Bohater skandalu odpowiedział na słowa Stanowskiego. "Kto to jest? Na policję chodzą konfiturowane rury"

Podczas sobotniej gali boksu w Koszalinie miała miejsce skandaliczna sytuacja. Krzysztof Stanowski skrytykował zachowanie głównego bohatera zamieszania, Marcina Sianosa. Fighter odpowiedział na słowa dziennikarza.
W zeszłą sobotę w Koszalinie odbyła się gala boksu Rocky Boxing Night. Podczas pojedynku Marcina Sianosa z Arturem Bizewskim doszło do szokującego zdarzenia.
Wspomniany incydent miał miejsce w drugiej rundzie. Wówczas Sianos obalił swojego przeciwnika, zadał mu dwa ciosy łokciami i po chwili został zdyskwalifikowany, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Tuż po pojedynku całą sytuację skomentował Krzysztof Stanowski. Dziennikarz za pośrednictwem Twittera poruszył temat ewentualnej odpowiedzialności karnej, która powinna spotkać Sianosa.
- Dużo słyszę o dyskwalifikacji (np. dożywotniej), ale mnie interesuje coś innego. Mianowicie: potencjalna odpowiedzialność karna. Jak porzucimy te bzdury o "sześćdziesionach" i tak dalej, to pozostaje pytanie - czy wkroczyć nie powinna policja? Rozumiem, że umówiono się na walkę, ale akurat nie na taką. To tak jakby umówić się na szermierkę, a przyjść z bejsbolem. Chętnie poznałbym tu zdanie specjalistów - czy ta walka nie powinna się skończyć wyrokiem? - napisał Stanowski.
Sianos odpowiedział na wpis Stanowskiego podczas wywiadu dla Polish Fighters Info. Fighter w dosadny sposób stwierdził, że dziennikarz nie ma racji.
- Kto to jest w ogóle Stanowski? Jeśli on chce iść na policję, to niech sobie idzie na policję. Kto chodzi na policję? No jakby ci to powiedzieć. Na policję chodzą konfiturowane rury. Człowiek, który się szanuje i który zna swoją wartość, to potrafi problemy rozwiązać bez policji. No co? Zachowałem się nieprzepisowo, ale na całe szczęście nie zrobiłem krzywdy, a nawet jakbym zrobił tę krzywdę, to bym się poczuł do odpowiedzialności. Więc po co tutaj jest policja? - mówił Sianos.