowo, jak i na stałe.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tyczy się to przede wszystkim tych, którzy w klubie przepracowali wiele lat. Zjedli zęby na walce o prymaty krajowe z Realem Madryt, mają za sobą sporo dobrych, ale też i złych kampanii w Lidze Mistrzów. Ta grupka najbardziej wiernych i lojalnych piłkarzy Barcelony ma na koncie wiele medali oraz indywidualnych zaszczytów, a teraz powoli jest chowana do szafy. Wprost mówiąc: pokazuje im się drzwi do wyjścia. I jeden z nich nawet już skorzystał z propozycji.

On jeszcze wróci

Gerard Pique w maju tego roku odbył osobistą rozmowę z Xavim. Trener, według hiszpańskich przekazów, powiedział mu, że nie liczy na niego w tym sezonie. Obrońca miał mu odpowiedzieć:
- Kupcie najlepszego defensora na świecie, a sprawię, że będzie moim zmiennikiem.
Pół roku później 35-latek nie dostarczył żadnych argumentów na swoje żarliwe obetnice i ogłosił zakończenie kariery. Jego początkowa wytrwałość słabła w miarę upływu czasu, a nieobecność w jedenastce kazała mu rozważyć wcześniejsze przejście na emeryturę. To decyzja, która zaczynała nabierać kształtów po gwizdach i buczeniach, jakie otrzymał na Camp Nou po tym, gdy skompromitował się przy okazji meczu z Interem w Lidze Mistrzów. Odchodzi także skrzywdzony przeciekami z zarządu na temat własnej pensji, poddające w wątpliwość jego przywiązanie do klubu w czasie kryzysu ekonomicznego.
“Barca” może czuć nutę goryczy, bo traci kolejnego piłkarza o statusie legendy, ale na dobrą sprawę klub odczuje sporą ulgę. Pod względem sportowym Pique nie przystawał do poziomu pretendenta do tytułów, pod względem finansowym to prawie jak oczyszczenie duszy. Kataloński stoper rezygnuje z półtorarocznego kontraktu, co stanowi sporą oszczędność dla barcelońskiej kasy, biorąc pod uwagę, że jego stała pensja w tym sezonie wynosi 29,5 mln euro (otrzymałby połowę tej kwoty), a w przyszłym 40,8 mln euro, choć w tej sumie zawierają się jeszcze pieniądze z tytułu premii z wygasającego kontraktu.
Przejście na emeryturę jest niejako zwieńczeniem fatalnego roku na polu osobistym i zawodowym, w którym bez przerwy kwestionowano jego postawę. Logika podpowiada, że teraz poświęci się swoim biznesowym projektom, choć jego wyraziste słowa wypowiedziane na koniec pożegnalnego wideo (“znacie mnie, prędzej czy później tu wrócę”) każą nam sądzić, że w niedalekiej przyszłości będzie próbował zająć miejsce Laporty. Ma realne opcje ze względu na życie kulturą Barcelonismo, demonstrowany antymadrytyzm i poparcie wśród mas Cule. Więcej o odejściu i przyszłości “Geriego” piszemy TUTAJ. https://www.meczyki.pl/newsy/wymowne-przeslanie-pique-na-pozegnanie-z-barcelona-specjalna-trybuna-czeka-zacznie-to-robic-wczesniej/199441-n
Tymczasem Barcelona musi walczyć jeszcze z kolejnymi złogami “tamtej” ery.

Nie do zastąpienia?

Nie ma chyba w futbolu gorszej sceny niż ta. Bezsilność piłkarza, który na boisku był nie do zajechania. Upływ czasu bezceremonialnie niszczy nawet Sergio Busquetsa. 34-letni pomocnik grający prawdopodobnie ostatni sezon w Barcelonie ma prawo czuć się osamotniony. Samotny w drużynowym przecież sporcie. Nie pasuje do koncepcji, do nowoczesnego grania w piłkę nożną. Choć jeszcze kilka lat temu należał do czołówki na swojej pozycji.
Busquets nie nadąża już nie tylko nad zdolnymi dzieciakami pokroju Jamala Musiali, jak to miało miejsce na Allianz Arena i prawie dwa miesiące później na Camp Nou. Przegrywa też kluczowe pojedynki z graczami tylko o dwa lata młodszymi, jak Toni Kroos. W El Clasico brak dobrej interwencji na Niemcu spowodował, że padła pierwsza bramka dla Realu. Tamten mecz na dobre musiał odpowiedzieć Xaviemu na pytanie, czy jest sens reformować “Blaugranę” z weteranem pamiętającym najlepsze lata klubu.
Szkoleniowiec próbował różnych konfiguracji, szukając alternatywy dla Busquetsa, w tym wystawianie Frenkiego de Jonga i Pedriego jako dwóch defensywnych pomocników w systemie 4-2-3-1 czy korzystanie z usług Francka Kessiego. Przeciwko Elche de Jong zajął miejsce Sergio na “szóstce” i dał popis, ale trzeba wziąć pod uwagę, że “Barca” długo grała w przewadze jednego zawodnika. To nadal więc wrażliwy punkt wicemistrzów Hiszpanii i nie wydaje się, by przy obecnej kadrze dałoby się wypracować lepszą strukturę z pozycją numer sześć. Wszyscy zgadzają się, że czas Busquetsa na Camp Nou mija bezpowrotnie i zimą trzeba będzie na rynku transferowym wznowić poszukiwania jego następcy.

Wrażliwe boki obrony

Wśród graczy, którzy są odcięci od pierwszej jedenastki, jest jeszcze dwóch innych kapitanów: Jordi Albo i Sergi Roberto. Pierwszy wydawał się bliski opuszczenia drużyny, gdy latem działacze osiągnęli porozumienie z Interem w sprawie wypożyczenia go, ale ostatecznie ten ruch nie doszedł do skutku. Obrońca postawił weto. A w tym sezonie mierzy się z konkurencją nie jednego, a dwóch rodaków. Alejandro Balde już znajduje się wśród faworytów Xaviego. 19-latek zajął miejsce Alby na lewej obronie (czasem z konieczności gra też na prawej) i zgarnia mnóstwo pochwał, a i liczbowo prezentuje się solidnie (trzy asysty w dziesięciu meczach). Gorsze notowania ma Marcos Alonso, ale i on wydaje się być wyżej w hierarchii od 33-latka.
Tak szybka strata statusu kluczowego zawodnika jest o tyle szokująca, że Hiszpan zakończył ostatni sezon jako jeden z najlepszych kreatorów Barcelony. Z dziesięcioma asystami na koncie. Co prawda stracił nieco na intensywności w defensywie, ale to nadal pierwowzór nowoczesnego bocznego obrońcy. Trudno kwestionować jego ofensywne zacięcie, gorzej jednak ze zdrowiem i fizycznymi pojedynkami z szybkimi, zwrotnymi skrzydłowymi. Mając jeszcze dwa lata kontraktu, nie będzie zaskoczeniem, jeśli zdecyduje się opuścić “Barcę” nawet zimą.
A Sergi? Spisywany na straty średnio kilka razy na sezon absolwent “La Masii” wygląda najlepiej z całej czwórki. Przede wszystkim bronią go liczby: dwa gole i dwie asysty w 10 spotkaniach. Prawdę mówiąc, jedynym powodem, dla którego 30-latek nadal znajduje się w kadrze, jest Xavi. To bowiem trener nalegał na przedłużenie jego kontraktu. Przy kontuzji Ronaldo Araujo i Kounde fani Barcelony mieli nadzieję, że Roberto dźwignie odpowiedzialność za grę po prawej stronie boiska, ale znów w najlepszym momencie i jemu przytrafił się uraz. Trudno przypuszczać więc, że dostanie szansę na udowodnienie przydatności w przyszłym sezonie. Zwłaszcza, że w najbliższych oknach transferowych planuje się odświeżenie pozycji prawego obrońcy.
Pique, Busquets, Alba i Roberto. Wszyscy członkowie gangu Made in La Masia, przedstawiciele złotego wieku Barcelony. Ostatnia linia starej gwardii nie tyle się sypie, co praktycznie właściwie jej nie ma. Jedni już odeszli, inni się dopiero pakują. Większej determinacji w walce o pozostanie w klubie nie ma. Przekazują pałeczkę młodzieży i piłkarzom, na których podobno będzie się częściej stawiać. “Barca” w większości ma gotowe zamienniki, ale czy będą równie dobre, co te stare i wysłużone?

Przeczytaj również