VAR w Serie A i Premier League nie działa tak, jak powinien. Walka z błędami arbitrów zdaje się nie mieć końca

Totalne VARiactwo. Sędziowie w Serie A bez formy, wideoweryfikacja wkurza Anglików
daykung/Shutterstock
System VAR od początku wzbudzał wielkie emocje i wątpliwości, a im dalej w las tym ciemniej. W tym sezonie nowa technologia zawitała wreszcie do Premier League, ale zarówno w Anglii, jak i we Włoszech, nawet jej najwięksi zwolennicy muszą przyznać, że coś poszło nie tak.
Video Assistant Referee miał być lekiem na całe futbolowe zło i niesprawiedliwość. Wcześniej zdążył on już uratować sędziego od podjęcia fatalnej decyzji i trudno było zrozumieć jego skrajnych przeciwników. W końcu tylko złodziej może martwić się tym, że w sklepie zamontowany został monitoring. Na początku sezonu 2019/20 okazuje się, że arbitrzy nie do końca potrafią z tego dobrodziejstwa korzystać.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jedna kolejka i kilka błędów w Serie A. Może VARto to poprawić?

To już trzeci sezon, gdy VAR będzie obecny na włoskich boiskach. Wciąż jednak nie brakuje związanych z nim kontrowersji, a te na starcie bieżącej kampanii Serie A jeszcze się nasiliły.
Na pierwszy ogień idzie sytuacja z meczu Napoli z Fiorentiną. Pod koniec pierwszej połowy tego spotkania sędzia odgwizdał rzut karny dla zespołu Carlo Ancelottiego po faulu na Driesie Mertensie. No właśnie… jakim faulu? Belgijski napastnik na pewno nie został zahaczony przez rywala i chyba zapomniał, że sędziowie będą mogli tę sytuację obejrzeć na powtórce. Każdy czujny sędzia zwróciłby uwagę na tę symulkę, ale tego dnia Mertensowi sprzyjało zaćmienie umysłowe ludzi z kabiny VAR.
Tym bardziej nie może dziwić wściekłość Vincenzo Montelli.
- Niektórych rzeczy po prostu nie rozumiem. Dlaczego musimy komplikować sobie życie? Mertens symulował. Dlaczego pięć osób nie może zobaczyć materiału wideo i podjąć prawidłowej decyzji? Jestem dumny z moich zawodników, ale rozczarowuje mnie całkowicie niezasłużona porażka - żalił się po meczu trener “Fiołków”.
Równie niezrozumiała jest dla mnie sytuacja z niedzielnego meczu Udinese z Milanem. W 82. minucie spotkania jeden z piłkarzy “Zebr” ewidentnie dotknął piłkę ręką we własnym polu karnym i zmienił kierunek jej lotu. Osoby zasiadające w kabinie VAR poleciły, aby sędzia główny, Fabrizio Pasqua, sam obejrzał tę sytuację. Komentatorzy i wszyscy kibice byli przekonani, że za kilka sekund arbiter wskaże na 11. metr, a Krzysztof Piątek wykona jedenastkę. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

Anglicy tracą cierpliwość. Czy sędziowie nauczą się korzystać z wideoweryfikacji?

Jeśli sędziowie Premier League będą korzystać z technologii VAR w taki sposób, jak do tej pory, to już niedługo może jej w Anglii nie być. Pierwsza kontrowersyjna decyzja podjęta została przed tygodniem, gdy na Etihad Stadium Tottenham Hotspur wywalczył remis z Manchesterem City.
“Obywatele” zdołali strzelić gola w doliczonym czasie gry, ale decyzją VAR-u została ona anulowana, gdyż Aymeric Laporte dotknął piłki ręką w polu karnym. Czy francuski obrońca miał szansę na to, aby cofnąć swoją kończynę? Czy bramka słusznie została nieuznana? Decyzję sędziego i działanie technologii VAR w ostrych słowach skomentował po tym spotkaniu Kevin De Bruyne.
- Gdy zobaczyłem nagranie tego gola, to wiedziałem, że po prostu niemożliwe, aby mógł cofnąć rękę. Co miał zrobić? Odrąbać sobie ręce i grać w ten sposób? Laporte nic nie mógł zrobić. Nicolas Otamendi stał kilka centymetrów przed nim i starał się zagrać piłkę głową. Nie da się zareagować, mając tyle miejsca i tak mało czasu - wyznał De Bruyne.
Prawdą jest, że według nowych przepisów każde dotknięcie piłki ręką w polu karnym jest traktowane jako przewinienie. Nie można więc winić za to samego Michaela Olivera czy osoby w kabinie VAR, ponieważ piłka bez dwóch zdań dotknęła przedramienia Francuza.
Na błędzie arbitra w minioną sobotę skorzystała również drużyna Norwich City w meczu z Chelsea. Gol na 1:1 strzelony przez Todda Cantwella nie powinien zostać uznany, ponieważ “Kanarki” kilkanaście sekund wcześniej odzyskały piłkę po faulu na Tammym Abrahamie. Można zrozumieć, że przewinienia nie wychwycił wtedy Martin Atkinson, ale dlaczego poprawnie nie oceniła tego kabina VAR? Kolejne pytanie retoryczne.
Nie był to jedyny błąd popełniony w tym spotkaniu przez obsadę sędziowską. Przy stanie 2:2 Cesar Azpilicueta został kopnięty w polu karnym rywali i padł na murawę, ale rzutu karnego nie było. Martin Atkinson miał szczęście, że ostatecznie londyńczycy zdołali wygrać to spotkanie, ponieważ popełnił on dwa wyraźne błędy na ich niekorzyść.
Przechodzimy do kolejnego meczu. Manchester United zagrał z Crystal Palace bardzo źle i nie podlega to żadnej dyskusji. Podopieczni Solskjaera nie rozumieli się na boisku, podejmowali złe decyzje i nie byli dobrze zorganizowani. Gdyby jednak arbiter podejmował w tym spotkaniu same dobre decyzje, wynik mógłby być zgoła inny.
Najpierw w 69. minucie spotkania na murawę w polu karnym “Orłów” powalony został Anthony Martial. Rywal ciągnął napastnika w dół jeszcze przed polem karnym, sam upadek miał miejsce już w “szesnastce” gości. Gwizdek sędziego w tej sytuacji milczał jak zaklęty.
Około 10 minut przed końcem meczu kopnięty w polu karnym został Marcus Rashford. Arbiter tego spotkania otrzymał informację, że jego decyzja o nieprzyznaniu karnego była słuszna. Trudno jednak jednoznacznie rzec, że sędziowie mieli rację.

Błędy dla futbolu są tym, czym ogon jest dla jaszczurki

Złe decyzje podejmowane przez arbitrów w meczach na najwyższym poziomie często są powodem ich bezsennych nocy. VAR ma przede wszystkim stanowić dla nich pomoc i sprawiać, aby decyzje nie były gwizdane “na nos”. W Premier League technologia ta dopiero debiutuje i choć robi to fatalnie, trzeba dać sędziom trochę czasu na wyeliminowanie błędów. W Serie A natomiast jest to już trzeci sezon z VAR-em, a mimo to wciąż jesteśmy świadkami sędziowskich skandali. To nie tak miało wyglądać.
Jeśli błędy z użyciem technologii VAR mają występować tak regularnie, może warto zastanowić się, czy jej dalsze stosowanie ma jakikolwiek sens. Każda najmniejsza decyzja sędziego na boisku ma duże znaczenie, a, jak się okazuje, wciąż zdarzają się karygodne pomyłki nawet w przypadkach objętych opieką VAR-u.
Pozostaje jeszcze kwestia sędziowskiego rozleniwienia. Odkąd arbitrzy są świadomi, że błąd popełniony w ważnej sytuacji może zostać naprawiony przez kolegów z kabiny, podświadomie są chyba bardziej zdekoncentrowani. Trudno uwierzyć, że kilka osób znających się na przepisach gry w piłkę nożną i mających dostęp do powtórek wideo mogło podjąć złą decyzję w sytuacji takiej, jak chociażby wspomniane wyżej zagranie ręką w polu karnym przez piłkarza Udinese czy symulka Driesa Mertensa. Walka z błędami sędziowskimi trwa, ale jak na razie sojusz człowieka z technologią ją przegrywa.
Kacper Dąderewicz

Przeczytaj również