5 powodów, dla których Real Madryt wygra El Clasico. "W tej formacji są najlepsi na świecie"

5 powodów, dla których Real wygra El Clasico. "W tej formacji są najlepsi na świecie"
Mateusz Porzucek / PressFocus
Real Madryt i Barcelona. Dwa największe kluby w światowym futbolu. Ich rywalizację uważa się za jedną z największych w sporcie, a tym bardziej w piłce nożnej. W niedzielę na Santiago Bernabeu spotkają się po raz 185. w La Liga. Więcej takich spotkań wygrał Real (76 do 73) i po meczu powinien dopisać sobie +1. Dlaczego?
“Królewscy” rozpoczęli kampanię tak, jakby była płynną kontynuacją poprzedniej, niezapomnianej i fascynującej. Dziewięć wygranych meczów z rzędu na dziewięć możliwych we wszystkich rozgrywkach, dopiero później nastąpiły potknięcia na Osasunie i Szachtarze w Warszawie. Obecnie trudno powiedzieć, gdzie znajduje się sufit możliwości ekipy Ancelottiego i czy przypadkiem nie nastąpiła pewna zadyszka. Barcelona zaś znacznie się poprawiła względem ubiegłego sezonu, co musiało się wydarzyć po wydaniu ponad 150 milionów euro na transfery. Wciąż jednak wygląda jak drużyna w przebudowie. Gromienie słabszych rywali kontrastuje nieco z trudnościami, gdy mierzą się z silniejszymi konkurentami w Lidze Mistrzów.
Dalsza część tekstu pod wideo
Fakt, że obie ekipy nie znajdują się w swoim szczycie formy każe nam sądzić, że znów w niedzielę będziemy mieli wyrównane widowisko i trudno wskazać jednoznacznie faworyta. Obie ekipy posiadają silne kadry, ponadczasowe indywidualności i sporo argumentów za sobą. Ale które ostatecznie przeważą? Wydaje się, że mimo wszystko więcej przemawia nad zwycięstwem gospodarzy.

1. Wielki rewanż za zeszłoroczną kompromitację

Umówmy się, że wtopa z 20 marca tego roku była największą rysą Realu w niezwykle ekscytującym i pełnym sukcesów sezonie. Jednocześnie triumf Barcelony na Santiago Bernabeu stał się swego rodzaju otarciem łez w kampanii zakończonej bez ani jednego pucharu w gablocie. 0:4 stało się na pewien czas symbolem odrodzenia “Barcy”, sygnałem dla świata, że wracają do swoich najlepszych czasów. Podnosiły się nawet głosy, że ekipa Xaviego będzie w stanie nawiązać walkę do samego końca w lidze, przycisnąć Real Madryt w konfrontacji o mistrzostwo Hiszpanii.
Tymczasem “Los Merengues” po klęsce w El Clasico wygrali pięć ligowych meczów z rzędu, przypieczętowując krajowy triumf u siebie z Espanyolem, po drodze jeszcze pokonując kolejne płotki w Champions League. Punkty natomiast gubiła Barcelona, która zdążyła się jeszcze zbłaźnić w Lidze Europy odpadając z Eintrachtem. Nie znaczy to jednak, że “Królewscy” wymazali z pamięci marcowe spotkanie i to pamiętne 0:4 wciąż musi tkwić w nich jak zadra. Gole Aubameyanga, Araujo i Ferrana Torresa huczą im w głowie, ale dziś z ówczesnych katów pozostało niewielu. “Auba” został wypchnięty do Chelsea, Araujo leczy kontuzję, a Ferran nie cieszy się zaufaniem zarówno trenera, jak i fanów.

2. Przewaga fizyczna i psychologiczna

Real ma jeden dzień odpoczynku więcej i chyba najlepszego specjalistę od przygotowania fizycznego - Pintusa. “Królewscy ”do końca musieli drżeć o wynik w Warszawie, jednak większość gwiazd nie rozegrała 90 minut na pełnej intensywności. Udało się oszczędzić siły Viniciusa oraz Modricia, którzy biegali po placu przez jedynie 40 minut. Wolne dostali gracze, od których będzie w niedzielę bardzo wiele zależało, czyli Eder Militao oraz Dani Carvajal. Ekipa wyjdzie więc na Bernabeu na względnej świeżości w przeciwieństwie do Barcelony, która dzień później biła się na śmierć i życie z Interem Mediolan w szalonym i pełnym zwrotów w meczu, kosztującym z pewnością wiele sił.
Powracając do wydarzeń z połowy tygodnia należy również pamiętać, że Real rzutem na taśmę zapewnił sobie awans do pucharowych zmagań Ligi Mistrzów (31. raz na 31 edycji), tymczasem Barcelona właściwie wykluczyła się z rozgrywek. Można tylko przypuszczać, co obecnie siedzi w głowach podopiecznych Xaviego. Perspektywa, że po mistrzostwach świata, już po nowym roku, będą musieli grać w Lidze Europy. Drugi sezon z rzędu.

3. Czynnik wielkich meczów

“Królewscy” nierzadko “męczą bułę” w konfrontacjach ze słabszymi drużynami, zaciągają ręczny, gdy przychodzi im grać o trzy punkty w lidze z Osasuną, Mallorką czy z Espanyolem. Wygrywają najmniejszym możliwym kosztem, a zdarza się, że nieoczekiwanie gubią oczka. Budzą się z letargu dopiero wtedy, gdy stawiają czoła silniejszym markom. W tym sezonie rozegrali trzy duże mecze i wszystkie obrócili na swoją korzyść. Pierwszy ważny test przyszedł w Helsinkach, gdzie w Superpucharze Europy dość łatwo poradzili sobie z Eintrachtem Frankfurt (2:0). Wyzwaniem w lidze było starcie z Realem Betis (ówczesnym wiceliderem) w 4. kolejce (2:1) i oczywiście Derby Madrytu, również wygrane 2:1.
Zupełnie inaczej sprawa się ma w przypadku Barcelony, której możemy zaliczyć, jeśli się uprzeć, jedno duże zwycięstwo nad Realem Sociedad na wyjeździe (4:1). Dopisanie do poważnych sukcesów zwycięstwa z będącą w totalnym kryzysie Sevillą byłoby już jednak nadużyciem. W pozostałych sytuacjach mamy do czynienia z samymi klęskami. Dobra pierwsza połowa z Bayernem w Monachium nie przyniosła żadnych korzyści punktowych, zaś jeden punkt w dwóch spotkaniach z Interem jednoznacznie pokazał, że “Dumie Katalonii” nadal daleko do oczekiwanego poziomu. Każdy ważny sprawdzian kończy się oceną niedostateczną.

4. Najlepsza pomoc na świecie

Kiedyś mówiło się, że atakiem wygrywa się mecze, a obroną mistrzostwa. Dziś jednak w większości uwaga trenerów i fachowców skierowana jest na drugą linię. Trudno sobie wyobrazić triumfy Realu w Lidze Mistrzów bez trio CKM. To była podstawa sukcesu w ostatniej dekadzie. Pomoc mimo pewnych zmian w projekcie pozostaje niezachwianą, najsilniejszą formacją “Królewskich”. A teraz w końcu przechodzi zmianę pokoleniową.
Klub podjął mądrą decyzję o wypuszczeniu z klatki 30-letniego Casemiro za znaczną opłatą, pozyskawszy już 22-letniego Aureliena Tchoaumeniego jako potencjalnego następcę Brazylijczyka. Francuz zdążył pokazać, że może w pełni wypełnić dziurę po reprezentancie “Canarinhos”, a jednocześnie dać coś dodatkowego w ofensywie. 32-letni Toni Kroos jest nadal jednym z najbardziej wpływowych piłkarzy w kadrze, natomiast 37-letni Luka Modrić wciąż potrafi się bronić przed presją młodych talentów. W gotowości są jeszcze Eduardo Camavinga, zwykle dający bardzo dobre zmiany w drugich połowach oraz znajdujący się w szczycie formy Fede Valverde, któremu Carlo Ancelotti szuka pozycji na boisku, aby tylko nie “kisił się” na ławce. “Barca”, ale także każdy inny klub na świecie, może tylko pozazdrościć takiej głębi w tej formacji.

5. Siła spokoju na ławce trenerskiej

Przewaga Carlo Ancelottiego nad niedoświadczonym w gruncie rzeczy Xavim jest niepodważalna. Porządek zawsze zapanuje nad chaosem. Czasami ma się wrażenie, że od “Carletto” bez przerwy bije pewność siebie. Ostatni dublet był niespodzianką, punktem kulminacyjnym późnej kariery i dowodem, że 63-letni Włoch nadal może zapewnić wielkiej drużynie najwyższy poziom. Pokazał również, że wspomagany przez młody sztab, w tym syna Davide, jest zdolny do rozwoju utalentowanych zawodników i utrzymania wysokiego morale “starej gwardii”.
Włoski szkoleniowiec dobrze wie, jak zarządzać piłkarskim gwiazdozbiorem. W Madrycie kieruje się lekarską zasadą etyczną “primum non nocere”, po pierwsze nie szkodzić. Nie zmienia więc tego, co dobrze funkcjonowało przed jego przyjściem, za kadencji Zinedine’a Zidane’a. Porzucił taktyczny reżim na rzecz większej swobody poszczególnych piłkarzy, posiada pełne zaufanie do doświadczonych zawodników, którzy zjedli zęby m.in. w Klasykach. Carlo potrafi też wyciągnąć wnioski, więc nierozważny gambit w postaci grania Luką Modriciem na “fałszywej dziewiątce” (właśnie przeciwko Barcelonie w marcu) nie powinien mieć już nigdy miejsca.
***
Niedzielne El Clasico będzie można oglądać na antenie Eleven Sports 1. Transmisja rozpocznie się o godz. 16.10, ale już o 12.00 wystartuje studio meczowe.

Przeczytaj również