To on wchodzi w buty Lewandowskiego. Legenda Bayernu zachwycona. Wieczny rezerwowy wreszcie ma swój czas
Jego kariera polegała na tym, że zawsze pozostawał w tle. Aktualnie, nie mając przed sobą żadnego z elitarnych napastników, wychodzi z cienia i sieje popłoch wśród ligowych defensyw. Teraz Eric Maxim Choupo-Moting wreszcie ma swój czas.
Od czasu odejścia Roberta Lewandowskiego w pewnym momencie Bayernowi zabrakło jednego elementu: klasycznego środkowego napastnika. A potem Julian Nagelsmann niespodziewanie w meczu przeciwko Freiburgowi dał szansę Ericowi Maximowi Choupo-Motingowi, jednocześnie polecając Thomasowi Muellerowi odpoczynek. I tym samym zaskoczył doświadczonego trenera Christiana Streicha wystawiając prawdziwą “dziewiątkę”. Z krwi i kości. Plan, który wyrósł w 30 minut. Piękne jak ciasto drożdżowe pozostawione na noc.
Napastnik nie tylko pokonał bramkarza, nie tylko harował na boisku przez 60 minut i cieszył oczy bawarskiej publiczności. Pokazał, że może być dobrym uzupełnieniem szerokiej kadry Bayernu na długi i męczący sezon. Pod koniec meczu (zakończonym rezultatem 5:0) fanom zaświtały w głowach dwie rzeczy: mimo krótkotrwałej zadyszki, trofeum mistrza Niemiec będzie trudno wyrwać z Allianz Arena, a potężnego Kameruńczyka nie opłaca się pozbywać. Jego pomoc będzie nieodzowna w drużynie utalentowanych skrzydłowych, nawet jeśli nie nazywa się Lewandowski.
Alternatywa, która wypaliła
Pytanie o pozycję numer 9 pojawia się zawsze, gdy zespół ma problemy z ofensywą. Kiedy Bayern na początku walcem przejeżdżał się po kolejnych przeciwnikach, mówiło się, że mądrym posunięciem było niesprowadzanie zastępstwa dla polskiego goleadora. Przynajmniej nie o takim samym profilu. Spróbowano czegoś innego. Nagelsmann dostosował formację ekipy do zawodników, których już posiadał. Jamal Musiala, Serge Gnabry, Leroy Sane oraz najnowszy nabytek Sadio Mane nie potrzebowali nikogo, by wykańczał ich akcje. Sami doskonale wiedzieli, co robić. Bayern dobrze rozłożył odpowiedzialność za strzelanie goli na wszystkich. Przynajmniej na jakiś czas.
Kiedy ogień dobrej zmiany nieco przygasł i “Die Roten” zaczęli gubić punkty z takimi drużynami jak Borussia Moenchengladbach i VfB Stuttgart, kiedy polegli sromotnie z Augsburgiem w derbach Bawarii, na agendę ponownie wróciła kwestia środkowego napastnika. Prezydent klubu Herbert Hainer publicznie ogłosił, że nie miałby żadnych problemów z tym, by kupić takiego piłkarza, jeśli oczywiście pojawiłby się odpowiedni kandydat. Sęk w tym, że na rynku po transferach Erlinga Haalanda, Darwina Nuneza, a nawet Sasy Kalajdzicia, rewelacji zeszłego sezonu Bundesligi, nie widać na horyzoncie nikogo, kto mógłby z miejsca wejść w buty Lewandowskiego. Na szczęście dla “Rekordmeister” ponownie objawił się talent 33-letniego, niezwykle doświadczonego Choupo-Motinga.
Kiedy w 2020 roku na zasadzie wolnego transferu dołączył z PSG do Bayernu, dla wszystkich zainteresowanych było jasne, po co go sprowadzono. Miał być odpowiednikiem rezerwowego bramkarza Svena Ulreicha, tyle że w ataku. Innymi słowy, miał dobrze trenować, zaakceptować swoje miejsce na ławce rezerwowych i być gotowym, gdy drużyna znajdzie się w pilnej potrzebie. Tym czym dla Ulreicha był Manuel Neuer, tym dla Choupo-Motinga jawił się Robert Lewandowskim. Niedościgłym wzorem, graczem, na którego poziom nigdy nie wskoczy. W ostatnich dwóch sezonach rozegrał nieco poniżej 2000 minut, ale i tak strzelił 18 goli. Wynik nie rewelacyjny, ale godny szacunku.
Ciągle za kimś
Siedzenie na ławce i ciągłe wyczekiwanie na szansę to żadna nowość dla kameruńskiego snajpera. Raz po raz miał w swoich drużynach bardziej renomowanych kolegów, w cieniu których egzystował. W reprezentacji długo pełnił rolę zmiennika dla Samuela Eto’o, w Schalke zastępował Klaasa-Jana Huntelaara, a w Paryżu sporadycznie wchodził za Neymara i Kyliana Mbappe.
A jednak zawsze miało się poczucie, że jest kimś ważnym, czasem nawet niezbędnym. Dwa lata temu dał kluczową zmianę w ćwierćfinałowym spotkaniu Ligi Mistrzów przeciwko Atalancie. Przy wyrównującym golu dograł dokładną piłkę do Neymara, a następnie w doliczonym czasie gry zdobył jedną z najważniejszych bramek w historii francuskiego futbolu. Dzięki jego postawie PSG awansowało do półfinału najważniejszych europejskich rozgrywek piłkarskich, dopiero drugi raz w historii klubu.

Rola “sługi zespołu” czy “szlachetnego jokera” bardzo mu odpowiada, ale faktem jest, że trzeba mieć do tego charakter. - “Schuppo” to świetny facet, bez problemu zabrałbyś go na komunijny obiad ze swoją rodziną - powiedział o nim kiedyś Thomas Tuchel. A zna go bardzo dobrze, bo prowadził zawodnika zarówno w Mainz 05, jak i w Paryżu właśnie. Napastnik mówi płynnie po niemiecku, angielsku i francusku, co czyni go “zatrudnialnym” praktycznie w każdej drużynie z lig TOP5. Ponadto poczucie humoru i charyzma sprawiają, że utrzyma w ryzach nawet najbardziej “rozchwianą” szatnię.
“Zwariował na punkcie gry”
Chociaż wygląda na boiskowego mordercę (191 metrów wzrostu, 84 kg wagi), to w gruncie rzeczy “wrażliwy facet”, który jednak zawsze wnosił ze sobą niezbędną pewność siebie, by móc stawić czoła gigantom tej branży: PSG i Bayernowi. Po najlepszym występie przeciwko Freiburgowi kipiał śmiałością: - Wiem, że w każdej chwili mogę pomóc. Powiedziałem Julianowi (Nagelsmannowi - przyp. red.) o tym, a on ma do mnie pełne zaufanie - podkreślał przy kamerach.
Najważniejsze, że znajduje się w pełnym gazie. Po tym, jak zdobył premierowego gola w kluczowym spotkaniu z Freiburgiem, potem jeszcze dwukrotnie wychodził w podstawowej jedenastce “Die Roten”. W Pucharze Niemiec rewanżował się Augsburgowi za ligową wpadkę, strzelając rywalowi zza miedzy dwie bramki i dokładając asystę. W ostatniej potyczce z Hoffenheim znów wpisał się na listę strzelców, perfekcyjnie finalizując zespołową akcję.
W ostatnim felietonie dla “T-online”, dawna legenda Bayernu Stefan Effenberg nie mógł się nachwalić snajpera i wezwał Nagelsmanna, by zapewnił mu stałe miejsce na boisku. - On działa jak po naciśnięciu przycisku - stwierdził
Ze swoim zapałem w ostatniej tercji wygląda jak dzieciak, który po szlabanie od rodziców, wreszcie mógł wyjść i pokopać piłkę. Zwariował na punkcie gry. Tak właśnie Bayern uwolnił krakena.
I kto wie, może teraz, w jesieni swojej kariery, przyjdzie w końcu ten wielki etap stałej gry w pierwszej jedenastce. Dla dużego zespołu. Po raz pierwszy od lat Choupo-Moting nie widzi przed sobą pleców elitarnego snajpera, którym sam nigdy nie był i z pewnością nie będzie. Biorąc pod uwagę fakt, że Leroy Sane jest na razie wyłączony z gry, a na powrót Thomasa Muellera jeszcze chwilę trzeba poczekać, 33-latek znajduje się w kapitalnym położeniu. To szansa, która pewnie już nigdy się nie powtórzy.