To będzie "czarny koń" Premier League? Znany dziennikarz mówi wprost. "Mogą nas wszystkich mocno zaskoczyć"
Wraca Premier League! Letnie szaleństwo transferowe sprawiło, że apetyty na nowy sezon najlepszej ligi na świecie jeszcze wzrosły. Wszystkie mecze obejrzycie na Viaplay.
Materiał powstał przy współpracy z Viaplay.
Gdybyśmy mieli jednym słowem określić to, co działo się na boiskach Premier League w minionym sezonie, najlepiej pasowałoby: dziwny. Dziwny sezon. Szalony, często nielogiczny. Zaskakujący i pasjonujący. Z przebiegiem i rozstrzygnięciami, które mało kto typował. Z długo liderującym, zjawiskowo imponującym Arsenalem, ostatecznie dogonionym i wyprzedzonym przez maszynę Pepa Guardioli z niebieskiej części Manchesteru. Z objawieniem rozgrywek w postaci odmienionego Newcastle Eddiego Howe’a. Z głównie zawodzącym Liverpoolem i non stop potykającą się o własne nogi Chelsea. Z tymi, którzy dodali lidze sporo kolorytu, startując z drugiego czy trzeciego szeregu, czyli Aston Villą, Brighton i Brentford. Wreszcie z sensacyjnym spadkowiczem z Leicester. Co by nie mówić, na nudę fani Premier League na pewno nie mogli narzekać.
Ale może być przecież jeszcze lepiej. Cała plejada klubów przystępuje do nowego sezonu z nadziejami na lepszy wynik. Latem angielskie ekipy wydały fortunę na nowych piłkarzy. Arsenal wzmocnił skład, by być coraz bardziej konkurencyjnym dla City. Kilku następnych gigantów, także z odświeżoną kadrą, ma sporo do udowodnienia. Nie pękają ci mniejsi, nawet zupełny “kopciuszek”, beniaminek Luton Town, ze stadionem na dziesięć tysięcy ludzi, bardziej przypominającym klimat polskich boisk lat 2000. niż najlepsze rozgrywki krajowe na świecie. To wszystko dodaje uroku Premier League. A jej klimat był, jest i będzie niepowtarzalny. Czas zasiąść do stołu - czego możemy spodziewać się w nadchodzącym roku? Oto nasze prognozy.
Mistrz Anglii
W minionym roku jedynym, mocno niespodziewanym konkurentem dla Manchesteru City w walce o tytuł był Arsenal. I zanosi się, że to znów ekipa Mikela Artety może napsuć najwięcej krwi dominatorom z Etihad Stadium. “Kanonierzy” są silniejsi niż wcześniej, uzupełnili kadrowe braki i po raz kolejny powinni rzucić rękawicę Pepowi Guardioli. Przy czym skład londyńczyków nadal jest słabszy od tego “The Citizens”. Po stronie Manchesteru stoi również doświadczenie i, przede wszystkim, skuteczny napastnik, gwarant goli, najdroższy według “Transfermarkt” piłkarz globu, Erling Haaland. Powiedzmy sobie wprost: każde inne rozstrzygnięcie niż kolejny tytuł dla City będzie zaskoczeniem. Ale kto nie lubi niespodzianek?
TOP4
Trudno uznać ostatnią walkę o miejsce w czołowej czwórce za przesadnie ekscytującą. Dość wcześnie wyszło na to, że do duetu City-Arsenal dołączą Manchester United oraz Newcastle. Goniący w końcówce Liverpool nie zdążył się wedrzeć do Ligi Mistrzów. Dla “The Reds” nowy sezon to więc okazja do rehabilitacji za nieudany rok. Poza nimi chrapkę na powrót na salony z pewnością mają też w Chelsea i Tottenhamie. Dorzucając do tego efektownie rozwijające się projekty Aston Villi i Brighton, zaraz się okaże, że o Champions League myśli pół ligi. Co istotne, w przepisach nadchodzą spore zmiany, które umożliwią awans do elitarnych rozgrywek nawet piątej drużynie w tabeli. To będzie naprawdę ekscytująca bitwa.
Wszystkie mecze Premier League do obejrzenia tylko na Viaplay. Więcej informacji TUTAJ.
“Czarny koń”
Oddajmy głos Michałowi Zachodnemu, dziennikarzowi “Viaplay”:
- Jestem bardzo ciekaw Aston Villi, bo pierwszy, niepełny sezon Unaia Emery'ego dał kapitalne efekty, ale Hiszpan zadziałał na zasadzie przeciwieństw. Do drużyny bazującej na intensywności i emocjach bardziej niż na organizacji gry Emery dodał elementy zespołowej inteligencji, sprawił, że funkcjonowali nie zrywami, lecz spójnie przez całe spotkania. Jednak trener “The Villans” to też niekończące się analizy, zamęczanie detalem, wtłaczanie informacji dzień po dniu w głowy piłkarzy. I zastanawiam się, czy ten materiał na tyle to wytrzyma, by nie doszło do wypalenia ich współpracy. Bo widzę w tym jedyne zagrożenie po przemyślanych transferach i utrzymaniu kadry z której największym ubytkiem był 38-letni Ashley Young. Tak, Aston Villa może naprawdę mocno nas wszystkich zaskoczyć. Jeszcze mocniej.
Wśród innych drużyn warto wyróżnić Brighton, które już ubiegły sezon miało kapitalny, a pod wodzą Roberto De Zerbiego poczyniło ogromny progres względem kadencji Grahama Pottera. Zobaczymy, jak na The Amex połączą ligę z grą w pucharach, ale kto wie, czy świetnie zorganizowane i widowiskowe “Mewy” nie będą latały jeszcze wyżej niż w ostatnim roku. I czekamy przy tym na powrót naszego pechowca, Jakuba Modera.
Komu spadek?
Niedawny spadek Leicester City można uznać za jeden z najbardziej zaskakujących w XXI w. Do wszelkich przewidywań należy więc podchodzić dość ostrożnie. Z drugiej strony, u progu sezonu wyłoniły się trzy ekipy, które mają w teorii najmniej argumentów, by skutecznie bić się o utrzymanie. To naturalnie “kopciuszek” z Luton, a także drugi beniaminek, Sheffield United. “Szable” jak na razie dość spokojnie działają na rynku transferowym, co - biorąc pod uwagę przeskok pomiędzy Championship a Premier League - może być niewystarczające na uniknięcie spadku. Trzecim kandydatem jest Wolverhampton. Z Molineux dopiero co odszedł Julen Lopetegui, zirytowany opieszałością klubu, jeśli chodzi o wzmocnienia. Hiszpan stwierdził, że jego przełożeni nie dotrzymali obietnicy dotyczącej poprawy jakości kadry i spakował manatki. A trzeba przyznać, że kadra Wolves faktycznie wygląda mało ekskluzywnie. Warto mieć też oko na Everton, który wyspecjalizował się w uciekaniu spod ligowego topora. Zobaczymy, jak Sean Dyche zbuduje ten zespół, mając do dyspozycji więcej czasu niż w trakcie ubiegłego sezonu.
Objawienie sezonu
Kandydatów do miana objawienia sezonu jak zwykle nie brakuje. W ostatnim roku imponujące wejście na salony zanotował William Saliba z Arsenalu, po którego kontuzji rozsypała się defensywa “The Gunners”. Ze świetnej strony pokazał się też Kaoru Mitoma, skrzydłowy Brighton. Japończyk bez kompleksów wszedł do ligi i wykręcił bilans siedmiu goli oraz sześciu asyst. Nie ma przypadku w tym, że zrobił to akurat piłkarz Albion. Klub z The Amex to kopalnia talentów, piłkarzy nieoczywistych, wyciąganych za niewielkie pieniądze, rozwijających się, a następnie zwykle sprzedawanych z ogromnym zyskiem. I właśnie w tej drużynie upatrujemy kolejne odkrycie Premier League. Latem Brighton ściągnęło z Belgii Barta Verbruggena, 20-letniego holenderskiego bramkarza, któremu wróży się ogromną karierę. I choć kosztował on nie kilka, a kilkanaście mln funtów, to stoi za nim sporo argumentów, by szybko podbił własną wartość. Miejcie na niego oko.
To może być kapitalny sezon Premier League w Viaplay - więcej dowiesz się TUTAJ.
Król strzelców
Erling Haaland swoimi 36 bramkami tak zdeklasował ostatnio konkurencję, że kapitalny przecież wynik 30 goli Harry’ego Kane’a przeszedł nieco bez echa. Norweg znów jest głównym faworytem do zdobycia korony króla strzelców. Po pierwsze, najgroźniejszy konkurent może odejść do Bayernu. Po drugie, jak na razie w Premier League nie pojawił się żaden nowy napastnik z najwyższej półki, bo Rasmus Hojlund to na dziś bardziej prospekt niż gotowy produkt. Po trzecie, Christopher Nkunku (60 goli w minionych dwóch sezonach) straci kilka miesięcy gry z uwagi na kontuzję. I wreszcie po czwarte, skuteczny i ograny na angielskich boiskach Ivan Toney obecnie odbywa zawieszenie za zbyt wielką miłość do hazardu. Haaland może raczej spać spokojnie.
Najlepszy transfer
Najdroższym letnim transferem było sprowadzenie przez Arsenal Declana Rice’a za ponad 100 mln funtów. Zdaniem Michała Zachodnego ten właśnie ruch można uznać za numer jeden na angielskim rynku.
- Myślę, że to zawodnik, który uzupełniłby i wzmocnił każdą drużynę z czołówki. To, że wybrał Arsenal i plan Artety pokazuje, jak daleko zaszedł ten klub - także ze względu na wydaną kwotę. Oczywiście, że po reprezentancie Anglii trudno oczekiwać goli, może trochę mniej asyst, ale jeśli zobaczymy w tym sezonie jeszcze bardziej agresywną, pewniejszą siebie i dążącą do kolejnych zwycięstw ekipę z północnego Londynu, to będzie to w dużym stopniu zasługa tego urodzonego lidera. Jest wszechstronny, ma ogromną jakość i mentalność, która składa się na pakiet pewnie o większej wartości, niż nawet wycena West Hamu - twierdzi dziennikarz “Viaplay”.
“Kanonierzy” pozyskali też Kaia Havertza oraz Jurriena Timbera. Cały tercet powinien odgrywać kluczową rolę u Mikela Artety w nadchodzącym sezonie.
Rzecz jasna, na zakupy wybrali się też pozostali giganci. Manchester City wyłożył ogromne pieniądze na Josko Gvardiola, a wcześniej ściągnął Mateo Kovacicia. W United Erik ten Hag otrzymał Rasmusa Hojlunda, Andre Onanę i Masona Mounta za łączną sumę ok. 160 mln funtów. Do Chelsea dołączyli m.in. Nicolas Jackson, Robert Sanchez, Axel Disasi i Christopher Nkunku, tyle że ostatni z nich już doznał poważnej kontuzji. Osłabiony odejściem wieloletnich liderów Liverpool ściągnął Alexisa Mac Allistera i Dominika Szoboszlaia. Tottenham wygrał wyścig po Jamesa Maddisona, a także wzmocnił obronę utalentowanym Mickym van de Venem. Newcastle szarpnęło się na tercet Sandro Tonali, Harvey Barnes, Tino Livramento, a Aston Villa rzuciła kwotą blisko 80 mln funtów za Pau Torresa i Moussę Diaby’ego. Angielskie kluby znów więc zdominowały rynek. Najlepsza krajowa liga świata w końcu zobowiązuje. A transferowa karuzela będzie się przecież kręcić dalej, do 1 września włącznie.
Wszystkie mecze Premier League do obejrzenia tylko na Viaplay. Więcej informacji W TYM MIEJSCU.