Tego zabrakło najbardziej. Michniewicz zaryzykował i dostał odpowiedź. "A może strategia nie ma znaczenia?"

Reprezentacja Polski zaryzykowała i zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami selekcjonera Czesława Michniewicza spróbowała ofensywnej gry w konfrontacji z jednym z czołowych europejskich zespołów. Przebłyski, owszem, były. Limit szczęścia w końcu jednak się wyczerpał.
Dorosłe reprezentacje Belgii i Polski spotkały się dzisiejszego wieczoru po raz pierwszy od historycznych dla naszej kadry eliminacji EURO 2008. Przed wizytą w Brukseli “Biało-Czerwoni” po cichu stanęli przed nieoczekiwaną szansą. Po wygranej z Walią na inaugurację tegorocznej edycji Ligi Narodów korzystny wynik w konfrontacji z faworytem grupy mógł znacząco przybliżyć zespół Czesława Michniewicza do osiągnięcia celu minimum, czyli trzeciego miejsca w stawce na koniec zmagań w rozgrywkach. Polacy liczyli na wykorzystanie problemów przeciwnika, który kilka dni temu uległ na tym samym stadionie aż 1:4 Holandii.
Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami, selekcjoner reprezentacji Polski postanowił wypróbować grę w innym ustawieniu, aniżeli miało to miejsce w poprzednim spotkaniu. Po eksperymencie z kwartetem środkowych pomocników i duetem napastników przeciwko Walii od początku zagrali tym razem skrzydłowi: Jakub Kamiński oraz Sebastian Szymański. Co ciekawe, niemal równo trzy lata temu ten ostatni, a także również obecny w podstawowym składzie Szymon Żurkowski należeli do bohaterów wygranego przez prowadzoną przez Michniewicza kadrę do lat 21 meczu z Belgią w młodzieżowych finałach mistrzostw Europy we Włoszech. W wyjściowej jedenastce znalazło się dziś też miejsce dla rezerwowego tamtego popołudnia Roberta Gumnego.
Dla porównania: w ekipie Roberta Martineza nie wystąpił od pierwszej minuty żaden zawodnik pamiętający wspominaną konfrontację.
Wymiana ciosów
- Spodziewamy się otwartego meczu - trochę niespodziewanie wyjawił polski selekcjoner w jednym z przedmeczowych wywiadów. - Nastawiamy się na grę ofensywną.
Słowa Michniewicza nie okazały się zasłoną dymną. Polacy od samego początku spotkania zaatakowali rywali wysokim pressingiem, z Grzegorzem Krychowiakiem w roli jedynego defensywnego pomocnika i wyżej ustawionymi w środkowej strefie boiska Żurkowskim oraz Piotrem Zielińskim. Równocześnie szybko potrzebowaliśmy ogromnego uśmiechu fortuny. Już w czwartej minucie gry w słupek bramki bronionej przez Bartłomieja Drągowskiego trafił zastępujący w ataku Belgów kontuzjowanego Romelu Lukaku Michy Batshuayi. Piłka spadła następnie pod nogi Edena Hazarda, który mając przed sobą w zasadzie pustą bramkę, fatalnie przestrzelił. Obraz szalonego początku meczu doskonale ukazał rozwój boiskowych wydarzeń kilkadziesiąt sekund później. Po tym, jak “Biało-Czerwoni” odebrali piłkę na skraju pola karnego przeciwnika i zablokowany został strzał Krychowiaka, gospodarze natychmiast ruszyli z groźnym kontratakiem, a Batshuayi znalazł tym razem drogę do siatki. Na nasze szczęście był wcześniej na pozycji spalonej.
Podopieczni Michniewicza nie zrazili się bramkowymi szansami faworyta i kontynuowali wymianę ciosów. W oczy rzucał się nie tylko wysoki pressing, ale również ryzyko podejmowane przez Polaków w fazie otwarcia gry od własnej bramki. Jedną z ciekawostek taktycznych było niskie schodzenie po piłkę przy liniach bocznych boiska przez skrzydłowych w połączeniu z równoczesnym ruchem do przodu, ale od wewnątrz, bliżej środka pola gry przez bocznych obrońców.
W pierwszej połowie najlepszy na boisku był bezsprzecznie Kevin De Bruyne, co rusz posyłający w nasze pole karne przeszywające defensywne szyki “Biało-Czerwonych” podania. Odwaga, by nie napisać brawura, zespołu Michniewicza została jednak wynagrodzona. Po wrzucie piłki z autu na wysokości pola karnego przeciwnika błysnęli Zieliński z Szymańskim, linię obrony Belgii złamał Yannick Carrasco, a Robert Lewandowski - w odróżnieniu od Hazarda - nie zmarnował okazji.
Polska mogła równie dobrze przegrywać. Ale dzięki podjętemu ryzyku prowadziła.
Pod rywali
“Czerwone Diabły” oczywiście nie dały za wygraną i kiedy tempo gry w końcu spadło, jeszcze przed przerwą zepchnęły naszą reprezentację do defensywy. Kilka minut przed zejściem do szatni zrehabilitował się Carrasco. Wahadłowy Belgów obsłużył znakomitym podaniem, dla odmiany nie odwrotnie, De Bruyne, zanim do wyrównania doprowadził ostatecznie Axel Witsel. Druga drużyna rankingu FIFA skończyła pierwszą połowę z 63% posiadania piłki.
Michniewicz ograniczył ryzyko. Po zmianie stron na boisko nie wyszli ponownie mający na koncie żółtą kartkę Krychowiak oraz Tymoteusz Puchacz, zastąpieni na placu gry przez odpowiednio: Damiana Szymańskiego i Bartosza Bereszyńskiego. Polacy odpuścili wysoki pressing, ustawiając się w obronie niskiej i licząc na jeszcze jeden przebłysk, przy mniejszym niż wcześniej wsparciu partnerów, w wykonaniu Lewandowskiego. Równocześnie również nie narzekający na nadmiar świeżości rywale, wyczekujący na błędy przeciwnika pozwalali nam rozgrywać piłkę w okolicach własnego pola karnego.
Belgia szybko dopięła jednak swego. Drągowski poradził sobie z uderzeniami Leandera Dendonckera i Hazarda, zanim ten ostatni w duecie z De Bruyne z zimną krwią wykorzystali stratę piłki na własnej połowie boiska przez naszą reprezentację. Gospodarze tylko się rozpędzali. Polski selekcjoner spróbował tymczasem kolejnych nowych wariantów. W miejsce Szymańskiego w roli skrzydłowego sprawdzony został Matty Cash. Oszczędzanego Lewandowskiego zmienił z kolei Adam Buksa.
W grze naszej reprezentacji mnożyły się napędzające rywali straty. Po jednej z nich kwestię zwycięzcy spotkania rozstrzygnął Leandro Trossard. Tak jak na początku meczu Belgowie pudłowali w prostych sytuacjach, tak w końcówce zaczęli trafiać z pozornie niemożliwych stref boiska. Brak koncentracji “Biało-Czerwonych” przy krótko rozegranym przez rywali rzucie rożnym wykorzystał raz jeszcze Trossard. Zawodnik Brighton przepięknym strzałem zaskoczył Drągowskiego. Kilka minut później prowadzenie gospodarzy podwyższył za sprawą mocnego uderzenia zza pola karnego nieatakowany Dendoncker.
Polaków stać było w odpowiedzi na dobrą, lecz niezakończoną skutecznym strzałem akcję ostatniego z naszych rezerwowych - Nicoli Zalewskiego. W ostatniej akcji wieczoru rezultat ustalił na 6:1 wprowadzony na murawę kilka minut wcześniej Lois Openda. Belgowie zakończyli mecz z aż 11 celnymi strzałami, z czego 10 w drugiej połowie.
Różnica
Jakie wnioski wyciągnie z dzisiejszego meczu Czesław Michniewicz? Znany z raczej zachowawczego stylu gry selekcjoner spróbował bardziej odważnego podejścia przeciwko brązowym medalistom ostatnich mistrzostw świata. I przekonał się, że o ile początek spotkania mógł być ciekawy do oglądania dla kibiców, o tyle ostatecznie nie przełożył się nawet na nawiązanie realnej rywalizacji z kadrą Roberto Martineza. W drugiej połowie Polakom zabrakło sił, by odeprzeć kolejne ataki kipiących piłkarską jakością rywali.
Czy to oznacza, że w sobotnim meczu z Holandią, nie wspominając o mundialowej konfrontacji z Argentyną, od razu ustawimy się defensywnie? A może obrana strategia tak naprawdę nie ma większego znaczenia? Różnica pomiędzy naszą kadrą a najlepszymi reprezentacjami świata została dziś aż nadto uwypuklona.