Walnął trzy hattricki w miesiąc, jego wartość wystrzeliła w kosmos. Klub wie, jak zarobić fortunę
Czy on kiedyś przestanie strzelać gole? Mika Biereth to jedna z największych sensacji europejskiej piłki 2025 roku. Duński napastnik wyważył drzwi w Ligue 1 i puszcza oko do największych klubów. Jeden z nich niedawno oddał go za właściwie bezcen.
W pięciu najsilniejszych ligach Europy tylko mający życiową formę Ousmane Dembele zdobył w tym roku więcej bramek od Miki Bieretha. Piłkarz AS Monaco w imponującym stylu wkroczył na salony. Strzela jak najęty i bije rekordy. Niewykluczone, że klub z Księstwa wyłowił za grosze kolejną perełkę, którą sprzeda z ogromną przebitką.
Królik z kapelusza
Biereth, Duńczyk urodzony w Londynie, może nie jest piłkarzem przypadkowym, ale stwierdzenie, że w ostatnim roku wyskoczył na europejską scenę jak królik z kapelusza, nie będzie przesadą. Żaden z niego nastoletni talent, którego kompilacje juniorskich zagrań robiły furorę w internecie, a wystrzał formy stanowił kwestię czasu. Napastnik niedawno skończył 22 lata, zeszły sezon był dopiero jego pierwszym w pełni rozegranym na seniorskim poziomie. Późno zaczął, natomiast jeśli utrzyma tempo, które sam sobie narzucił ostatnimi czasy, nadal może błyskawicznie iść w górę. Ta kariera rozpędziła się w niesamowity sposób.
Mowa bowiem o zawodniku, który jeszcze półtora roku temu grał w średniaku ligi szkockiej. Do Motherwell trafił na wypożyczenie z Arsenalu - w słynnym londyńskim klubie nigdy nie dostał szansy z prawdziwego zdarzenia. Wylądował tam w 2021 roku, gdy jako 18-latek rozegrał w barwach Fulham fantastyczny sezon w lidze juniorów. Strzelił wtedy 21 goli i zaliczył 13 asyst w 21 spotkaniach. Na The Emirates udowodnił, że zna się na swoim fachu - pierwszy rok to 11 bramek w zespole młodzieżowym (rezerw). Całkiem niezły start i sygnał, by spróbować wreszcie sił w seniorskiej piłce.
Miejsce w składzie “Kanonierów” było jednak nierealne, więc klub podjął decyzję o pierwszym wypożyczeniu wtedy 20-letniego napastnika. Biereth przeniósł się do RKC Waalwijk. Wrażenia? Oddajmy głos samemu zainteresowanemu:
- Jeśli mam być szczery, to nienawidziłem wypożyczenia do Holandii. Nie poszło dobrze. To było moje pierwsze doświadczenie za granicą - bardzo wymagające pierwsze zetknięcie z profesjonalną piłką. Właściwie nie miałem szansy, by pokazać moje atuty trenerom - tłumaczył w rozmowie z oficjalną stroną Monaco.
W zaistnieniu w Eredivisie przeszkodziły mu kontuzje. Miał sporo kłopotów zdrowotnych, rzadko grał, nie “odpalił”. Mógł spisać rok na straty. Wypożyczenie do Motherwell latem 2023 stanowiło szansę do odbudowy.
Plan się powiódł, mimo że uraz kolana zabrał mu dwa miesiące. Przez pół sezonu zdołał wykręcić naprawdę solidny bilans sześciu goli i pięciu asyst. Odzyskał skuteczność i radość z gry.
- Wypożyczenie do Szkocji pozwoliło mi na nowo odzyskać cieszyć się grą w piłkę i uzyskać tak dużo minut na boisku jak to możliwe - podkreślał napastnik.
Kosmiczne wejście
Po kilku udanych miesiącach wykonał krok naprzód - dalej jako piłkarz Arsenalu zamienił Motherwell na austriacki Sturm Graz. Portal Transfermarkt wyceniał go wówczas na 650 tys. euro. Przeskok był konkretny, bo zaczął od gry w Lidze Konferencji, gdzie strzelił trzy gole w czterech meczach. Dołożył też do tego pięć trafień w Bundeslidze i jedno w pucharze. Łatwo wygryzł ze składu Polaka Szymona Włodarczyka i wydatnie przyczynił się do zdobycia dubletu. Pompowany pieniędzmi RB Salzburg musiał ustąpić miejsca w szeregu Bierethowi i spółce.
Austriacy rzecz jasna wykazali chęć, by zatrzymać duńską strzelbę na stałe. W Londynie mieli świadomość formy Miki, ale uznano, że to nie ten poziom. Wyrażono więc tam zgodę na transfer definitywny. Jak się później okazało, na konto Arsenalu miało trafić łącznie dziewięć milionów euro. Biereth z kolei ani myślał spuszczać z tonu. Nie przestawał strzelać. W pierwszej połowie obecnego sezonu zdobył 14 goli w 26 występach, w tym dwa w Lidze Mistrzów. Wcześniej, w okresie przygotowawczym, “ukłuł” w sparingu AS Monaco. Od tamtego momentu przedstawiciele klubu z Ligue 1 pilnie obserwowali rozwój Duńczyka, a zimą bez wahania po niego ruszyli. Sturm przystał na propozycję rzędu 13 mln euro. Jak mówił sam Biereth - bardzo chciał wykonać kolejny krok w karierze. Ale chyba nawet on nie spodziewał się tego, w jak fenomenalny sposób przywita się z topową drużyną jednej z najlepszych lig w Europie.
Otóż w samym tylko lutym wychowanek Fulham trzasnął trzy hat-tricki. Trzy! Wszystkie w domowych meczach. Pierwszy trójpak osiągnął w… osiem minut, nokautując Auxerre.
Potem na rozkładzie miał także Nantes i Reims. Łącznie strzelił 12 goli w pierwszych dziesięciu spotkaniach w Ligue 1 - żaden zawodnik w historii nie wykręcił takich statystyk. Co ciekawe, prawidłowość jest następująca: jeśli Mika trafia do siatki, Monaco wygrywa. Jeśli akurat nie strzela, to kończy się remisem lub porażką. Świeżo upieczony reprezentant Danii to jednak piłkarz-konkret - jak nie strzela, to zwykle asystuje. Jak dotąd tylko w dwóch ligowych występach zanotował w obu rubrykach po zero.
Arsenal żałuje?
W Monaco mają nadzieję, że Mika Biereth będzie kolejnym graczem sprzedanym do większego klubu z wielokrotną przebitką. Jego wartość wynosi dzisiaj 25 mln euro - ponad osiem razy więcej niż dokładnie rok temu. Kto wie, czy już latem 22-latek raz jeszcze nie zmieni barw klubowych. Ta kariera nabrała takiego rozpędu, że nie bylibyśmy zdziwieni, choć jeszcze jeden rok w Ligue 1 pomógłby mu w ugoszczeniu się w gronie najbardziej ekscytujących napastników w Europie. Utrzymanie regularności strzeleckiej będzie kluczowe. Taki Folarin Balogun, zresztą też kupiony z Arsenalu, zaczął świetnie, ale potem zwolnił tempo, a w dodatku dopadły go problemy zdrowotne.
A propos Arsenalu, czy w Londynie mogą żałować pozbycia się utalentowanego snajpera dość lekką ręką i za niewielkie pieniądze? Z perspektywy czasu - pewnie tak, szczególnie patrząc na notoryczne kłopoty Mikela Artety z obsadą środka ataku. Legendarny Ian Wright mówił, że łatwa sprzedaż Bieretha była rozczarowująca. Wprawdzie klub zawarł w umowie ze Sturmem procent od kolejnego transferu, ale, jak widać, nie zabezpieczył się szerzej na wypadek aż takiego wystrzału formy byłego już piłkarza.
- Dobrze wspominam podpisanie kontraktu z Arsenalu i czas tam spędzony. Możliwość siedzenia kilka razy na ławce pierwszego zespołu była wspaniała, nawet jeśli fakt, że nigdy nie dostałem szansy wejścia na boisko, był trochę frustrujący. Ale to też jest część piłki nożnej i nadal pozwala ci uzyskać doświadczenie i być piłkarzem, którym jestem dzisiaj - opowiadał Biereth. - A początkiem tego, co mogę dziś zaoferować jako napastnik, był drugi sezon w Fulham U-18, gdy strzeliłem 21 bramek. Wtedy strzelanie goli non stop stało się moją obsesją - tłumaczył.
Nie można wykluczyć, że kiedyś historia zatoczy koło i Mika Biereth znów zagra dla jednego z byłych, londyńskich klubów. W tej formie powinna spojrzeć na niego większość ekip Premier League. Młody, bramkostrzelny, “old-schoolowy” stylem gry napastnik, z angielskim paszportem - jesteśmy przekonani, że jego nazwisko jest jednym z najgorętszym w notesach skautów i dyrektorów sportowych. Nie tylko na Wyspach Brytyjskich. Warto mieć na tego piłkarza oko.