Tajemniczy powód niemocy Polaków. Ekspert pokazuje, jak powinno się to robić. "Bramka tkwi w szczegółach"

Dlaczego reprezentacja Polski po raz kolejny straciła punkty z Mołdawią, tym razem remisując 1:1? Czy poziom gry rzeczywiście był bardzo niski? Analiza nie pozostawia wątpliwości: Polska strzelała dużo, lecz na ślepo. Ekspert z Zachodu pokazuje, jak powinno się to robić.
Jak to możliwe, że biało-czerwoni oddali 21 strzałów na bramkę (w tym siedem celnych), których łączna wartość wyniosła aż 2.41 gola oczekiwanego (xG - dane FotMob) i tylko raz umieścili piłkę w siatce? Czy można tu mówić o pechu? I tak, i nie. Niektóre z tych sytuacji były statystycznie dobre, jednak większość z nich nie niosła ze sobą znaczącego zagrożenia. Mołdawianie z kolei oddali zaledwie cztery strzały na bramkę Wojciecha Szczęsnego, lecz jeden z nich był tym “złotym”.
Kilka dni wcześniej reprezentanci Wysp Owczych pomimo zerowego konta bramkowego pokazali, że można znaleźć luki w polskiej defensywie przy okazji stałych fragmentów gry. Przedłużone dośrodkowanie z rzutu rożnego wraz z wyblokiem stworzyło wolną przestrzeń w centralnym punkcie pola bramkowego…
…który wykorzystała Mołdawia. Kilku zawodników wbiegło w kierunku bliższego słupka, co można potraktować jako przynętę, ponieważ podążyło za nimi kilku Polaków kryjących indywidualnie. Dzięki temu w samym środku szesnastki niepilnowany znalazł się Ion Nicolaescu, po wcześniejszym zgubieniu Tomasza Kędziory. Strzał z tego miejsca oszacowano na 0.10 xG…
…czego Polska mogła gościom pozazdrościć. Piłkarze Michała Probierza po uderzeniach z rzutów rożnych ani razu nie przekroczyli wartości 0.10, gdyż nie oswobodzili się spod opieki obrońców. Na przykładzie z 17. minuty Jakub Kiwior wyskakuje do piłki z miejsca, podobnie jak jego defensor. Efekt: 0 goli, xG 0.05.
Podobnie sprawa się miała z uderzeniami z dystansu. Odległość do bramki była spora, a za piłką pozostawała cała linia obrony gości. Na obrazku strzał Karola Świderskiego z 19. minuty, rezultat: 0 goli, xG 0.03.
Nawet gdy podopieczni Michała Probierza przedostawali się za ostatnią linię obrony gości, detale decydowały o niepowodzeniu akcji. W 62. minucie Paweł Wszołek dograł piłkę na piąty metr do niepilnowanego - początkowo - Przemysława Frankowskiego, lecz dośrodkowanie odchodziło od bramki. Piłkarz Lens musiał uderzać zza siebie z ostrego kąta, postawił na tzw. nożyce, a w tym czasie trzech obrońców zdążyło stanąć na linii strzału. Wynik: 0 goli i 0.05 xG.
O tym, że podobna sytuacja wcale nie należy do łatwych, przekonał się również sam Wszołek. W 31. minucie stał się adresatem podania na róg pola bramkowego, lecz powtórzył się schemat ze strzałów Kiwiora i Frankowskiego - piłka odchodziła od bramki, a wahadłowy Legii Warszawa przed uderzeniem stał nieruchomo, wybijał się z miejsca, a na linii strzału stało pięciu obrońców. Werdykt: 0 goli, xG 0.13.
Warto przypomnieć, że Wszołek znalazł się w dokładnie tym samym miejscu w pierwszym spotkaniu z Wyspami Owczymi, lecz okoliczności nieco się różniły. Po pierwsze, przeciwnicy zostali wyciągnięci o kilka metrów wyżej, a po drugie piłka dokręcała się do bramki. Pozostało wówczas jedynie dołożyć nogę i piłka zatrzepotałaby w siatce.
Podobne odczucia mógł mieć także Jakub Kamiński w 86. minucie gry. Zamykał akcję na skraju pola karnego po odchodzącym dograniu Kamila Grosickiego, choć można było odnieść wrażenie, że dośrodkowanie w kierunku bramki - nawet z głębi pola - mogłoby sprawić więcej problemów defensywie Mołdawii. Ta wystąpiła w systemie z trójką środkowych obrońców, wobec czego centra za tego ostatniego, na róg pola bramkowego, stanowiłaby nie lada wyzwanie w interwencji, ponieważ nie wiadomo, kto miałby tę piłkę przeciąć. Tymczasem kontrujące uderzenie Kamińskiego z ostrego kąta zyskało wartość jedynie 0.08 xG. Więcej o sposobach dośrodkowań przeczytacie TUTAJ w analizie meczu Polski na Wyspach Owczych.
Bramka tkwi w szczegółach
Co więc zrobić, by dośrodkowanie miało sens? W dwóch sytuacjach można się było o tym przekonać. Tuż przed przerwą Karol Świderski zabrał ze sobą obrońcę ruchem w kierunku piłki, a w tej samej strefie znajdował się Arkadiusz Milik. Napastnik Juventusu skorzystał z sytuacji dwóch na jednego, a jego podwójna okazja strzelecka wyniosła łącznie aż 0.98 xG i 1.42 w światło bramki (xGOT). Należy podkreślić, że w momencie strzałów między piłką a bramką nie było ani jednego obrońcy.
Współpraca Milika ze Świderskim przyniosła w końcu bramkę na 1:1. Milik ruchem bez piłki ”wygonił” jednego stopera ze światła bramki, dzięki czemu zawodnik Charlotte oddał strzał pod kryciem zaledwie jednego Mołdawianina. Oczywiście, uderzał z dalszej odległości niż Milik w pierwszej połowie i zanim do tego doszło zwiódł obrońcę, lecz było widać w tym zarówno jakość indywidualną gracza, jak i zamysł. Wynik: 1 gol, 0.39 xG, 0.80 xGOT i wyrównanie stanu rywalizacji.
Biorąc pod uwagę sposób kreowania szans bramkowych, gol na 1:1 bardzo mocno przypominał sytuacje tworzone przez zespoły Luciena Favre’a w poprzedniej dekadzie. Borussia Moenchengladbach oraz Nicea strzelały na bramkę rzadko i z dalekich odległości, lecz bardzo często podawały piłki z bocznych sektorów do środka, skąd droga do siatki jest najkrótsza. ”Tajemnice Favre’a” przedstawił Christoph Biermann w książce "Piłkarscy hakerzy"*:
- Zawodnicy Nicei oddawali strzały, mimo że byli kryci, ale tylko w sytuacjach, gdy między piłką a bramką nie było zbyt wielu zawodników z pola - średnio ta wartość wyniosła 2,27 i okazała się najniższa w całej stawce drużyn. Jeszcze bardziej interesujący był jednak fakt, że w 60 procentach przypadków podopieczni Favre'a decydowali się na uderzenia w momencie, gdy drogę do bramki blokowało im tylko dwóch lub mniej rywali (nie licząc bramkarza).
Nie ilość, a jakość
Michał Probierz na pomeczowej konferencji prasowej przyznał, że sposób kreowania okazji strzeleckich, w tym niezliczona ilość dośrodkowań, pozostawiał w meczu z Mołdawią sporo do życzenia:
- W końcówce graliśmy już za nerwowo. Mimo tego, że stworzyliśmy kilka sytuacji i oddaliśmy kilka strzałów, niepotrzebnie ograniczaliśmy się do dośrodkowań, trzeba było spokojniej to rozwiązać. Zwracaliśmy uwagę na to, żeby więcej uderzać na bramkę, szukać możliwości zagrania piłki prostopadłej i właśnie takich momentów nam dzisiaj zabrakło - stwierdził selekcjoner.
W pozostałych fragmentach często przewijały się wyrazy ”selekcja” oraz ”indywidualności” dotyczące poprawy gry kadry.
Czy można jednak liczyć na pojedyncze błyski, gdy chodzi o grę w ataku jako całości? Pojedynek na skrzydle może wygrać nowy piłkarz dysponujący inną jakością, lecz rolę rozgrywającego, który decyduje o kierunku każdej akcji, trudno zatuszować. Bartosz Slisz i Patryk Dziczek w meczach z Wyspami Owczymi i Mołdawią raczej uciekali od gry do przodu…
…zamiast stworzyć i wykorzystać miejsce między liniami, które pojawiało się nawet w meczu z nisko broniącym się rywalem. Gra bezpośrednia i dośrodkowania mogą być skuteczne, ale trzeba je najpierw solidnie przygotować.
Reprezentanci Polski wciąż sprawiają wrażenie zawodników pochodzących z kilku piłkarskich kultur i krajów, co trudno będzie zmienić w najbliższym czasie. Łączy ich często tylko orzełek na piersi, należą do różnych pokoleń, które były inaczej szkolone. Selekcjoner odpowiedzialny jest dosłownie za selekcję i dobór systemu gry, w czym może pomóc zespołowi, lecz na wspólne szkolenie jest już za późno. Mistrzostwa Europy po teoretycznie najsłabszej grupie eliminacji odchodzą wielkimi krokami i należy uznać to za jak najbardziej sprawiedliwy wynik.
***
*Biermann C., tłum. G. Krzymianowski, Piłkarscy Hakerzy, Wydawnictwo SQN, Kraków 2022.