Zaskakujący klucz do mistrzostwa Manchesteru City? Mało kto mógł się spodziewać. "Niepotrzebnie się martwili"

Zaskakujący klucz do mistrzostwa Manchesteru City? Mało kto mógł się spodziewać. "Niepotrzebnie się martwili"
CHRISTOPHE SAIDI/SIPA/PressFocus
Nie samym podstawowym składem żyje trener. Zmiennicy to również kluczowy element futbolu. Ostatnio przypomina o tym piłkarz Manchesteru City, Nathan Ake. Holender generalnie gra rzadko, ale zawsze dobrze. I teraz zapewne będzie musiał pomagać drużynie znacznie częściej.
“Pokaż mi swoją ławkę rezerwowych, a powiem ci, jak mocnym dysponujesz zespołem” - mówi się często w futbolowym świecie. Słowa te można rozumieć na kilka sposobów. Wersja pierwsza: klasowy zawodnik nie łapiący się do składu to znak, że w podstawowej jedenastce mamy jeszcze lepszych. Druga: nigdy nie możemy grać całego sezonu najmocniejszym zestawieniem, musimy rotować, uzupełniać luki po kontuzjowanych zawodnikach, dlatego jakościowi zmiennicy są kluczowi. Podejść może być wiele, ale nikt raczej nie zaprzeczy, że ta fraza dobrze opisują piłkarskie realia.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dlatego więc Pep Guardiola ma olbrzymi komfort jako menedżer Manchesteru City. Kadra mistrzów Anglii nie jest szeroka, ale szalenie wyrównana, dzięki czemu menedżer może spokojnie wymieniać pojedyncze klocki układanki bez większej straty jakości. Co jakiś czas zwraca się uwagę na poszczególnych graczy “drugiego planu” w jego zespole. Teraz pora poświęcić trochę czasu Nathanowi Ake. Holender, najczęściej jedynie zmiennik, w kluczowym okresie sezonu gra jak profesor.

Udowadnia swoją wartość

Ten zakup kwestionowało wiele osób. Latem 2020 roku Manchester City wydał 45 milionów euro na środkowego obrońcę spadającego z Premier League Bournemouth. Na pierwszy rzut oka przepłacono za piłkarza bez większych szans na miejsce w podstawowej jedenastce.
Jeśli jednak przyjrzymy się Holendrowi dokładniej, można dostrzec pewne istotne czynniki, które wtedy przemawiały za tym transferem. To lewonożność oraz status wychowanka krajowego klubu, co zawsze jest ważne przy rejestracji składu do rozgrywek ligowych i europejskich pucharów. I tak, Nathan Ake rzeczywiście nie gra w pierwszych skrzypiec w zespole “Obywateli”, ale nie można umniejszać jego roli w składzie. Bo nawet jeśli występuje rzadko, to nie zawodzi. Ba, zaskakuje wręcz regularnością i naprawdę wysokim poziomem gry.
27-latek pojawił się na murawie 21 razy w tym sezonie. Zaliczył zaledwie dziewięć meczów w podstawowym składzie podczas 30 ligowych kolejek. Pep korzysta z jego usług głównie, gdy trzeba (lub można) odciążyć jednego z podstawowych defensorów. Na środku obrony stanowi czwarty wybór: za Rubenem Diasem, Johnem Stonesem i Aymerikiem Laportem. Może jednak również zagrać na lewej stronie bloku defensywnego, choć tam najczęściej oglądamy Joao Cancelo, Oleksandra Zinczenkę i, czasami, Laporte’a.
Tymczasem, w obliczu kontuzji Diasa i zawieszenia Kyle’a Walkera, znacznie utrudniających zestawienie bloku obronnego, Guardiola wystawił go właśnie w tej roli na szalenie ważny mecz z Atletico Madryt. A Ake spisał się świetnie - nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach. W ostatnim czasie, gdy tylko wywoływany jest do tablicy, kibice City mogą spać spokojnie. Pomimo nieregularnej gry ich rezerwowy to aktualnie chodząca gwarancja jakości.

Wymarzony zmiennik

Niczego więcej nie można oczekiwać od zmiennika. Jeśli wskakuje do składu i nie widzimy spadku jakości, to wywiązuje się wzorowo ze swoich zadań. Jeżeli dorzuca coś ekstra, to sytuacja jest fenomenalna. Niełatwo jednak wejść w buty czołowych obrońców Europy. Niemniej, Holender pokazuje, że można mu zaufać. A jego wszechstronność i szeroki wachlarz umiejętności sprawiają, że to naprawdę użyteczna opcja z ławki. Przy pomyśle Guardioli na grę wydaje się bardzo dobrą alternatywą dla opcji w podstawowym składzie i otwiera drzwi do ciekawych manewrów taktycznych.
Jeśli ma zagrać w środku obrony, to świetnie czuje się z piłką przy nodze - a tego oczywiście oczekuje Guardiola, proponujący futbol oparty na pełnej kontroli boiskowych wydarzeń. Dodatkowo dysponuje niezłą zwrotnością i dynamiką, co pomaga przy wysoko ustawionej linii defensywnej. Z Atletico oglądaliśmy jednak inny wariant, stosowany już kilkukrotnie przez City. Ake wyszedł na murawę jako lewy obrońca, ale jego ustawienie sprawiało, że zespół grał asymetrycznie. Ustawiony po drugiej stronie Joao Cancelo ochoczo, w swoim stylu, podłączał się do akcji zaczepnych, podczas gdy 27-latek zostawał z tyłu i dołączał do dwóch stoperów, tworząc trzyosobowy blok obronny. Na takim systemie Pep oparł pomysł na mecz, który przyniósł zwycięstwo. Holender zaliczył popisowy występ w nadzwyczaj wymagającym spotkaniu.
- Nathan to alternatywa. Nie jest lewym obrońcą, który idzie na obieg, to nie ten styl piłkarza. Jest bardzo skupiony, skoncentrowany. To inteligentny gość (...) Cieszę się, mając go w zespole, Nathan to świetny facet. Zawsze ciężko trenuje i koledzy go uwielbiają. Jeżeli mogę dać minuty takim zawodnikom, to bardzo mnie to cieszy - mówił trener City po październikowym meczu z Burnley, gdzie eks-zawodnik Chelsea zagrał w podobnym systemie.
Te słowa można wręcz skopiować i wkleić przy okazji spotkania z Atletico. Skala wyzwania, na papierze, była zdecydowanie większa. Po ostatnim meczu ligowym na łamach “Manchester Evening News” pisano nawet, że jego występ przeciwko “Los Colchoneros” lub Liverpoolowi w weekend jest mało prawdopodobny, nie zakładano, że trener mu zaufa. Tymczasem Ake stanął na wysokości zadania. Nieźle, jak na czwartą opcję, nie grającą nawet na swojej nominalnej pozycji.

Klucz do tytułów

Koniec końców ostateczny sukces nie zawsze zależy od największych gwiazd. Niejednokrotnie kluczowa sprawa to właśnie postawa zmienników. Gracze podstawowego składu muszą utrzymać swój poziom, a ci, którzy ich zastępują, muszą spróbować im dorównać. Jeśli tego nie zrobią, z automatu stają się słabym punktem zespołu. Przykładów nie trzeba szukać daleko - w zeszłym sezonie właśnie przez osłabienie urazami mistrzostwo wyślizgnęło się z rąk Liverpoolu i trafiło do niebieskiej części Manchesteru.
W City, jak się wydaje, takiego słabego punktu na razie nie ma. I Nathan Ake to świetnie o tym przypomina. Dokładnie takich rezerwowych potrzeba w walce o najwyższe cele - regularnych, pewnych i gotowych do odegrania nawet lekko nieoczywistych roli. Holender nie odpuszcza, goni za każdą piłką i już kilkukrotnie ratował skórę swoim kolegom, np. przeciwko Arsenalowi czy niedawno z Burnley (choć wówczas po jego efektownej interwencji sędzia odgwizdał spalonego).
Kontuzja Diasa musiała martwić kibiców City i Guardiolę. Wygląda jednak na to, że niepotrzebnie, gdyż na Etihad mają odpowiednie zabezpieczenie. Z pewnością doceniają obecność 27-latka w składzie. W końcu jeszcze niedawno w miejsce Portugalczyka musieliby wejść elektryczni Nicolas Otamendi lub Eliaquim Mangala. A teraz mają pewniaka, który napawa ich spokojem.
Właśnie tacy piłkarze jak Ake mogą okazać się kluczowi, aby utrzymać tempo wymagane do ubiegnięcia Liverpoolu w walce o mistrzostwo i ewentualne inne sukcesy. Wygląda na to, że teraz nadchodzi pora, by to Holender częściej wybiegał w podstawowym składzie. Z tym, że takim rezerwowym łatwo zaufać. I właśnie dlatego kupił go Guardiola. Dokładnie tacy zawodnicy sprawiają, że City zdobywa trofeum za trofeum.

Przeczytaj również