Tak Real Madryt pokonał Chelsea. Odrobiona lekcja sprzed roku. "To było decydujące"

Real Madryt znów wygrał ważny mecz Ligi Mistrzów. W jaki sposób “Królewscy” ograli obrońców trofeum, w dodatku na ich stadionie? Odpowiadamy, dlaczego plan Carlo Ancelottiego się powiódł, a jego zespół jest o krok od wyeliminowania Chelsea.
Po pierwszych kilku minutach meczu, kiedy piłkarze Chelsea odebrali piłkę pod polem karnym Realu i przeprowadzili szybki atak prawym skrzydłem, goście odbudowali swoje bazowe ustawienie w obronie. Czwórkę defensorów wspierali boczni pomocnicy, Federico Valverde (15) i Vinicius Junior (20), a strefę przed stoperami chronił Casemiro (14). Tworzyło to bardzo zbity układ 5-3-2, a nawet 6-3-1. Szkoleniowiec zespołu z Madrytu przyznał na pomeczowej konferencji prasowej, że ustawienie to miało wprost odpowiadać skrajnych zawodnikom Chelsea.
Gracze z ostatniej linii obrony ”Królewskich” pokrywali ponadto znaczną szerokość boiska i znajdowali się w niewielkich odległościach od pomocników. W związku z tym gospodarzom bardzo trudno było posłać podanie między formacje Realu i kontynuować atak przodem do bramki Thibaut Courtois. Nagromadzenie zawodników ”Los Blancos” na skraju pola karnego sprawiało, że ”The Blues” nie mogli dotrzeć do stref największego zagrożenia.
Często pozostawała im jedynie gra ”po koronie”, czyli wokół szczelnie ustawionych gości. Futbolówka lądowała w sektorach bocznych, gdzie najczęściej dochodziło do podwojenia krycia gracza z piłką i atak był powstrzymywany. W takich warunkach niezbędne okazywało się wsparcie skrajnych środkowych obrońców Chelsea…
…Antonio Ruedigera i Andreasa Christensena, występujących niekiedy bardzo wysoko na połowie madrytczyków.
Z pewnością mieli to na uwadze gracze Realu, którzy po odzyskaniu piłki oskrzydlali akcję z udziałem Viniciusa, prowokując zarazem doskok Christensena z dala od własnej bramki. W tych sytuacjach Brazylijczyk mógł wykorzystać swoją niewątpliwą przewagę dynamiki nad Duńczykiem i już w pierwszym kwadransie nękał go trzykrotnie w pojedynkach biegowych.
Sympatycy Ligi Mistrzów mogli odczuwać w tych chwilach niemałe déjà vu, odnośnie półfinałowej konfrontacji między tymi zespołami sprzed roku. Wówczas obrońcy Chelsea również interweniowali w środkowej tercji boiska, lecz sytuacja wokół, w tzw. centrum gry, przedstawiała się zgoła inaczej. Wówczas w pobliżu gotowych do pomocy było kilku partnerów z drużyny…
…którzy tym razem zostali zaabsorbowani przez konkretnych rywali. Wahadłowy Reece James skupiał się na początkowo nisko ustawionym Ferlandzie Mendym, a pomocnicy na swoich vis-a-vis, przez co Vinicius mógł rozpędzać się w starciu 1 na 1 z Christensenem. Należy także zwrócić uwagę na pozycję Karima Benzemy - Francuz operował między linią obrony i pomocy Chelsea, ”zamrażając” w miejscu obie te formacje.
Wobec tego utworzyła się kolejna wolna strefa między defensorami z Londynu, tzw. półprzestrzeń. Po akcji dwójkowej Viniego z Benzemą typu ”podaj i biegnij” padła stamtąd pierwsza bramka w meczu, a zanosiło się na nią już od kilku pierwszych minut spotkania.
Ustawienie zespołu z Hiszpanii skutecznie udaremniało pressing gospodarzy, począwszy od niskich stref. Goście maksymalnie rozszerzali pole gry, skupiali przeciwników przy liniach bocznych (zejście w ten sektor Casemiro) i następnie zmieniali kierunek ataku. Wsparcie w przenoszeniu ciężaru gry zapewniali Toni Kroos i Luka Modrić, ustawiający się między środkiem a bokiem placu gry, czym wywoływali wśród piłkarzy Chelsea dylematy w kryciu. Celem tych działań, na co wskazywała również gestykulacja graczy, było otwarcie kolejnego sektora - centralnego, przez który kilkukrotnie przeszło podanie prostopadłe. Należy w tym miejscu docenić również przemieszczanie się w przeciwną stronę
”Królewscy” potrafili się przedrzeć także skrzydłem. Tworzyli tam sytuacyjne romby, z których przemieszczali się w przeciwnych kierunkach, wyciągając obrońców z ich stref. Na powyższym przykładzie Federico Valverde (15) podciągnął z piłką przy linii bocznej, a Dani Carvajal (2) wbiegł w pole karne między defensorów. Angielscy komentatorzy nazywają ten ruch mianem ”underlapping run”, który zmusza przeciwników do dzielenia uwagi na piłkę po jednej stronie i rywala po drugiej.
Chelsea w swoich atakach mierzyła się z odmiennym wyzwaniem. Na płaski i nisko ustawiony blok obronny Realu musiała w specyficzny sposób znaleźć kawałek wolnej przestrzeni. W tym celu dobrze sprawdzało się rozegranie na tzw. trzeciego zawodnika. Gracz na skrzydle (Reece James) prowadził piłkę wzdłuż linii obrony i zapraszał do doskoku kilku rywali, po czym wycofywał piłkę do pomocnika. W związku z tym goście podwyższali swoje ustawienie, zostawiając za plecami dodatkowych kilka metrów. Plecy przeciwników stanowią w tych momentach strategiczny punkt działań napastnika. Tym samym, w 40. minucie Kai Havertz ”wkleił” się między defensorów i uciekł z pola widzenia Daniego Carvajala (2), dzięki czemu mógł zamienić na gola celne dośrodkowanie Jorginho.
Chelsea, goniąc niekorzystny wynik, zmieniła w drugiej połowie system gry. Przeszła z ustawienia z trójką obrońców na czwórkę i dodatkowo wzmocniła przednią formację poprzez wejście Romelu Lukaku. Od tej pory centry w pole karne posyłał wciąż Reece James, lecz już nie jako wahadłowy, a boczny defensor. Podania mógł kierować do kilku partnerów, którzy odtąd nie *byli* w polu karnym, a *przebywali* w nim po wbiegnięciu z głębi pola.
Rotacje ”The Blues” zaczęły sprawiać piłkarzom Ancelottiego problemy w kryciu i powstawały między nimi luki. W półprzestrzenie *wbiegali* pomocnicy (12) i skrzydłowi (19), dzięki czemu Romelu Lukaku (9) zyskiwał odrobinę więcej miejsca i mógł zmniejszyć rozmiary strat.
Korekty taktyczne i personalne Chelsea w drugiej części gry mogą wlewać w serca londyńczyków nieco optymizmu przed rewanżem w Madrycie. Real po zdobyciu trzeciego gola minutę po przerwie nie był w stanie oddać już ani jednego strzału na bramkę Edouarda Mendy’ego, lecz z perspektywy całego spotkania należy stwierdzić, że ”Los Blancos” skuteczniej realizowali swoją strategię.