Ostatni sezon Kroosa? W Barcelonie odetchną. Mina Raphinhi ostatnio mówiła wszystko. "Kibice będą płakać"

Ostatni sezon Kroosa? W Barcelonie odetchną. Mina Raphinhi ostatnio mówiła wszystko. "Kibice będą płakać"
Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Przyszłość Toni Kroosa to jedna z wielkich niewiadomych, które przelatują nad biurami Santiago Bernabeu. Jego kontrakt kończy się w czerwcu przyszłego roku i nikt nie zna intencji piłkarza. Znamy natomiast wolę fanów Realu Madryt. Wszyscy woleliby, aby Niemiec w takiej formie grał jak najdłużej.
Ego w jego przypadku nigdy nie stało na najwyższym miejscu. Zamiast swojej kariery, wolał najwidoczniej tworzyć innych. Jak po ostatnim El Clasico. Właściwie mógłby sam sobie pogratulować doskonałego występu, ale pierwsze słowa, jakie skierował na Twitterze do fanów, dotyczyły Fede Valverde. “To obecnie top 3 na świecie”. Być może ma rację. Ale pod warunkiem, że numerem jeden tego rankingu byłby Toni, a numerem dwa Kroos.
Dalsza część tekstu pod wideo

To jego święto

Czasem jest to Niemiec, a czasem Luka Modrić, schemat jednak zawsze wygląda następująco: “Los Blancos” posiadają “latarnię morską”, która rozświetla ich grę w najważniejszych momentach sezonu. Nie ma znaczenia forma składu. Jeśli któryś z nich akurat wstał dobrze z łóżka, to Real wygra swój mecz. A Klasyk? Klasyk zawsze należał do Kroosa.
W wieku 32 lat pomocnik znów znajduje się w momencie wzrostu formy. Ostatni sezon, w którym nie był w stanie zaprezentować swojego najlepszego poziomu, wydawał się być odpoczynkiem. Ładny to odpoczynek, jeśli wygrywa się w cuglach ligę i w doskonały sposób triumfuje w Lidze Mistrzów. Każdy piłkarz na świecie pozazdrościłby mu takiej “przeciętnej” kampanii. Do następnej misji Niemiec przystąpił jednak jeszcze bardziej podkręcony, z wolą pokazania wszystkich walorów. Ostatnie El Clasico było uwieńczeniem jego fenomenalnego okresu gry.
W całym meczu z Barceloną wykonał łącznie 55 podań na 89-procentowym procencie dokładności. To wynik, który zwykle Niemiec przebija w każdym spotkaniu. “Barca” to jednak “Barca”. Real oddawał piłkę i wyczekiwał zza podwójnej gardy. Rolą pomocnika z numerem “8” było nie konstruowanie akcji, a szybkie i dokładnie przejście z obrony do ataku. Taki moment przyszedł w 12. minucie. Mając Sergio Busquetsa na plecach, ściągany na ziemię Kroos zdołał posłać kluczowy, prostopadły pass do Viniciusa, co zakończyło się bramką Karima Benzemy. Recital Toniego Kroosa zakończył się wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego.
Bezapelacyjnie kontrolował sytuację w środku pola. Robił to, co do niego należało, ale też znacznie więcej. Trzeba przyspieszyć? Proszę bardzo, dogrywał kolejną świetną piłkę. Zwolnić? Robił kółeczko, albo przenosił akcję na drugie skrzydło, gdzie nie było przeciwnika. Do “highlightów” przeszła sytuacja, gdy wychodząc z własnego pola karnego prostym zwodem oszukał Raphinhę, na którego twarzy w ciągu sekundy wymalowane zostały dwie emocje: bezradności i niedowierzania. Brazylijczyk już mógł wiedzieć, że taki luz Kroosa oznacza dla niego i jego drużyny tylko jedno. Porażkę.
kroos raphinha el clasico2
screen

Piłkarz świadomy

U elitarnych sportowców jedną z najtrudniejszych rzeczy do opanowania jest sztuka starzenia się z gracją: zaakceptowanie faktu, że twoje ekstrawaganckie dary, te, które przyniosły ci niewyobrażalną sławę i bogactwo, ale także stanowiły rdzeń twojej tożsamości, były tylko na kredyt. Toni Kroos należy do osób radzących sobie z tym problemem lepiej niż większość. W niedawnym wywiadzie dla niemieckiego “Prime Sport” szczerze wyznał, że teraz o wiele lepiej czuje się jako głęboki środkowy pomocnik, z dala od końcowej tercji boiska, które zajmował we wcześniejszych i bardziej energicznych latach.
- Musisz czuć się komfortowo grając między liniami, a ja z biegiem lat straciłem to poczucie komfortu - wyznał, dodając, że ostatni raz wysoko, przed polem karnym przeciwnika, biegał za czasów Juppa Heynckesa w Bayernie. Prawie 10 lat temu.
Największe błogosławieństwo trenera to posiadać w składzie świadomych piłkarzy. Zdolnych ocenić własne atuty, ale przede wszystkich niedostatki. Kroos jak nikt inny zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń i sam przydziela sobie odpowiednią rolę na placu.
Patrząc na jego życiorys, można się zastanawiać, czy Toni nie ma trudności z uznaniem, że nie zawsze radzi sobie z grą na najwyższej intensywności. W końcu to ktoś, kto zdobył mistrzostwo świata, wygrał pięć z sześciu finałów Ligi Mistrzów… Taki dorobek rodzi spore ego. Jednak kluczem do godnego wycofywania się, schodzenia w cień jest fakt, że przez większość kariery jego najlepsza wersja unikała kamer, blasku fleszy. Być może Kroosowi łatwiej będzie zejść ze sceny, ponieważ nigdy tak naprawdę nie był w centrum uwagi?
Jeśli pojawiają się choćby najmniejsze oznaki słabości, to futbol szybko znajdzie sposób, by się ciebie pozbyć, nawet z najmniejszą godnością. Dyscyplina często wydaje się wstydzić swoich legend, dlatego starsi zawodnicy tak często wyrzucani są za drzwi. W pewnym stopniu dopadało to też Kroosa. Ilu to samych fanów Realu Madryt odstawiało go od składu, nazywało “dieslem” lub pomocnikiem od “podawania do boku”. W tym sensie powrót do wysokiej dyspozycji Niemca jest odpowiedzią dla tych, którzy wątpili. On sam często powtarzał, że jego grę rozumieją nieliczni. Ci znający się na piłce nożnej.

Kiedy powiesz sobie dość

W Madrycie układ Casemiro-Kroos-Modrić, który przez lata nie schodził z okładek hiszpańskich dzienników, po odejściu Brazylijczyka znalazł naturalną kontynuację w postaci Aureliena Tchouameniego, ale teraz bardziej skomplikowane wydaje się znalezienie zastępstwa dla dwóch kolejnych legend. Legend, które razem, w różnych szczytach formy, zdominowały europejski i światowy futbol w niezatartym okresie w historii Realu Madryt.
W ostatnią niedzielę Kroos ponownie przypomniał nam, dlaczego madryccy kibice będą płakać, gdy jeden z pary zawiesi buty na kołku i poszuka spokojniejszej emerytury. Jednocześnie stawia się pytanie: kiedy to wszystko się skończy? Plotki rozchodzą się lotem błyskawicy. Pojawiają się spekulacje, że Toni rozważa przejście na emeryturę z końcem tego sezonu, gdy jego kontrakt wygaśnie. I chociaż Niemiec nigdy nie ukrywał pragnienia powiedzenia sobie “dość” jako zawodnik Realu, nikt nie przewidział, że może to nadejść tak szybko.
Kroos ma przecież dopiero 32 wiosny na karku i jest całkiem naturalne, że mógłby z powodzeniem występować jeszcze kilka lat, gdyby chciał, ponieważ wciąż nie odstaje od wybitnych w tej dyscyplinie. Niemiecki playmaker jednak już w przeszłości pokazywał, że nie zamierza trzymać się schematu. Bardzo wcześnie przecież wycofał się z grania dla reprezentacji, nie byłoby więc zaskoczeniem, gdyby również przedwcześnie na dobre zrezygnował z profesjonalnego futbolu.
Niezależnie od tego, jak to zrobi, zawsze jest coś niepokojącego w oglądaniu wielkiego piłkarza, kończącego karierę w wieku 32-33 lat. To nie tylko smutek, że nie zobaczymy go w pełnej krasie, ale także poczucie niespełnienia i przypomnienie, że prawdziwe piękno piłki może nam zostać odebrane na długo przed tym, jak będziemy na to gotowi. Tym bardziej, powinniśmy napawać się każdym kolejnym meczem Toniego Kroosa, mając na uwadze, że geniusz w każdej chwili może powiedzieć “stop, odchodzę”. Oby znalazł siłę, by odwlec to jak najbardziej w czasie.

Przeczytaj również