To nie czas na eksperymenty. Nawałka byłby lepszym wyborem niż Szewczenko
31 stycznia poznamy nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Wydaje się, że w grze pozostali dwaj kandydaci: Andrij Szewczenko i Adam Nawałka. Głównym kryterium powinno być zmaksymalizowanie szans w barażach o mistrzostwa świata, a to zdecydowanie faworyzowałoby Polaka.
W związku z dezercją Paulo Sousy i nadchodzącymi barażami Cezary Kulesza musi dokonać wyboru w bardzo specyficznych okolicznościach. Na wstępie trzeba zaznaczyć: to, co czeka kadrę w marcu, to nie są tylko baraże. To są aż baraże. Najważniejszy cel dla polskiej piłki w 2022 roku.
Porażka oznacza stracony rok
Jeśli nie uda się awansować, to najbliższy mecz o poważną stawkę reprezentacja rozegra w marcu 2023 roku, kiedy rozpoczną się eliminacje Euro 2024. Brak kwalifikacji oznaczałby też straty dla PZPN, dla którego sam występ na turnieju to gwarancja znacznie większych przychodów. Zbigniew Boniek zwykł mówić, i trudno się nie zgodzić, że w przypadku wielkich turniejów najważniejszy jest sam awanse. Stawia on cały polski futbol w zupełnie innej sytuacji - wizerunkowej, sponsorskiej i kibicowskiej.
To nie jest więc moment, w którym liczy się dłuższa perspektywa. Pytanie, czy w reprezentacji liczy się ona kiedykolwiek. Natomiast w tym przypadku wątpliwości nie ma żadnych. To ostatnia szansa żeby zagrać na mundialu dla sporej grupy piłkarzy na czele z Kamilem Glikiem, a być może także Robertem Lewandowskim. Nie ma czasu na budowanie, eksperymentowanie i sprawdzenie alternatywnych rozwiązań.
Dwaj zagraniczni selekcjonerzy, Leo Beenhakker i Paulo Sousa, właśnie na tym się w pierwszych meczach wyłożyli. Ten pierwszy potrzebował dwóch porażek, żeby zdefiniować problemy drużyny, odrzucić kilku zawodników. Portugalczyk natomiast w meczu z Węgrami eksperymentalnie zestawił linię obrony, co musiał poprawiać już w przerwie. Kontrargumentem mogłoby być to, że jeden z najlepszych meczów za kadencji Jerzego Brzęczka Polacy zagrali w jego debiucie, z Włochami. Trudno jednak te sytuacje porównywać, ponieważ Brzęczek od lat funkcjonuje w polskim środowisku, znał piłkarzy, realia. Zaczynał z zupełnie innego pułapu.
Adam Nawałka też na początku kombinował, wymyślał, ale miało to miejsce w innych okolicznościach - przede wszystkim miał na to czas. Szewczenko w roli selekcjonera to eksperyment, trener, którego trudno jednoznacznie ocenić po kadencji w kadrze Ukrainy, a my czasu na nieudane próby nie mamy. Co innego, gdyby okoliczności były standardowe, zaczynałby się kolejny reprezentacyjny cykl - wtedy można by pomyśleć, że to ma sens.
Szewczenko ma kompetencje
Ćwierćfinał Euro 2020, wygrana w Lidze Narodów z Hiszpanią, a także zwycięstwo w trudnej grupie eliminacyjnej do Euro 2020 - to wszystko wskazuje, że Ukrainiec rolę selekcjonera udźwignął. Chociaż wątpliwości też nie brakuje. W mistrzostwach Europy Ukraina grała przeciętnie, z trzeciego miejsca ledwo wyszła z grupy, a w meczu o półfinał została rozbita przez Anglię. Do tego w eliminacjach mistrzostw świata zaliczyła kilka rozczarowujących rezultatów. Głównym problemem jest jednak to, że wielu polskich piłkarzy jest dla Szewczenki zagadką. Nie zna ich, nigdy nie miał okazji bliżej oglądać, porozmawiać, przedstawić wizję gry.
To różni go od Nawałki, który z kręgosłupem obecnej drużyny, Wojciechem Szczęsnym, Kamilem Glikiem, Janem Bednarkiem, Grzegorzem Krychowiakiem i Robertem Lewandowskim, już współpracował. W drugiej części kadencji popełnił sporo błędów, kompletnie zawalił mundial w Rosji, ale miał czas na wyciągnięcie wniosków. Pracy przed barażami nie zaczynałby od zera. Zna zawodników, a oni znają jego pomysł na futbol. Sam pomysł z jego powrotem miał być w zespole dobrze oceniany.
Zminimalizować ryzyko
Skoro przed meczem z Rosją będzie czas na 2-3 treningi w pełnym składzie, to tym bardziej potrzebny będzie zadaniowiec. Ktoś, kto w kilka dni będzie w stanie dotrzeć do drużyny, przedstawić proste schematy, a nie dopiero wszystkich poznawać. To prawda, że w normalnych okolicznościach nikt by Nawałki na stanowisko selekcjonera nie rozważał, ale sęk w tym, że to nie są normalne okoliczności.
Ciekawą koncepcją, która może mieć miejsce tylko w przypadku zatrudnienia Polaka, jest też dołączenie do sztabu Łukasza Piszczka. Od wielu lat można było dostrzec, że ma ciekawe spojrzenie na futbol, że w być może w przyszłości zostanie dobrym trenerem. Teraz mógłby wnieść do sztabu świeże spojrzenie, dobry kontakt z zawodnikami, ale jak sam między wierszami przyznał w rozmowie z Viaplay, będzie to możliwe tylko w przypadku porozumienia z Nawałką.
Trzeba twardo stąpać po ziemi i mieć świadomość, że selekcjonerem reprezentacji Polski nie zostanie trenerska gwiazda. Prawdopodobnie każdy kandydat będzie miał wady. Gdzieś przegra, gdzieś popełni błędy. Wątpliwości będą zawsze. Teraz jednak potrzebujemy minimalizować ryzyko. Wziąć kogoś, kto wejdzie i z marszu będzie wiedział za co się zabrać. Najlepiej do tego opisu być może pasowałby Czesław Michniewicz, ale skoro przez Kuleszę nigdy nie był na poważnie rozważany, to Nawałka w porównaniu z Szewczenką byłby znacznie rozsądniejszym wyborem.