W tej formacji Wisła Kraków jest po prostu tragiczna. Strach patrzeć na ten duet
Wisła Kraków zagrała solidne 45 minut w meczu ze Spartakiem Trnawa, ale potem całkowicie się posypała i przegrała 1:3. Znów dała o sobie znać fatalnie funkcjonująca defensywa “Białej Gwiazdy”. Strach patrzeć na to, co wyprawiają ostatnio obrońcy z Reymonta.
Obecny sezon to dla Wisły Kraków festiwal błędów i nieudolności w poczynaniach defensywnych. Sypią się czerwone kartki, sprokurowane rzuty karne, dziecinne błędy. Nic więc dziwnego, że kibice “Białej Gwiazdy” ze sporym niepokojem oczekiwali na dzisiejszy mecz eliminacji Ligi Konferencji przeciwko słowackiemu Spartakowi Trnawa
Faworyt meczu był oczywisty. Nawet jeśli Spartak to w dużej mierze byli ekstraklasowicze, którzy niekoniecznie wyróżniali się w naszym kraju, mówimy mimo wszystko o zespole już solidnie ogranym w Europie. Wystarczy wspomnieć, że w poprzednim sezonie podopieczni Michala Gasparika, też dobrze znanego w Polsce, awansowali do fazy grupowej Ligi Konferencji, a po drodze wyeliminowali Lecha Poznań.
Wisła, która na przestrzeni ostatnich kilkunastu dni zdążyła dostać “szóstkę” od Rapidu i zdobyć zaledwie punkt w dwóch ligowych meczach, jechała więc do Trnawy jako wyraźny underdog. Mimo to podopieczni Kazimierza Moskala przez 45 minut spotkania byli przynajmniej równorzędnym rywalem dla Spartaka. Ba, do przerwy prowadzili 1:0, bo Angel Baena, najlepszy w szeregach ekipy z Krakowa, zachował zimną krew i przytomnie wyłożył piłkę Angelowi Rodado, drugiemu z najlepszych.
Wisła w pierwszej połowie była naprawdę dobrze zorganizowana. Nie szarżowała może w ofensywie, ale też nie pozwalała rywalom na zbyt wiele. Sytuacje gospodarzy można było policzyć na palcach jednej ręki. Co prawda mogło zacząć się od szybkiego gola dla Spartaka, bo po zagraniu ręką Wiktora Biedrzyckiego arbiter podyktował rzut karny, ale sytuację uratowała analiza VAR. Sędziowie dopatrzyli się wcześniejszego faulu na Giannisie Kiakosie.
W tamtym momencie upiekło się jeszcze Biedrzyckiemu i całej Wiśle, ale już zapaliła się lampka ostrzegawcza. Wspomniany defensor póki co notuje bowiem fatalne wejście do zespołu. W debiucie, zaliczonym kilka tygodni temu, otrzymał czerwoną kartkę. Dziś, w trzecim występie, a drugim zaliczonym od pierwszej minuty, znów wyglądał bardzo źle.
Wszystko, co Wisła wypracowała sobie przez pierwsze 45 minut, można było wyrzucić do kosza szybko po rozpoczęciu drugiej części gry. Wtedy “Biała Gwiazda” całkowicie się posypała, a kolejne błędy, zwłaszcza te w defensywie, mnożyły się z minuty na minutę. Do kolegów dostosował się nawet grający wcześniej solidne spotkanie Marc Carbo. To on tak niefortunnie zagrał piłkę we własnym polu karnym, że zaliczył “asystę” do rywala. Zrobiło się 1:1.
Niestety dla Wisły, gospodarze poszli wówczas za ciosem, a z naprawdę solidnej wcześniej organizacji ekipy z Krakowa pozostały strzępy. Niedługo później było już 2:1 po kolejnej sekwencji niezrozumiałych zdarzeń. Długa piłka od bramkarza Spartaka, złe ustawienie defensorów, zawahanie Kamila Brody, który zastąpił dziś w bramce Antona Czyczkana, i nieszczęście gotowe. Nie popisał się w tej akcji, kolejny raz na przestrzeni ostatnich tygodni, także Alan Uryga.
A żeby tego było mało, znów przypomniał o sobie drugi ze środkowych obrońców. Biedrzycki, któremu upiekło się jeszcze przy odwołanym rzucie karnym, tym razem zawalił już po całości. Zupełnie zgubił krycie, co bezwzględnie wykorzystał Erik Daniel.
Wieczór w Trnawie unaocznił problemy Wisły, która - co tu ukrywać - w obronie jest dziś jak szwajcarski ser. Joseph Colley, jedyny stoper, który zawodził naprawdę bardzo rzadko, a od czasu do czasu rozgrywał wręcz znakomite mecze, leczy dziś poważny uraz i do gry wróci może za pół roku, a może za dziewięć miesięcy. Póki co nie można więc na niego liczyć, a to dość przerażająca wizja. Duet Uryga - Biedrzycki będzie się śnił kibicom Wisły po nocach. I będą to raczej koszmary. Problem w tym, że nie bardzo widać jakąkolwiek alternatywę.
Niewiele lepiej wygląda to zresztą na bokach obrony. Bartosz Jaroch jest w tak złej formie, że stracił dziś nawet miejsce w podstawowym składzie, a Rafał Mikulec czy Giannis Kiakos też nie należą do kozaków w grze defensywnej.
Wisła przegrała ostatecznie ze Spartakiem 1:3. W rewanżu może oczywiście wciąż powalczyć o awans, natomiast na dziś trudno być optymistą. Nie tylko w kontekście europejskiej przygody, ale też zdecydowanie ważniejszych zmagań w Betclic 1. Lidze. Priorytetem “Białej Gwiazdy” jest przecież awans do Ekstraklasy. On nie odjechał co prawda wyraźnie po dwóch kiepskich kolejkach, natomiast w takiej dyspozycji, przy takich brakach kadrowych, klub z Reymonta może mieć duże problemy z regularnym punktowaniem.
Czy wieczór w Trnawie przyniósł jakieś pozytywy? Raczej nie. Większość piłkarzy zagrała źle lub bardzo źle. Wyłamał się może Baena, pretensje trudno mieć do Rodado. Dwa “aniołki” same jednak tego nie udźwigną. Wisła na ostatnie pięć spotkań przegrała aż cztery. Raz zremisowała. Kryzys rośnie więc z dnia na dzień.