Tego gola kibice Lecha gdzieś już widzieli. Ale trener Fiorentiny i tak docenił. Wymowne słowa Italiano

Tego gola kibice Lecha gdzieś już widzieli. Ale trener Fiorentiny i tak docenił. Wymowne słowa Italiano
własne
Czy Lech Poznań miał jakiekolwiek szanse na zwycięstwo z Fiorentiną? W jaki sposób mógł zagrozić przeciwnikom? Co przeszkodziło w odniesieniu korzystnego rezultatu? Okazuje się, że często same chęci mówią o zespole więcej, niż wynik pojedynczego meczu.
fot. Jakub Czapski
Dalsza część tekstu pod wideo
analiza lech fiorentina 2
wlasne
”Kolejorz” wszedł w to spotkanie z dużym animuszem, szukając często gry bezpośredniej. Filip Bednarek wielokrotnie otwierał grę od bramki długim podaniem w stronę napastników, co miało swoje proste uzasadnienie. Piłkarze z Florencji nastawieni są na wysoki pressing i pozostawiają niewielu graczy pod linią piłki, dlatego warto było próbować minąć ich długim podaniem. Zawodnicy Lecha z przednich formacji znajdowali się wtedy w sytuacji jeden na jednego z obrońcami ”Violi”, a na dodatek mieli przed sobą kilkadziesiąt metrów wolnej przestrzeni. W tym przypadku ”lagowanie” miało rację bytu, ponieważ było wykonywane świadomie - zakładało skontrolowanie piłki na połowie Fiorentiny, a nie złudną nadzieję na wyjście z chaosu, zrobienie ”czegoś” z niczego.
analiza lech fiorentina 3
wlasne
Piłkarze Lecha, aby ominąć krycie indywidualne gości, stosowali głównie wymiany dwójkowe na zasadzie ”niżej-wyżej”. Środkowy napastnik (Ishak) schodził w kierunku piłki, wyciągał obrońcę Fiorentiny ze strefy, a w wolną przestrzeń wbiegał pomocnik (Marchwiński). Zawodnicy rotowali się dowolnie, pod warunkiem tego, że za linię obrony wbiegał gracz ustawiony najdalej od piłki. Wówczas obrońca koncentrował się głównie na futbolówce, a zza jego pleców wyskakiwał przeciwnik - w ten sposób ”Kolejorz” stworzył sobie pierwszą szansę bramkową w 11. minucie, gdy Mikael Ishak upadł w polu karnym po starciu z Nikolą Milenkoviciem.
analiza lech fiorentina 4
wlasne
Atak przestrzeni dobrze sprawdzał się nie tylko w sektorze środkowym, lecz również bocznym. Zwykle jeden ze skrajnych obrońców Fiorentiny (Biraghi lub Dodo) doskakiwał do lechity wysoko i szeroko, w związku z czym powstawało wolne miejsce za jego plecami. Akcje Lecha były tym bardziej skuteczne, jeśli defensor ”Violi” podążał w kierunku bocznego obrońcy ”Kolejorza” (Pereira), pokonując zarazem większą odległość. Dzięki temu na prawym skrzydle rozpędzał się Skóraś, a na lewym Kristoffer Velde sprawiał problemy Dodo, kilkukrotnie zmuszając go do popełnienia faulu.
analiza lech fiorentina 1
własne
Jeśli Lech przed wstrzeleniem piłki w linię obrony Fiorentiny mijał wysoki pressing i zmieniał stronę gry, tworzył sobie najlepsze okazje strzeleckie. Joel Pereira pełnił wtedy rolę wolnego zawodnika i notował asysty drugiego stopnia - również w akcji bramkowej, kiedy (znów) po wymianie dwójkowej Ishak-Velde, ten drugi trafił do siatki Pietro Terracciano. Atak ten przypominał wypady ”Kolejorza” na połowę Villarrealu w listopadowym starciu fazy grupowej, którego analizę znajdziecie TUTAJ.
Wówczas Hiszpanie, podobnie jak Włosi, intensywnie pressowali poznaniaków, pozostawiając więcej wolnego miejsca w bocznych sektorach, z dala od piłki. Lechici niewątpliwie mogą wynieść z tych meczów wiele pewności w kreowaniu gry…
fot. Jakub Czapski
analiza lech fiorentina 5
własne
…na co nastawieni byli głównie ich przeciwnicy. Fiorentina tymczasem w budowie gry na własnej połowie boiska wykorzystywała ustawienie z trójką graczy w ostatniej linii. Pomiędzy środkowych obrońców schodził jeden z pomocników, czasem również stoper wędrował do drugiej linii, a ich działania wspomagał nierzadko bramkarz. Dzięki tak płynnym rotacjom goście z Toskanii byli w stanie stworzyć sobie przewagę liczebną i odnaleźć wolnego zawodnika między formacjami Lecha.
analiza lech fiorentina 6
własne
Jeśli jednak ”Kolejorz” zawężał ustawienie w tej strefie, piłkarze Fiorentiny próbowali złamać kolejną linię. Trener Vincenzo Italiano kładzie w swoim zespole wyraźny nacisk na grę pozycyjną, co widać w działaniach jego zawodników. Obrońcy i pomocnicy rozpoznawali momenty, kiedy należało skupić uwagę gospodarzy w jednym miejscu, by następnie przenieść grę w inny sektor boiska - czy to prostopadle (za linię obrony), czy na przeciwległe skrzydło. Wobec tego świetnie sprawdzało się w ich grze nierównomierne (asymetryczne) ustawienie bocznych obrońców. Często jeden (Dodo) pozostawał wąsko w linii obrony, by drugi (Biraghi) mógł popędzić wzdłuż linii bocznej na połowie Lecha - najczęściej jako wolny gracz.
Taka gra Dodo i Biraghiego jest stałym motywem w zespole “Violi”, dzięki czemu włoska drużyna zyskuje dodatkowego gracza w ataku na połowie rywali oraz asekurację w przypadku straty piłki.
analiza lech fiorentina 7
wlasne
Z pewnością działania bocznych obrońców Fiorentiny ułatwiają kolegom z przednich formacji, nomen omen, rozwinąć skrzydła. W czwartkowy wieczór pole karne “Kolejorza” atakowało regularnie pięciu zawodników - dwóch szeroko ustawionych skrzydłowych, dwóch pomocników i napastnik. Pomocnicy nagle wyhamowywali i sposobili się do uderzenia wycofanej piłki (tzw. cutbacka), a “dziewiątka” atakowała pierwszy słupek. Asekuracji właśnie tej strefy zabrakło przy golu na 0:1, kiedy Arthur Cabral uprzedził Lubomira Satkę - zastępcę Bartosza Salamona. Co ciekawe, to Salamon nie zareagował w podobnej sytuacji w meczu ligowym z Piastem Gliwice, gdy Michał Chrapek wpakował piłkę do bramki sprzed jego nosa.
analiza lech fiorentina 8
wlasne
Gdy pięciu napastników atakowało bramkę “Kolejorza”, Cristiano Biraghi i Dodo asekurowali ich działania na skraju pola karnego. Pomimo tego, że w 40. minucie kilka ich dośrodkowań nie przerodziło się w strzały na bramkę, w końcu Nicolas Gonzalez dopiął swego po wrzutce Biraghiego. Warto zaznaczyć, że Fiorentina zajmuje w tym sezonie Serie A drugie miejsce pod względem liczby dośrodkowań na mecz (średnio 17.78), co znalazło odzwierciedlenie również w spotkaniu z Lechem. Goście, dzięki spójnemu ustawieniu pod piłką oraz wielu graczom w świetle bramki, mogli ponawiać centry w pole karne, aż w końcu “wymęczyli” gola.
analiza lech fiorentina 9
wlasne
Po uzyskaniu przewagi bramkowej przez “Violę” gospodarze zostali zmuszeni do wyższego podejścia na połowę gości. Biorąc pod uwagę fakt, że “Kolejorz” starał się stosować wysoki pressing, a intensywność jego gry spadała, Fiorentina dzięki swojemu ustawieniu coraz swobodniej budowała akcje aż pod drugą szesnastkę. Kiedy mijała linie ataku i pomocy Lecha, mogła wykorzystać ogromną przestrzeń przed linią obrony, z której skorzystali Giacomo Bonaventura oraz wprowadzony na boisko z ławki Jonathan Ikone, strzelcy kolejno trzeciej i czwartej bramki dla ”Violi”.
analiza lech fiorentina 10
wlasne
Mimo wysokiego prowadzenia, poziom gry Fiorentiny nie spadał, w przeciwieństwie do Lecha. Najbardziej dobitny tego przykład piłkarze Vincenzo Italiano zaserwowali w 66. minucie, gdy w 10 sekund po rzucie rożnym odbudowali ustawienie w niskiej obronie ośmioma graczami. W tym czasie na desancie pozostawało dwóch skrzydłowych “Kolejorza”, do których nie prowadziła żadna linia podania.
Nie ulega wątpliwości, że Lech Poznań po porażce 1:4 z Fiorentiną na własnym stadionie najprawdopodobniej przekreślił swoje (i tak nikłe) szanse na awans do półfinału Ligi Konferencji. Piłkarze Johna van den Broma mogą być jednak zadowoleni z tego, w jakim stopniu podnieśli swój poziom sportowy w ostatnich kilku miesiącach, co poniekąd docenił na pomeczowej konferencji prasowej trener Italiano:
- Postawiliśmy sobie dzisiaj dwa cele: nie pozwolić im grać w piłkę i uważać na długie podania za naszą linię obrony. Udało nam się to wykonać, poza akcją bramkową Lech nie stworzył dużego zagrożenia. Bardzo szanuję drużynę Lecha i po dzisiejszym meczu mogę powiedzieć, że ten zespół jest w stanie napsuć sporo krwi.
Poznaniacy na koniec sezonu będą mieli w europejskich pucharach co najmniej 20 meczów z dziesięcioma zespołami z dziesięciu krajów. To pokazuje, z jak dużą skalą przedsięwzięcia zmierzyli się od lipca piłkarze oraz sztab mistrza Polski. W każdym z tych spotkań starali się wykorzystywać elementy własnej strategii gry, do czego dokładali taktykę na danego przeciwnika. W ćwierćfinale zaś rywalem była drużyna z innej europejskiej półki. Choć w ciągu jednego meczu pucharowego można wyeksponować własne zalety, zatuszować wady oraz wykorzystać niedoskonałości przeciwnika, Włosi podsumowali ogólny stan polskiego futbolu w jednych 90 minutach. Stan, od którego “Kolejorz” pragnie się kategorycznie oderwać.
Dla Lecha Poznań gra w Lidze Konferencji Europy stanowiła niewątpliwie bezcenne doświadczenie na przyszłość i nie musi to być wcale czcze gadanie. Zgodnie z opiniami większości obserwatorów poznańskiego futbolu Lech dysponuje obecnie najlepszą jakościowo kadrą, od kiedy sięgają pamięcią. Na dodatek zespół ten opiera się na kilku filarach, w postaci zawodników, którzy w ostatnich kilku miesiącach podpisali nowe kontrakty z klubem, tj. Mikael Ishak, Jesper Karlstroem, Nika Kwekweskiri czy Antonio Milić. Wobec tego sprawdzenie się w grze przeciwko drużynom ze średniej i wyższej europejskiej półki może lechitom pomóc wejść, a następnie utrzymać się na tym samym poziomie. Nie tylko dla punktów w krajowym rankingu (choć jest to bardzo istotne), lecz również dla samopoczucia, że można grać po swojemu, nie oglądając się kurczowo na innych. Taka gra przyświecała lechitom w każdym spotkaniu, czego zwieńczenie stanowił “Jack” Bonaventura. W istocie, przygoda była o tyle ryzykowna, wymagająca, jak i koniec końców dobra, podobnie jak i nazwisko Włocha. Niebiesko-biali zarazem potwierdzili na boisku słowa wielkopolskiego klasyka, że “konsekwencje nie są złe, gdy czyny są odważne”.

Przeczytaj również