W tenisie chcą większych zarobków. "Musimy być traktowani fair"
Czołowi tenisiści WTA i ATP wystosowali oficjalne pismo do organizatorów turniejów wielkoszlemowych z apelem o bardziej sprawiedliwy podział przychodów. Głos w sprawie publicznie zabrała między innymi Amerykanka Emma Navarro.
W środowy wieczór francuski dziennik L'Equipe poinformował o tym, że 20 najlepszych tenisistek i tenisistów świata podpisało się pod listem apelacyjnym do Australian Open, US Open, French Open i Wimbledonu. Powodem jest niezadowolenie z rozdysponowania nagród pieniężnych za udział w turniejach wielkoszlemowych.
- Rozmawiałam trochę o tym z innymi zawodnikami i myślę, że to był dobry pomysł, żeby to podpisać. Zjednoczenie się, jako zawodnicy, w tej sprawie to dobry pomysł. Musimy upewnić się, że będziemy traktowani fair - komentuje Emma Navarro, 11. rakieta świata według rankingu WTA.
Podniesienie wypłat ma pomóc niżej notowanym zawodnikom, którzy tracą na obecnej sytuacji. Jak raportuje agencja Reuters, w 2024 roku przyznano łącznie 254 milionów dolarów wynagrodzenia dla uczestników Wielkiego Szlema. To rekord. Rok wcześniej kwota ta była o 23 miliony mniejsza.
Obecnie trend zdaje się utrzymywać. Podczas styczniowego Australian Open odnotowano ponad 11-procentowy wzrost nagród pieniężnych w porównaniu do poprzedniej edycji.
- Wydaje mi się, że ta decyzja będzie z korzyścią dla wszystkich zawodników, zwłaszcza tych najniżej notowanych, którzy ciężko pracują podczas sezonu i muszą dostać wynagrodzenie za Wielki Szlem, aby przetrwać - mówi ósma w rankingu WTA Qinwen Zheng.
- To naprawdę pozytywne. Spójrzmy na koszykówkę, gdzie wszyscy są opłacani w stosunku 50-50. Trzeba iść w tym kierunku - dodaje Chinka.