Ireneusz Mamrot pierwszy raz o odejściu z Arki Gdynia! "Decyzje co do składu były moje" [NASZ WYWIAD]

Ireneusz Mamrot pierwszy raz o odejściu z Arki Gdynia! "Decyzje co do składu były moje" [NASZ WYWIAD]
Piotr Matusewicz / PressFocus
Trener Ireneusz Mamrot był umówiony z Michałem i Jarosławem Kołakowskim na długofalowy projekt do zrealizowania w Arce Gdynia. Został pożegnany po siedmiu miesiącach pracy. Jakie były kulisy rozstania? Trener w wywiadzie dla nas mówi o tym pierwszy raz.
SAMUEL SZCZYGIELSKI: Arka w oficjalnym komunikacie napisała o rozstaniu się za porozumieniem stron. A z której ze stron to wyszło?
Dalsza część tekstu pod wideo
IRENEUSZ MAMROT: Nie wyciągniesz ze mnie nic innego niż w komunikacie, tak się umówiliśmy z klubem.
Komunikat klubu jest dosyć tajemniczy, krótki…
… a ty chciałbyś ten komunikat teraz rozwinąć, zgadza się? (śmiech)
Ile razy przez ten okres pracy, już w 1. lidze, rozmawiał pan z prezesem Michałem Kołakowskim? Powiedzmy, że pytam o rozmowy dłuższe niż 10 minut.
Rozmawialiśmy, pewnie, że często dłużej niż 10 minut. Czasami w tygodniu, czasami po meczu, tak jak powinno to być. Pod tym względem było w porządku.
Gdyby cofnął się pan do 10 maja, to podpisałby pan kontrakt z Arką ponownie?
Tak. Moim minusem było to… A może nie minusem, tylko jako ktoś z zewnątrz myślałem wtedy, że uda mi się scalić szatnię w Ekstraklasie. Ale nie ma co ukrywać, był tam podział na obcokrajowców i Polaków. To też niebywałe, jak szybko udało się to zmienić przy rewolucji kadrowej, bo tak jak mówię - teraz mieliśmy najlepszą szatnię, w jakiej pracowałem. Nie żałuję podjęcia pracy w Arce, ale z perspektywy czasu może trzeba było szybciej zareagować. Ktoś policzył, że mojej kadencji w Arce zajęliśmy 10. miejsce w Ekstraklasie. Ale nie to się liczy, tylko to, na którym miejscu drużyna skończyła sezon. Jednak zapisałem sobie spadek z Arką. Wiadomo, w tamtym sezonie w Gdyni pracowało czterech trenerów, ale ja będę pamiętany jako ten, który kończył sezon.
Czy Vejinovicia można było zaliczyć do najbardziej pracowitych piłkarzy w zespole czy przemilczymy temat?
Nie, nie przemilczymy. Mogę się odnieść. To nie był jakiś leń, nie wiem skąd to się wzięło w ogóle. Nie ma co ukrywać, największym problemem był jego kontakt. Była wielka dysproporcja między nim a resztą zawodników i wiadomo, że miało to wpływ. Jak zarabiasz takie pieniądze, to wymagają od ciebie, żebyś błyszczał. W jego przypadku - tak jak w jego pierwszym okresie w Arce, a ten drugi nie był aż tak efektowny. To był chłopak, który chciał pomóc drużynie, było to po nim widać, ale to nie jest zawodnik, który bazował na agresji, odbiorze piłki, trudno wymagać od niego, żeby zaczął wyróżniać się w takich aspektach jako „walczak”, jeśli on wcześniej tak nie grał. On bazował na umiejętnościach technicznych. A wiadomo, grasz o utrzymanie, grasz o życie, to każdy musi pracować na maksa w defensywnie. Vejinović pracował tyle ile mógł, ale to nie są jego najmocniejsze strony.
Widział pan tweet Piotrka Wołosika?
Dostałem kilka wiadomości na ten temat. Nie czytałem tweeta, ale wiem, co tam było.
Nie chcę też jakoś polemizować, ale w nawet jeśli miałbyś najlepszą kadrę, to jest to w dużej mierze nowa drużyna. Szkoda, że nikt się w to nie zagłębił, ja rozmawiałem o tym z właścicielem. Spójrzmy na przykłady Termaliki czy Podbeskidzia. Termalika w pierwszym sezonie po spadku zajęła bodajże 11. miejsce, w poprzednim sezonie 6. Miejsce, dostając się do baraży, a teraz pewnie lideruje. Podbeskidzie przez lata też miało problem z awansem po spadku do 1. ligi. Oni też mieli bardzo dobrych piłkarzy. Ale potrzeba czasu. Dlatego proponowałbym szerzej popatrzeć na to wszystko. Mamy kilka przykładów zespołów, które awansowały będąc spadkowiczami, ale więcej mamy odwrotnych przykładów. Gdzie spadek do 1. ligi oznaczał większe problemy. A tu mamy zbudowany mocny fundament, Arka wiosną będzie silniejsza. Top 3 jesieni? Termalika długo budowała obecny zespół, ŁKS już wiosną w Ekstraklasie szykował się na 1. ligę. Górnik Łęczna też długo gra w stałym składzie. Uważam, że w Arce musi być teraz spokój zimą, należy dołożyć jedno, dwa brakujące ogniwa i uważam, że wtedy ten zespół będzie funkcjonował. Ale nie ma sensu z każdym polemizować. Ktoś coś komuś przekaże, ktoś coś później mówi, a trzeba zagłębić się bardziej w problem. Na wszystko potrzeba po prostu czasu.
Odnośnie tweeta Piotra Wołosika. Rozumiem, że nie jest pan trenerem, który da właścicielowi klubu sugerować, jaki skład ma wychodzić na mecz.
Myślę, że każdy szanujący się trener powinien tak robić. Potem to ja muszę stanąć przed drużyną, ona musi wiedzieć, że to ja jako trener podejmuję decyzje. I tak było. Decyzje personalne co do składu zawsze były tylko i wyłącznie moje.
Ja nie wątpię, że to ostatecznie pan wystawiał skład. Ale gdyby miał trener inny charakter, to w Arce Gdynia mogłoby wyglądać to inaczej, że to nie zawsze byłyby pana decyzje?
(śmiech) Fajnie zapytałeś, w bardzo inteligentny sposób. Ale domyślam się kontekstu tego pytania… Nie chcę za dużo na ten temat mówić. Uważam, że rozstaliśmy się na dobrych zasadach, to właściciele decydują jak klub ma funkcjonować, jak to ma wszystko być, więc to oni będą dalej w klubie. Mnie już nie ma. I niech tak to pozostanie…
Nie chcę szperać, powielać plotek, ale pytam o to na podstawie faktu, którym jest to, co napisał „Wołos”.
Ja nie chcę się do tego odnosić, naprawdę. Mimo że ten czas w Gdyni był krótki, to oceniam tę współpracę pozytywnie, dlatego nie chcę tego rozwijać.
Fajnie, że żegnacie się w taki sposób, ale o coś dopytam. Z Michałem Kołakowskim rozmawialiście regularnie, a jak z jego ojcem? Z Jarosławem Kołakowskim o tym, co się dzieje z drużyną rozmawialiście częściej?
(śmiech)
Pytam bez podtekstów, po prostu jestem ciekawy, jak to wygląda w klubie.
Na co dzień w klubie przebywał Michał, ale wiadomo, że oni dużo pewnie między sobą konsultowali. Ze mną też Jarosław Kołakowski rozmawiał. Ile i jak - tu już nie chcę wchodzić w szczegóły. Ale kontakt był.
To rozmawiał pan z Jarosławem Kołakowskim więcej niż z jego synem czy mniej?
Pomidor…
Okej, przejdźmy do drużyny. Mówił pan, że po spadku z Ektraklasy szybko zaczęliście się rozumieć.
Jestem zadowolony z podejścia piłkarzy do pracy. To pewnie najlepsza szatnia, jaką prowadziłem jako trener.
Aż tak?
Tak. Świetni ludzie się w niej znaleźli. Starsi zawodnicy jak Adam Marciniak, Adam Danch, Maciej Jankowski fajnie wprowadzali nowych zawodników do zespołu. Kiedy była praca to była praca, ale do szatni wchodzili z uśmiechem. To szatnia, która nie stwarzała problemów, a to rzadkość w piłce.
W takim razie były momenty w szatni, które pokazały panu, że za tych chłopaków może nadstawić głowę?
Tak, zdecydowanie były takie momenty. To nie temat na dzisiaj, zostawię te sprawy dla siebie. Ale myślę, że chłopaki też się na tej pracy nie zawiedli.
Co zrobił pan źle podczas pracy w Arce?
Zawsze są jakieś błędy, ale bardziej mogę powiedzieć, co udało się zrobić. Po spadku przebudowaliśmy drużynę i zostawiłem mocny fundament. Uważam, że większość transferów była naprawdę udana, zespół potrzebował czasu na zgranie się po rewolucji i wiosną będzie w stanie walczyć nie tylko o baraże, a też o bezpośredni awans do Ekstraklasy. Czas będzie działał na korzyść Arki, na pewno drużyna jest dziś w lepszym miejscu niż pół roku temu. Teraz po okresie przygotowawczym będzie lepiej, bo wielu piłkarzy przyszło z rozbitym przygotowaniem fizycznym.
To było dla was udane pół roku? Rozumiem, że nastąpiła całkowita rewolucja, że szkielet drużyny powstał od nowa, ale punktowo nie było najlepiej. Pewnie też waszymi oczami.
Adnotacja - wyniki Arki na początku sezonu:
5:0 z Górnikiem Polkowice w PP
4:0 z GKS-em Jastrzębie
3:2 z Puszczą Niepołomice
0:2 z Górnikiem Łęczna
4:0 z Miedzią Legnica
1:0 z Termaliką
Może to dziwnie zabrzmi… Na początku sezonu nasze wyniki były lepsze niż gra. Lepiej graliśmy pod koniec rundy, z Radomiakiem, z Koroną, kiedy tworzyliśmy sobie liczne sytuacje. A na początku sezonu tego nie było, za to byliśmy zabójczo skuteczni. Rozmawiałem z chłopakami w szatni, też uważają, że zespół jest coraz mocniejszy, bardziej zgrany. A co do punktów, też tak uważam. Powinno ich być o 4-5 więcej. W takim wypadku pewnie inaczej byśmy dziś rozmawiali. Defensywa była stabilna, ułożyliśmy ją, brakowało za to czasem w ofensywie. Uważam, że są tam potrzebne wzmocnienia, przydałyby się dwa nowe nazwiska, ale o tym już nie ja będę decydował. Zgadzam się, punktów jest trochę za mało, jestem na siebie zły szczególnie za mecz z GKS-em Bełchatów, zagraliśmy po prostu źle. I traciliśmy za dużo punktów u siebie.
Momentami wydawało się, że drużynę za bardzo ciągnie Juliusz Letniowski. Udawało się wam realizować inne założenia taktyczne?
Z tym się nie zgodzę, bo u mnie nigdy gra nie opiera się na jednym zawodniku, zawsze stawiam na zespół. Letniowski strzelił najwięcej goli, ale akurat bramki rozłożyły się na różnych zawodników. A Julek, pewnie, potrafi zagrać dobrą piłkę, wejść w drybling i uważam, że wiosną będzie grał jeszcze lepiej. To była jego pierwsza runda od roku, kiedy normalnie grał. Dlatego też odczuwał trudy ligowe pod koniec jesieni. Za to znów zobaczyłem, że pierwsza liga jest taka, że chyba nie wygraliśmy meczu, w którym mieliśmy posiadanie piłki większe niż 60 procent. Wygrywaliśmy mecze, kiedy posiadanie było na styku. Ta liga pokazuje, że od tak nie pogra się w niej atakiem pozycyjnym, trzeba na to więcej czasu. To jest na pewno do poprawy w Arce.
A obrona? Mieliście ten problem, że na prawej obronie grali stoperzy - najpierw Kasperkiewicz, potem Danch.
Arek Kasperkiewicz bardzo dobrze prezentował się na prawej obronie, jego brak przez kontuzję był odczuwalny. Z tyłu dawał jakość. A w ataku może nie biegał od pola karnego do pola karnego, ale generalnie nie bał się ryzyka na boisku, potrafił stworzyć przewagę. Adam Danch zagra na kilku pozycjach i na każdej solidnie. Marcjanik na początku miał uraz, potem był problem z wirusem, ale wskoczył już na swój poziom i pod koniec rundy był mocnym punktem zespołu. Ale naszym problemem nie było tracenie bramek. 14 na 17 spotkań to nie jest jakiś zły wynik, były też mecze, jak z Resovią, kiedy przeciwnik w końcówce oddał pierwszy celny strzał i strzelił gola.
Który zawodnik poza Letniowskim ciągnął drużynę? Żebrowski, mimo że przyszedł z niższych lig, też wypadał dobrze.
Przede wszystkim to chłopak, który musi poprawić dużo aspektów. Jego atutami są dynamika i szybkość, ale atak pozycyjny jest do poprawienia. Zaskoczony jestem, powiem szczerze, taką opinią. Umie strzelić gola, znaleźć się w sytuacji strzeleckiej. Na przykład Młyński może nie miał liczb, ale dobrze radził sobie w ataku pozycyjnym, jak popatrzyło się na Instat, to był to drugi zawodnik mający wpływ na naszą grę ofensywną. Wyróżniał się w grze zespołowej, był przydatny. Dobrze po powrocie do gry wyglądał Adam Deja.
Co zmieniło się od czasu, kiedy przez lata w 1. lidze prowadził pan Chrobrego Głogów?
Uważam, że teraz jest jednak lepsza. Mamy w niej więcej piłkarzy z jakością, kiedyś jadąc z Chrobrym na mecz wiedzieliśmy czego się spodziewać, bo poziom drużyn był bardziej zróżnicowany. Pamiętam sezon, kiedy o awans grała Termalika, Zagłębie Lubin i Wisła Płock. Dziś poziom jest bardzo wyrównany. Termalika odskoczyła, ale jest masa zespołów, która poza nią powalczy o awans.
Praca w Arce jest nacechowana bardzo dużym ciśnieniem z zewnątrz?
W Gdyni czuje się, jak bardzo Arka lubi się z Ekstraklasą. To jest klub, który powinien być w najwyższej lidze, taką mamy tu mentalność. Nawet konkretny przykład meczu z Górnikiem Łęczna pokazuje, że było coraz bliżej meczu, bezbramkowy remis i bardzo chcieliśmy strzelić, wygrać. Górnik nas pokarał, a gdybyśmy mieli więcej spokoju i ten jeden raz uszanowali remis, to Łęczna by nam nie odskoczyła, a i my mielibyśmy punkt więcej. Ta drużyna czuje, że musi wygrywać. Na pewno w tej lidze łatwiej zespołom, które nie mają jasnego celu, tylko mówią „fajnie będzie powalczyć o awans”. Ale nie ma z mojej strony marudzenia, bo wiadomo na co się piszemy, jak jesteśmy klubem pokroju Arki Gdynia i gramy na zapleczu Ekstraklasy.
Co dalej? W maju wziął pan zespół bliski spadku, rozumiał pan ryzyko. Ale dziś nadal ma pan wyrobione nazwisko, nie odchodzi pan jako trener, który zniszczył projekt w Arce, tylko przekaz w świat poszedł raczej taki, że to pochopna decyzja właścicieli. Rozumiem, że teraz lepiej poczekać i wziąć ofertę z Ekstraklasy, a nie obniżać loty.
W tym zapytaniu są w sumie ujęte moje przemyślenia. Tak, chciałbym wrócić do Ekstraklasy. To dla mnie ważne. Ale zobaczymy co będzie, jednak w tym roku spada jeden zespół, tych ruchów na rynku trenerskim jest mniej. Jako ciekawostka mogę powiedzieć, że do Białegostoku zabrałem małą walizkę, bo jechałem tam jako trener z 1. ligi i wiedziałem, że szybko mogę wracać do domu. A byłem tam 2,5 roku. Za to do Gdyni spakowałem dużo bagaży i efekt taki, że dłużej się musiałem pakować… (śmiech)
Telefony już były?
Jestem przygotowany na to, że mogę jakiś czas nie pracować. Teraz nie mam żadnej oferty. Był jeden telefon, ale…
Ale i tak każdy wie, że z Płocka.
Akurat nie, inną ofertę miałem na myśli.
Z Ekstraklasy?
Tak, tak.
To było w ostatnim tygodniu czy wcześniej?
Zaraz drogą dedukcji dojdziemy skąd to jest… (śmiech)
Ciśnie się na usta Podbeskidzie.
No, coś w tym może jest… (śmiech) Jestem gotowy, by poczekać, ale nie mam problemu, żeby pracować gdzieś już od stycznia. Wcześniej przez 6,5 roku byłem w Głogowie, następnie 2,5 w Jagiellonii, w zasadzie przez 18 lat ciągle pracowałem, nie miałem dłuższego urlopu. Po Jagiellonii miałem kilka miesięcy przerwy i wypocząłem. Czułem wtedy, że potrzebuję przerwy. Dzisiaj wręcz przeciwnie. Jestem chętny podjąć pracę, również już od stycznia.

Przeczytaj również