"Mbappe jak lep na muchy". To zadecydowało o zwycięstwie Francji z Anglią. "Zadziałała francuska grawitacja"

W jaki sposób reprezentacja Francji pokonała Anglię i awansowała do półfinału MŚ? Czy Anglicy mogli wycisnąć więcej z tego spotkania? Analiza taktyczna ostatniego ćwierćfinału mundialu rozwiewa wątpliwości. Działania na boisku miały konkretne przyczyny i obie drużyny poniosły swoje konsekwencje.
Od początku meczu częściej ataki pozycyjne konstruowali Anglicy. Przed czterema obrońcami ustawiało się dwóch pomocników, a trzeci zajmował pozycje wyżej, między liniami. Francja z kolei wyjściowo zestawiona była w 4-2-3-1, dlatego nisko ustawieni angielscy rozgrywający mogli ”wciąć się” pomiędzy napastników. Dawało im to chwilową swobodę z piłką przy nodze, lecz nie stanowiło głównego celu ich gry.
Innym razem przed stoperami pojawiał się tylko jeden pomocnik Anglii, a pozostała dwójka (Bellingham i Henderson) jasno wskazywała, które przestrzenie chcieli ”zdobyć” piłkarze Garetha Southgate’a. Niewątpliwie zależało im na skupieniu napastników i pomocników Francji w środkowym sektorze - co kilka razy się udało - by następnie szybko przenieść grę na skrzydło, gdzie pojawiało się więcej wolnej przestrzeni.
Prym wiódł tam Bukayo Saka. Zawodnik występujący na co dzień w Arsenalu świetnie wyczuwał momenty na zagrania wzdłuż linii bocznej, kiedy obiegał go Jordan Henderson, oraz na zejście z piłką do środka. Po prawej stronie wykorzystywał swoją lewą nogę, dzięki czemu mógł automatycznie zwrócić się twarzą do bramki Hugo Llorisa i bezpośrednio jej zagrozić. Początkowe szerokie rozstawienie Saki powodowało, że najbliżej do pokrycia go miał boczny obrońca Francji, Theo Hernandez. Pozostała trójka defensorów ”Les Bleus” pozostawała w świetle bramki, dlatego w bocznej strefie pola karnego (tzw. półprzestrzeni) powstawało wolne miejsce. Po wbiegnięciu Jude’a Bellinghama w tę przestrzeń i wymianie podań z Saką podyktowano rzut karny, którego na gola zamienił Harry Kane.
Na poprzednim przykładzie można było zauważyć, że linia pomocy również podążała za konkretnym Anglikiem. Pod własnym polem karnym i przy szybkiej zmianie kierunku ataku przez ”Lwy Albionu” mogło to sprawić jej problemy, lecz w wyższym pressingu zdawało egzamin. Anglicy zaczęli schodzić na trójkę obrońców, skrzydłowy rotował się z pomocnikiem, lecz nieustępliwość w doskoku do rywali przez m.in. Adriena Rabiota skutecznie uniemożliwiała Wyspiarzom rozwój akcji. Pomocnik Juventusu miał do pokonania drogę po prostej do przeciwnika i przeszkadzał mu w grze piłką, wyskakując mu zza pleców.
Hasło ”plecy” to kolejny bardzo ważny element gry w ataku w wykonaniu reprezentacji Anglii. Zawodnicy drugiej linii bardzo często ustawiali się tyłem do kierunku akcji i zanim obrócili się w stronę bramki Hugo Llorisa, Francuzi zdążali odciąć opcje kolejnych podań. W tych momentach uwidaczniał się brak wyczucia Anglików w budowaniu akcji - często prowadzili ataki sektorami, które Francja już zabezpieczyła, podczas gdy przeciwległe skrzydło pozostawało wolne. W przypadku rozegrania na trójkę obrońców, jeden z nich zyskiwał wolne pole na połowie rywala i mógł zaatakować je z piłką, ponieważ skrzydłowy Francji (Dembele) został skupiony przez bocznego obrońcę (Shaw). Podobna sytuacja miała miejsce w spotkaniu z Polską, kiedy Bartosz Bereszyński i Przemysław Frankowski tworzyli przewagę na lewym skrzydle (analizę tego meczu znajdziesz TUTAJ).
Z biegiem czasu Anglicy zaczęli korygować swoje ustawienie i pomiędzy Adriena Rabiota i Aureliena Tchouameniego schodzili gracze przednich formacji (Saka), stając się wolnymi zawodnikami. Wówczas w sektorze środkowym piłkarze Southgate’a zyskiwali przewagę trzy na dwa i stoperzy mogli wykonać prostopadłe podanie. W taki sposób Anglia kilkukrotnie przedarła się sektorem środkowym pod pole karne Francji, gdzie przed obrońcami nie było żadnego zabezpieczenia. Na jej nieszczęście żadna z tych prób nie przełożyła się na stworzenie dogodnej okazji strzeleckiej - wartość goli oczekiwanych po takich akcjach nie przekroczyła 0.10 xG na strzał, a łącznie 16 uderzeń skumulowało się do zaledwie 0.53 (źródło: “FotMob”).
W fazie gry obronnej Anglicy ustawiali się w 4-5-1 w średnim bloku. Francuzi najczęściej współpracowali w trójkach na obu flankach, zachowując w nich dużą płynność. Raz szerokość ataku zapewniał boczny obrońca (Theo) i skrzydłowy (Mbappe) podążał między formacje przeciwników, a innym razem działo się dokładnie odwrotnie…
…w czym dobrze sprawdzała się francuska odmiana systemu 4-3-3, nastawiona na wykorzystanie najlepszych cech własnych zawodników. Wobec tego, wyżej ustawionym pomocnikiem Francji stał się Antoine Griezmann, gotowy do otrzymania piłki między liniami. Piłkarz Atletico Madryt zajmował pozycję w tzw. kwadracie między czterema rywalami, sprawiając im problemy w kryciu.
Dodatkowo operowanie przez niego lewą nogą po prawej stronie, podobnie jak w przypadku Bukayo Saki, pozwalało mu skupiać uwagę rywali na sobie, kiedy ścinał z futbolówką w kierunku osi boiska, a także bezpośrednio zmieniać stronę gry jednym podaniem. Warto w tym miejscu spojrzeć na ustawienie dalszego skrzydłowego Anglii (Saka), który nie zawężał pozycji w kierunku Griezmanna, lecz występował blisko Kyliana Mbappe na drugiej flance, okazując wsparcie Kyle’owi Walkerowi w pojedynkach z gwiazdorem Paris Saint-Germain.
Jeśli Griezmann ściągał na siebie uwagę rywali, to wpływ na grę Kyliana Mbappe był pod tym względem jeszcze silniejszy. Holowanie piłki przez 23-latka działało jak lep na muchy wobec Anglików…
…co zaburzało ustawienie ich formacji. Pod względem liczby zawodników pod linią piłki sytuacja była opanowana, lecz większość z nich kontrolowała wzrokiem głównie piłkę i jej posiadacza. Odległości pomiędzy wicemistrzami Europy zaczęły się powiększać, co Francuzi bezlitośnie wykorzystali. ”Wcięcia” Mbappe ze skrzydła do środka, przeniesienia gry na drugie skrzydło oraz powtórne wgranie piłki w centralny sektor poprzesuwały wszystkich trzech środkowych pomocników Anglii. Jeśli doda się do tego skrzydłowych (Fodena i Sakę), którzy pomagali w kryciu rywali w bocznych sektorach, to otrzyma się wolną przestrzeń na przedpolu szesnastki Anglików. Właśnie z tego miejsca pierwszego gola w meczu zdobył Aurelien Tchouameni…
…a drugi gol padł po odwrotnej sekwencji. Po rzucie rożnym futbolówkę z zatłoczonego środka zgarnęli Francuzi (przewaga dwa na jeden), po czym rozszerzyli grę z powrotem do skrzydła. Wymusiło to wyjście Anglików w stronę piłki, przez co odległości pomiędzy nimi w polu karnym ponownie się powiększyły. Wolną przestrzeń pomiędzy stoperami wykorzystał Olivier Giroud, choć mógł wpisać się na listę strzelców o jedną akcję wcześniej po ataku dokładnie tej samej przestrzeni.
Reprezentacja Francji wykorzystała w tym meczu nic innego, jak regułę tzw. grawitacji, znanej z koszykówki.
Dotyczy ona podzielności uwagi przeciwnika, który w pierwszej kolejności koncentruje się na piłce (to ona wpada do siatki), przesuwa się w jej stronę i dostosowuje krycie do najgroźniejszych rywali. W przypadku kadry ”Trójkolorowych”, Kylian Mbappe mógłby pełnić rolę wyborowego strzelca po rzutach za trzy punkty, zaś Olivier Giroud jako center czyhałby najbliżej kosza. Jeśli partnerzy wokół dostosowaliby swoje ustawienie i przeciwnicy by ich nie widzieli, mogliby wbiec pomiędzy nich i oddać strzał o bardzo wysokiej wartości.
Źródło: “markstats”
Połączenia pomiędzy zawodnikami obu drużyn w tym spotkaniu dość celnie oddają sposób gry Anglii oraz Francji. ”Lwy Albionu” cierpiały na brak opcji podań między pomocnikami a napastnikami, zaś ”Les Bleus” najpierw rozciągali grę na skrzydła, by kolejno wykreować sobie dogodne okazje w świetle bramki.
Piłkarze Didiera Deschampsa częściej niż Anglicy zdobywali ”złotą strefę” na wprost Jordana Pickforda (siedem ataków środkiem w najwyższej tercji boiska), co wpłynęło na stworzenie bardziej wartościowych szans strzeleckich - dokładnie o 10% lepszych niż Anglia (xG/strzał).