Wracają najgorsze demony Manchesteru City. Real Madryt tylko na to czeka. Wymowne statystyki

Wracają najgorsze demony Manchesteru City. Real Madryt tylko na to czeka. Wymowne statystyki
Li Ying / Xinhua / PressFocus
Demony Manchesteru City powracają. Widocznie lepszy zespół Pepa Guardioli zmierza na Santiago Bernabeu z dużym niedosytem po pierwszym meczu, a Real Madryt, świeżo upieczony mistrz Hiszpanii, ostrzy sobie zęby na finał. “The Citizens” znów odpadną w swoim stylu?
Pierwsze, arcyciekawe, półfinałowe spotkanie Ligi Mistrzów Manchesteru City z Realem Madryt nie mogło chyba lepiej uwydatnić problemów pierwszych oraz skuteczności drugich w tych rozgrywkach. Angielski zespół nie zdołał postawić kropki nad i w kluczowym momencie meczu, co skrzętnie wykorzystała drużyna Carlo Ancelottiego. “The Citizens” znowu sami narobili sobie kłopotów. To nie pierwszy raz, gdy wyraźnie lepsi gracze City nie potrafią przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść w Lidze Mistrzów.
Dalsza część tekstu pod wideo

Witajcie stare demony

Manchester City powrócił do wielkiej, europejskiej piłki (pod odświeżonym szyldem Ligi Mistrzów) w sezonie 2011/2012, po uzyskaniu trzeciej lokaty w Premier League. Przez pierwsze dwa lata “Obywatele” zatrzymywali się na szczeblu fazy grupowej, by przez kolejne dwa odpaść w 1/8 finału - dwukrotnie ulegając dużo lepszej wtedy Barcelonie. Apetyt na wygranie najbardziej prestiżowych rozgrywek Starego Kontynentu podsyciła kapitalna dyspozycja w edycji 2015/2016, kiedy obecni mistrzowie Anglii odpadli dopiero w półfinale - za sprawą, a jakże, Realu Madryt. I wydaje się, że do tego momentu, Manchesterowi City nie można było zarzucić zbyt wiele. Piłkarze z Etihad Stadium weszli do zmagań najwyższego europejskiego szczebla z animuszem oraz wielkimi nadziejami, które niebawem miały jednak przybrać zgoła odmienną formę - bezsilności i braku konsekwencji.
Pamiętacie jeszcze sezon 2016/2017 i blamaż ”The Citizens” w 1/8 finału LM przeciwko AS Monaco? Przypomnimy tylko, że dwumecz zakończył się wynikiem 6:6 i awansem francuskiego zespołu wskutek lepszego bilansu bramkowego na wyjeździe (5:3 dla gospodarzy w Manchesterze). I ten mecz na Etihad Stadium był pokazowym przykładem zalążków swoistej klątwy drużyny Guardioli w europejskich pucharach.
Manchester City uzyskał wtedy 68% posiadania piłki, próbując zmusić przeciwnika do oddania pola i rezygnacji z własnych szans, jednak dwa trafienia Radamela Falcao oraz gol Kyliana Mbappe sprawiły, że Monakijczycy wciąż liczyli się w walce o awans. Wynik 3:1 na stadionie Ludwika II zapewnił im przejście do kolejnej fazy turnieju, a “The Citizens” musieli obejść się smakiem. Widzicie podobieństwa do obecnej sytuacji w dwumeczu z Realem?
W ten schemat doskonale wpisują się również, następujące po sobie, ćwierćfinałowe potyczki z Liverpoolem oraz Tottenhamem. Spójrzcie tylko na statystyki z tych dwumeczów (zsumowane z obu spotkań)
2017/2018 - 1:5 (przeciwko Liverpoolowi):
  • 31 strzałów (vs 14)
  • średnio 68% posiadania piłki
  • 1384 podań (vs 688)
2018/2019 - 4:4 (przeciwko Tottenhamowi - “Koguty” zwyciężyły lepszym stosunkiem bramek na wyjeździe):
  • 30 strzałów (vs 24)
  • średnio 62% posiadania piłki
  • 1143 podań (vs 705)
Dodajmy do tego kompromitację z edycji 2019/2020 przeciwko Olympique’owi Lyon i mamy jasny, widoczny gołym okiem trend.
2019/2020 - 1:3 (przeciwko Olympique’owi Lyon - pojedynczy mecz wskutek zmiany formuły rozgrywek z uwagi na przerwę spowodowaną pandemią koronawirusa):
  • 18 strzałów (vs 7)
  • 72% posiadania piłki
  • 637 podań (vs 257)
Co tu dużo mówić, “The Citizens” mają w europejskich pucharach problemy z potwierdzeniem swojej dominacji i przełożeniem jej na faktyczną przewagę. Pep Guardiola i spółka na pewno marzą o przełamaniu tej klątwy i pojadą na Santiago Bernabeu przepełnieni wiarą w sukces. Jednak pamięć o wielokrotnie zmarnowanych szansach na przypieczętowanie awansu z wymagającym przeciwnikiem zapewne pozostanie w ich gloach. A tak się składa, że czeka ich podróż na stadion, który zwalczaniu takich trendów absolutnie nie sprzyja.

Wymagający przeciwnik

“Real wpuścił cztery gole, a wyjechał z Etihad na wygranej pozycji. Przegrali mecz 3:4, a powinni ulec 3:8” - pisała hiszpańska “Marca”. Swoista magia “Królewskich” w Lidze Mistrzów to już nie tylko widoczna zależność, ale wpisane w te rozgrywki założenie. Real jak nikt potrafi wyjść z tarapatów obronną ręką, pozostawiając przeciwnika z biletem do domu i szczęką na podłodze. Przykłady? Daleko wracać nie trzeba. Odwróćmy sytuację i spójrzmy na statystyki przedstawiające przebieg pierwszego spotkania 1/8 finału LM tego sezonu (PSG - Real Madryt, Parc des Princes).
  • 3 strzały (vs 21)
  • 42% posiadania piłki
  • 510 podań (vs 677)
Wynik 0:1 pozwolił “Królewskim” na spokojną wizję rewanżu, wygranego ostatecznie 3:1. PSG musiało uznać wyższość rywali i przegraną w dwumeczu, mimo całkowitej dominacji w potyczce na własnym stadionie. Podopieczni Ancelottiego najzwyczajniej w świecie nie dają sobie odskoczyć na tyle, by zupełnie nie liczyć się w walce o awans. Pokazali to również w ćwierćfinale - w kapitalnym pojedynku z Chelsea (zsumowane statystyki z obu meczów).
  • 18 strzałów (vs 48)
  • 42% posiadanie piłki
  • 1047 podań (vs 1357)
Pierwszy mecz (wygrana 3:1 na wyjeździe) to popis Karima Benzemy, który zakończył spotkanie z hattrickiem i zapewnił drużynie stabilną przewagę przed batalią w Madrycie. I tu znów, tym razem w rewanżu, dużo lepsza Chelsea nie była w stanie odskoczyć “Królewskim” na tyle, by udokumentować swoją przewagę i wyrzucić madrytczyków za burtę ich sztandarowych rozgrywek. Gol Benzemy w dogrywce przekreślił marzenia “The Blues” i zakończył ich przygodę z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów. A Real? Zameldował się w półfinale, by wyjechać z Manchesteru ze stratą jednego gola. Czy “The Citizens” mają więc powody do obaw przed rewanżem? Patrząc na historię - zdecydowanie tak.

Kierunek Madryt

- Jedziemy tam, by wygrać - mówił podczas konferencji prasowej kapitan Manchesteru City - Fernandinho. - Spróbujemy trzymać piłkę tak długo, jak to możliwe, tworzyć jak najwięcej sytuacji i sprawiać, by grało się im niezwykle trudno. Oczywiście mamy w planie zagrać nieco mądrzej w obronie - by nie dać im tworzyć zbyt wielu szans na odpowiedź.
Na papierze to plan idealny, lecz motywacyjne wypowiedzi w mediach nie przełożą się na awans do finału Ligi Mistrzów. Przed zespołem Pepa Guardioli wyzwanie z gatunku niemożliwych. Nie dość, że sami muszą przełamać swoją tendencję do niewystarczającego argumentowania boiskowej przewagi, to muszą zrobić to na gruncie, który takim doświadczeniom wybitnie nie sprzyja. Czy Real Madryt znów pokaże wyższość i pozbawi “The Citizens” marzeń o triumfie w LM? A może piłka znów nas zaskoczy i to Manchester City będzie drugim finalistą tegorocznej edycji najważniejszych piłkarskich rozgrywek klubowych? Zacieramy ręce i kierujemy wzrok na Santiago Bernabeu - bo z pewnością będzie co oglądać!

Przeczytaj również