Budował potęgę Juventusu, ściągnął tam Ronaldo, teraz ma stworzyć wielki Tottenham. Pracoholik z sukcesami

Budował potęgę Juventusu, ściągnął tam Ronaldo, teraz ma stworzyć wielki Tottenham. Pracoholik z sukcesami
sbonsi / Shutterstock.com
Pracoholik, “no-life”, facet w 100-procentach oddany piłce. Fabio Paratici do momentu ściągnięcia Cristiano Ronaldo do Juventusu był raczej osobą anonimową dla przeciętnego kibica. Teraz uważany jest za jednego z najlepszych “fachowców od transferów”. Swoją markę ma teraz potwierdzić w Tottenhamie.
“Przybył tu jako chłopiec, a wyjechał jako mężczyzna, a przede wszystkim jako zwycięzca”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Andrea Agnelli, właściciel Juventusu, jak nikt inny świetnie potrafi podsumować karierę swoich pracowników. Fabio Paratici, do niedawna dyrektor sportowy “Bianconerich”, w pewnym sensie był jego prawą ręką. Najpierw raportował do Beppe Marotty, dyrektora generalnego klubu, który przywiózł go z Sampdorii, potem już sam wiedział jak dotrzeć do ucha najważniejszego człowieka w Turynie.

Rycerz “Starej Damy”

Paratici, jako przyszły zarządzający, grał w niższych ligach we Włoszech na pozycji, a jakże, środkowego pomocnika. Zawsze na kierownicy. Kariery na boisku nie zrobił. Brakowało talentu, ale nikt mu nigdy nie odejmował umiejętności przywódczych. Czas spędzony na szczeblu trzeciej ligi pomógł mu rozwinąć wyjątkową umiejętność dostrzegania utalentowanych graczy na wszystkich poziomach rozgrywek i w każdym wieku.
- Jeśli miałbym wybrać ten jeden najważniejszy transfer, wybrałbym Andreę Barzagliego - wspominał na pożegnalnej konferencji prasowej, z trudem walcząc ze wzruszeniem i napływającymi do oczu łzami.
Trudno nie przyznać mu racji. Włoski stoper przyszedł do “Juve” z Wolfsburga w 2011 roku za jedynie 300 tysięcy euro, przywdziewał biało-czarną koszulkę setki razy i przez wiele lat stanowił o dominacji “Starej Damy” w kraju. Paratici może jednak chełpić się znacznie głośniejszymi nabytkami. Został specjalistą od rzucania na stół potężnych kwot. Za jego sprawą za 112 mln euro przyszedł wspomniany Ronaldo, a rok później Matthijs de Ligt na kilka tygodni został najdroższym obrońcą w historii, gdy włoski potentat wezwał go za 85 milionów.
Aby być sprawiedliwym, trzeba zaznaczyć, że nie zawsze mógł i nie zawsze musiał szastać pieniędzmi. To za jego czasów Juve brylowało na rynku wolnych agentów. Wystarczy wspomnieć o darmowym transferze Paula Pogby w 2012 roku, a następnie Daniego Alvesa czy Patrice’a Evry. Nie wszystko mu się udawało, ale jak mówił na konferencji: “najlepszy w pracy jest nie ten, kto nie popełnia błędów, a ten, kto robi ich najmniej”.
Mylą się ci, opisujący 49-latka z Piacenzy, że to człowiek budujący zespoły na już, na cito. Paratici ma zmysł reżysera, wielkiego budowniczego, dbającego o przyszłość klubu, w którym pracuje i skupiającego się na piłkarskich akademiach, starającego się sprowadzać najlepszych graczy na każdym poziomie. Jeśli sekret ustanowienia zwycięskiej mentalności drużyny czasami kryje się za kulisami, a nie w nogach piłkarzy, wydaje się, że Tottenham dokonał mądrego wyboru.

Wszelkimi metodami

Etos pracy to jego największa siła. Ukuł złotą zasadę, którą współpracownicy fachowca nazywają “kodeksem Paraticiego”. W skrócie: nie istnieje coś takiego, jak urlop, święta, czas wolny. Ma zawsze włączony telefon, a gdy nie odbiera oznacza to tylko tyle, że musi być akurat na spotkaniu z agentami, zawodnikami lub dyrektorami innych zespołów. Bawi się pomysłowością i kreatywnością oraz wymaga tego samego od innych. Kiedy Juventus kusił kiedyś Carlosa Teveza, niedoświadczony jeszcze wówczas Paratici obmyślił plan: zorganizował tajne spotkanie z argentyńskim piłkarzem w środku nocy w londyńskiej restauracji, które otwarto wyłącznie dla dwóch osób. W ten sposób zacierał ślady i mylił wścibskich angielskich dziennikarzy.
Historia nie zamyka się jedynie na pracy w Juventusie. Już wcześniej, będąc w Sampdorii, poświęcał się dla dobra klubu. Pewnej srogiej zimy poleciał do Polski obejrzeć dwa mecze Ekstraklasy przy mocno ujemnych temperaturach, co przypłacił dłuższym pobytem, gdy okazało się, że obfite opady śniegu uniemożliwiły mu powrót do Włoch. Wieść gminna niesie, że w tym czasie, przebywając w hotelu, spędzał w Internecie 20 godzin dziennie, przeglądając statystyki piłkarzy, których obserwował, zanim zdał sobie sprawę z tego, że ośrodek pobierał od niego opłaty za każdą minutę w sieci.
“Przypały” to jego drugie imię. Kiedyś wylądował w stolicy Ekwadoru Quito, a dokładnie w tej części, owianej najgorszą sławą, biednej, zaniedbanej, ze społecznością krzywo patrzącą na przybyszów z zagranicy. Spotkał się tam z młodym talentem, aby podpisać z nim kontrakt, a dopiero po tym dostrzegł, że nieco wyróżnia się od tubylców, nosząc elegancki, świeżo kupiony garnitur od Armaniego.
W Sampdorii wypłynął na szerokie wody. Najbardziej udane transfery? Z jednej strony Antonio Cassano, nazwisko bardzo dobrze znane. W 2008 roku snajper odchodził w niesławie z Realu Madryt i niewiele marek widziało go u siebie. Tymczasem w Genui odegrał kluczową rolę w odrodzeniu “Sampy”. Prawdziwym jednak strzałem w “dziesiątkę” okazał się inny strzał Paraticiego. Mauro Icardi, młodzieniec z Barcelony B. Ostatnia wielka rzecz młodego szefa skautingu w Sampdorii. To Fabio położył podwaliny pod transferem opiewającym na sumę… 300 tysięcy euro. Po dwóch latach ekipa z Ligurii uzyskała za niego od Interu 13 milionów.
Praca nad każdą transakcją, nawet tą teoretycznie bezgotówkową, przypomina tkanie koronki. Aby sprowadzić Kingsleya Comana z PSG do Turynu musiał pracować sześć miesięcy. Dni i noce. Gdy przekonał się, że warto zainwestować w młodego piłkarza, spędził setki godzin na lotach, aby namówić Comana, jego rodzinę i agentów do wybrania Juventusu, zamiast innych ofert, w tym odnowienia umowy z paryżanami.

Turyński kryzys i nowa przygoda

Naprawdę głośno zaczęło o nim być latem 2018 roku. To wtedy na dobre zmienił się jego profil. Zakup 33-letniego Cristiano Ronaldo za ponad 100 milionów euro. To, w dużej mierze, dzieło Paraticiego, po raz kolejny ilustrujące jego zdolność do pracy z superagentami, takimi jak Jorge Mendes. Agnelli był absolutnie wniebowzięty i w pełni zaufał dyrektorowi sportowemu, windując go w hierarchii ponad starego mentora Beppe Marottę, który sprzeciwiał się transferowi Portugalczyka, za co między innymi potem został zwolniony.
Niestety, wiązało się to też z tym, że Paratici nagle musiał wyjść z cienia, udzielać wywiadów dla mediów, aktywnie angażować się w życie drużyny. Coraz częściej przychodził na mecze, a kamery chętnie pokazywały go rozwścieczonego na decyzje sędziów lub na indolencję napastników “Bianconerich”. To, w połączeniu z kiepskimi wynikami, spowodowało rysy, a później pęknięcia na linii z prezesem. Trwały rozpad związku nastąpił w wyniku błędów w obsadzie trenerów Juventusu. To Fabio naciskał na zwolnienie Massimiliano Allegriego w 2019 roku, z kolei tę pomyłkę próbował naprawić sam Agnelli mianując rok później Andreę Pirlo. Paratici mógł się temu tylko bezczynnie przyglądać z boku.
Lądując w Londynie już w pierwszych dniach po objęciu funkcji dyrektora generalnego ds. piłkarskich, musiał się zmierzyć z kryzysem wyboru odpowiedniego trenera. Postawienie na Nuno Espirito Santo po fiasku negocjacji z Gennaro Gattuso pójdzie już całkowicie na jego konto. Czego powinni się spodziewać fani Spurs?
Z pewnością tego, że drużyna wreszcie będzie miała jasną politykę kadrową, jeśli faktycznie odpowiadać za nią będą dwa nazwiska, jego i portugalskiego menedżera. Włoch lubi dużą rotację w swoich drużynach i jest gotów wydawać na to dużo pieniędzy, kładąc nacisk na rekrutację obiecujących, młodych zawodników. Co ważne, nie skupia się na konkretnych profilach, korzystając z rozległej sieci skautingowej jest skłonny kupować graczy w różnym wieku i o różnym poziomie wartości rynkowej. Co ważne, dobra atmosfera w klubie to dla niego priorytet. Lubi budować pozytywne relacje z zawodnikami, a nader wszystko uwielbia wygrywać. Wskazując na “Koguty” nie mógł wybrać sobie większego wyzwania.

Przeczytaj również