To dlatego Sousa stracił pracę w Serie A. Dobrze znane występki i zdrada w tle. "Jeszcze większe badziewie"
Po niemal piorunującym pierwszym wrażeniu, Paulo Sousa właśnie został zwolniony z Salernitany. Jego praca w klubie z południa Włoch udowadnia tezę, że historia lubi się powtarzać, o czym doskonale wiedzą Polacy. Portugalczyk zostanie zapamiętany w Salerno jako Doktor Jekyll i Mr Hyde. Oto dlaczego stracił pracę.
Podczas nieco ponad półrocznej pracy w Salernitanie Paulo Sousa dał się poznać jako człowiek o dwóch twarzach. Jedna z nich działa na wyobraźnię kibiców, prowadzi klub do rozwoju i nadaje mu nowoczesny styl. Druga z nich jest mroczna, cechuje ją nielojalność i ciągłe narzekanie. W przypadku byłego selekcjonera reprezentacji Polski zło zawsze zwycięża z dobrem.
Obiecujący początek
Paulo Sousa początkowo został uznany za innowatora Salernitany. To klub posiadający ubogie doświadczenie na poziomie Serie A. Zagraniczny szkoleniowiec, który w podniosły sposób opowiadał o taktyce i kibicach, doskonale wkupił się w łaski zarówno fanów, jak i lokalnych mediów. Co jednak ważniejsze, słowa potwierdzały czyny. Portugalczyk przejął zespół zagrożony spadkiem do Serie B, po tym jak przestały działać motywacyjne cuda Davide Nicoli. Po przyjściu Sousy Salernitana uszczelniła defensywę, a piłkarze tacy jak Antonio Candreva, Boulaye Dia i Guillermo Ochoa wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Przełożyło się to na wyniki, gdyż “Granata” potrafiła pokonać Atalantę, a także zremisować z Interem, Milanem, czy Romą. Najgłośniej o Sousie zrobiło się, kiedy zatrzymał Napoli w derbach Kampanii na Stadio Diego Armando Maradona. Wówczas zepsuł święto lokalnemu rywalowi i odłożył w czasie zapewnienie sobie przez niego Scudetto na następną wyjazdową kolejkę.
Średnia punktów Salernitany przed przyjściem Portugalczyka wynosiła 0,95 punktu na mecz, Paulo Sousa podniósł ją do 1,31. Za największe osiągnięcie można uznać jednak serię ośmiu meczów bez porażki, co uchodzi za klubowy rekord. Głównym zadaniem byłego selekcjonera reprezentacji Polski było utrzymanie zespołu w lidze, a także nadanie mu nowoczesnego sznytu. W zeszłym sezonie spełnił wszystkie wymagania z nawiązką. Ekipa z Salerno utrzymała się z 11-punktową przewagą nad strefą spadkową. W tabeli formy po przyjściu Sousy Salernitana zajęła 11. pozycję, co przerastało potencjał klubu i uwiarygodniło jego pracę.
Kontrakt 53-latka nie wygasł z końcem sezonu, gdyż w przypadku utrzymania i usatysfakcjonowania właściciela Danilo Iiervolino, umowa automatycznie została przedłużona do 2025 roku. Szkoleniowiec często mógł słyszeć komplementy na temat tego, jak prowadzi zawodników i rozwija ich poprzez możliwość popełniania błędów. Sam robił wiele, aby wkupić się w łaski kibiców. Po sezonie obiecywał fanom większą ilość otwartych treningów, aby cała społeczność Salernitany mogła poczuć, że jest blisko klubu. Portugalczyk nigdy nie powiedział jednak otwarcie, że zostanie w Salerno na kolejny sezon.
Romans i zdrada
Po sezonie 2022/2023 zwolniła się posada w Napoli, po tym, jak odszedł Luciano Spalletti. Paulo Sousa, jak to ma w swoim zwyczaju, błyskawicznie zainteresował się tematem, co wywołało spore kontrowersje w lokalnym środowisku. Sam mogę osobiście potwierdzić, że będąc w Kampanii mogłem dostrzec dużą nienawiść pomiędzy Salerno a Neapolem. W trakcie świętowania Scudetto kibice Napoli nie obrażali największych rywali, takich jak Juventus, Milan lub Inter, a Salernitanę.
Wracając do Sousy - portugalski trener cieszy się dużą estymą na Półwyspie Apenińskim i zeszły sezon tylko wzmocnił ten wizerunek. W pewnym momencie zaczął on poważnie flirtować z Napoli, prasa coraz bardziej ochoczo informowała o tym, że jego szanse na objęcie “Azzurrich” rosną. Obok Portugalczyka wśród kandydatów znaleźli się także Luis Enrique i Christophe Galtier. Właściciel Napoli Aurelio De Laurentiis nie chciał jednak płacić klauzuli wykupu za nowego szkoleniowca, a Salernitana zabezpieczyła się tego typu rozwiązaniem, wpisując w kontrakcie kwotę miliona euro, o czym informował Adrian Heluszka z “Przeglądu Sportowego”. W Neapolu wylądował więc Rudi Garcia.
Postawa Sousy w uderzający sposób przypominała zaś jego zachowanie z czasów pracy w reprezentacji Polski. W Salerno zostało odebrane jako zdrada i spotkało się ze sporą dezaprobatą. Przeniosło się to również na klubowe gabinety i szatnię. Przez długi czas nie było wiadomo, czy były selekcjoner biało-czerwonych będzie trenerem Salernitany także w kolejnym sezonie. Bronił się jednak sportowo, co ostatecznie przekonało prezydenta Iervolino do wybaczenia próby ucieczki. Tyle że po letnim zamieszaniu toksyczna atmosfera przedostała się do wewnątrz klubu i nic już nie było takie samo.
- Sousa negocjował z Napoli i innymi klubami. Jego agent Hugo Cajuda działał bardzo prężnie. Nie udało się jednak niczego ugrać i wrócił do Salerno. Zachowanie Sousy w sposób niezaprzeczalny zachwiało zaufanie wobec jego osoby. Później pojawił się wątek mercato, na które narzekał podczas każdej konferencji prasowej. Teoretycznie miał do tego prawo, bo rzeczywiście zostało ono totalnie spartaczone. Trzeba jednak pamiętać o tym, że tego typu wypowiedzi nie wpływają motywująco na obecnych w drużynie piłkarzy - pisze na swoim Twitterze Piotr Borkowski, kibic Salernitany.
- Mówił, że nie zna totalnie piłkarzy, których sprowadza klub. Dyrektor sportowy odpowiadał mu, że niedługo ich pozna. I tak to się kręciło. Drużyna została wypruta z witalności i pozbawiona jakiejkolwiek radości i luzu. Nie mówiąc już o jakimkolwiek polocie. Piłkarze grali tak, jakby musieli to robić za karę. Drużyna z meczu na mecz zdawała się grać przeciwko niemu, co widać by szczególnie w ostatnim starciu z Monzą, gdzie nie było już ani krzty woli walki - dodaje.
Upadek
Kolejne w karierze nielojalne zachowanie wobec pracodawcy, a także wyniki sportowe w obecnym sezonie to potężne rysy na CV Paulo Sousy. W tym przypadku konsekwencje mogą być jednak większe, gdyż globalnie dużo więcej osób interesuje się ligą włoską, aniżeli reprezentacją Polski. Od startu rozgrywek Serie A Salernitana pod wodzą Sousy przegrała pięć z ośmiu meczów, z czego trzy z nich zakończyły się co najmniej trzybramkową porażką. Drużyna w najmniejszym stopniu nie przypominała tej z zeszłego sezonu, bliżej jej było do trudnych początków w Serie A z Fabrizio Castorim na ławce, kiedy utrzymanie wydawało się misją absolutnie niemożliwą. Po ostatniej klęsce z Monzą prezydent Iervolino nie wytrzymał i poinformował o zwolnieniu Sousy, którego miejsce zajmie Filippo Inzaghi. Portugalczyk zakończył pobyt w Salerno ze średnią punktów 1,08, co stanowi najsłabszy wynik w jego karierze.
- Kadencję Sousy mogę podsumować tak, że przyjechał, zastał badziewie, zrobił dobrą robotę i… przy czynnej pomocy dyrektora sportowego zostawił jeszcze większe badziewie. Dodam jeszcze, że w porównaniu z zeszłym sezonem wszyscy piłkarze zaliczyli regres. Nie ma w tym przypadku. Do tego należy dodać też kontuzje, które zrzuca się na spartaczone przygotowania - podsumowuje Borkowski.
- Sousie posypało się wszystko z kilku względów. Trzeba pamiętać o tym, co było z Boulaye Dią. Prawie stracili najlepszego napastnika, Salernitana nie puściła go do Wolverhampton. On się obraził, po zgrupowaniu reprezentacji nie poleciał do Salerno, tylko do Francji. Klub go zawiesił, a Salernitana pozostała bez “dziewiątki”. Nie miał kto strzelać, zespół fizycznie wyglądał źle, Ochoa nie bronił tak dobrze, posypała się też obrona. Wszystkie błędy sprowadzone w całość sprawiają, że nie ma już Paulo Sousy w Salernitanie - powiedział komentujący Serie A Tomasz Zieliński z “Eleven Sports” w “International Level” na kanale Meczyki.pl na YouTube.
Reasumując, były selekcjoner reprezentacji Polski pracą w Salernitanie zostawił sporo znaków zapytania. Znów pierwsze dobre wrażenie okazało się mylące. Może to dobry trener tylko na początku swojej pracy, kiedy ma spory zapał i imponuje swoim warsztatem. Można stwierdzić jednak, że determinacja nie bierze się z chęci rozwoju drużyny, a wywalczenia sobie bardziej lukratywnej oferty.