Sportswashing, muzułmanie i powiązania z gigantem. Tak Arabia Saudyjska "czyści" Premier League

Dyrektorze sportowy klubu Premier League! Masz starzejącego się piłkarza na wysokim kontrakcie, którego chciałbyś sprzedać w dobrej cenie? Zadzwoń do PIF!
Tak mogłaby brzmieć reklama Saudi Pro League (SPL), która od następnego sezonu powinna raczej nazywać się Saudi Premier League. Tak mocna jest ofensywa klubów z Arabii Saudyjskiej na piłkarzy grających w najlepszych angielskich klubach.
Zaczęli od Cristiano Ronaldo, który pokłócił się z Manchesterem United i niedługo później podpisał głośny kontrakt z Al-Nassr. Chociaż można zażartować, że szlak gwiazdom przetarł Grzegorz Krychowiak, jeszcze latem idąc na wypożyczenie do Al-Shabab.
PIF paf!
Po zakończeniu sezonu 2022/23 do gry wkroczył wspomniany w leadzie PIF, czyli Public Investment Fund - państwowy fundusz majątkowy Arabii Saudyjskiej, którego aktywa wycenia się na 620 miliardów dolarów i który skrzętnie inwestuje zarobione na handlu ropą pieniądze w przeróżnych firmach na całym świecie - od Bank of America i Disneya po Facebooka i Ubera.
Działalnością PIF kieruje Yasir Al-Rumayyan, który jest jednocześnie prezesem Saudi Aramco - największego na świecie koncernu paliwowego (tego samego, który prowadzi tajemnicze interesy z PKN Orlen) oraz... Newcastle United, bo klub ten od blisko dwóch lat w pełni należy do Arabii Saudyjskiej.
Realnym szefem PIF jest jednak saudyjski następca tronu, który de facto już dziś rządzi krajem, książę Mohammed bin Salman. Fundusz to drogocenna zabawka w jego rękach. Poprzez jego inwestycje krok po kroku przeprowadza gospodarkę królestwa na drogę modernizacji, dywersyfikacji i mniejszego uzależnienia od ropy naftowej.
Na początku czerwca ogłoszono przejęcie przez PIF czterech największych i najpopularniejszych saudyjskich klubów z dwóch największych miast: mistrza Al-Ittihad (z siedzibą w Dżeddzie), wicemistrza Al-Nassr (Rijad), trzeciej drużyny ostatniego sezonu Al-Hilal (Rijad) i zwycięzcy drugiej ligi, beniaminka Al-Ahli (Dżedda). Cztery kolejne kluby zostały wykupione przez państwowe firmy, a reszta ligi ma niedługo podążyć w ich ślady.
Oficjalnie proces ten nazwano prywatyzacją ligi, choć w rzeczywistości jest to przecież jej odwrotność - nacjonalizacja. Cel: uczynienie z Saudi Pro League jednej z dziesięciu najlepszych i najpopularniejszych lig piłkarskich na świecie. I promowanie kraju poprzez tę ligę. Tak, by mniej niż z więzieniem i mordowaniem dysydentów i łamaniem praw człowieka kojarzyła się z bajońskimi kontraktami i pięknymi golami.
W tym samym czasie należący do PIF cykl LIV Golf połączył się z konkurującym z nim dotychczas PGA Tour, co po latach konfliktu de facto oznacza przejęcie kontroli nad światowym golfem przez Arabię Saudyjską. Ale to jest temat na osobny artykuł.
Życzenie księcia
Ludzie bin Salmana szybko przeszli od słów do czynów. Dzień po ogłoszeniu planu przebudowy krajowej ligi oficjalnie potwierdzili transfer Karima Benzemy do Al-Ittihad. Francuz nie przedłużył kontraktu z Realem, stawiając "Królewskich" w trudnej sytuacji, ale można go zrozumieć - na Półwyspie Arabskim ma zarabiać ok. 200 milionów dolarów rocznie. Tyle co Ronaldo.
- Książe Salman chciał wiedzieć, czemu na niektóre mecze SPL przychodzi 60 tysięcy ludzi, a na inne prawie nikt. I doszedł do oczywistego wniosku: ogólna jakość ligi jest zbyt niska - mówi "The Athletic" anonimowy konsultant bliski planom Saudyjczyków.
Piłka nożna jest w tym kraju sportem zdecydowanie numer jeden, widać to było na mundialu w Katarze, ale na co dzień meczami ligowymi emocjonują się tylko kibice w największych miastach. Jest ogromna różnica w poziomie gry i frekwencji pomiędzy ścisłą czołówką a resztą ligi. Dlatego cel to "rozmieszczenie" ściąganych z Europy gwiazd po wszystkich klubach. Na razie Al-Nassr ma Ronaldo, a Al-Ittihad Benzemę.
Al-Hilal celowało w samego Lionela Messiego, oferując mu zarobki dwukrotnie przebijające "kolegów" z Realu, ale Argentyńczyk ostatecznie postawił na biznesplan MLS, Davida Beckhama i Interu Miami. Woli życie na hiszpańskojęzycznej Florydzie niż ambitną, ale nadal niepewną operację "pustynna burza". Zobaczymy, czy podobne decyzje podejmą Sergio Busquets i Jordi Alba. Obaj też mają oferty z petromocarstwa.
Następnie Saudyjczycy skierowali swój wzrok na Premier League - najlepszą piłkarską ligę świata. Zaczęli od rodaka Benzemy, N'Golo Kante, który po ośmiu latach w Anglii nie przedłużył kontraktu z Chelsea i odszedł za darmo do Al-Ittihad.
Kolonizacja Wysp Brytyjskich
Potem wydarzyło się jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Matteo Moretto, dziennikarz "Relevo", poinformował, że zawodnikiem Al-Hilal zostanie Ruben Neves. Portugalczyk z Wolverhampton jakoś nie pasuje do wizerunku piłkarskiego emeryta, dla którego odcinanie kuponów na Bliskim Wschodzie byłoby na tym etapie kariery najlepszą opcją. Ma dopiero 26 lat. Po zakończeniu sezonu z Wolves deklarował, że chce grać w Lidze Mistrzów. Od dawna rozmawiał z Barceloną. I, przede wszystkim, nie wygasa mu kontrakt. Saudyjczycy zapłacą za niego aż 55 milionów euro. To precedens.
- Jeszcze niedawno wydawało mi się, że patrzą jednak - w swoich oczywiście kategoriach - zdroworozsądkowo, szukając okazji wśród zawodników dostępnych z wolnego transferu. Ale to jednak coś nowego. Ruben Neves to oczywiście piłkarz z wysokiego poziomu, ale nie z topu, a ma pobić dotychczasowy rekord zakupowy SPL trzykrotnie. Sytuacja jest dynamiczna. Tym bardziej, że w niektórych klubach dopiero ruszają procesy po tej "prywatyzacji", a okno trwa długo. Myślę, że teraz widzimy dopiero rozgrzewkę - zwiastuje Paweł Machitko, redaktor naczelny serwisu "Transfery.info".
- Z tego, co słyszę, prezesi i dyrektorzy kilku najważniejszych saudyjskich klubów od pewnego czasu stacjonują w Londynie. Mieszkają w tamtejszych hotelach i tam negocjują transfery kolejnych zawodników z Premier League - zdradził dziennikarz newsowy Matteo Moretto w czwartkowym "Oknie Transferowym". - Wielu piłkarzy bardzo chciałoby tam trafić, nie tylko z Anglii, ale też z La Liga - dodał.
Arabskie perły
Jeśli Neves nie jest gwiazdą europejskiej piłki, to jego rodak, Bernardo Silva już tak. Wygrał właśnie z Manchesterem City potrójną koronę, w półfinale Ligi Mistrzów strzelił Realowi dwa gole. Ma 28 lat i kontrakt do 2025 roku. Od pewnego czasu wzdycha jednak za powrotem na Półwysep Iberyjski. Też marzyłaby mu się "Barca", ale zamiast Katalonii też może skończyć nad Morzem Czerwonym. O propozycji z SPL dla Bernardo poinformował David Ornstein.
Menedżerem całej trójki - Ronaldo, Nevesa i Silvy - jest oczywiście Jorge Mendes, który doskonale czuje koniunkturę. Do końca sierpnia możemy zapewne spodziewać się kolejnych ofert dla Portugalczyków. Saudyjczycy zapytali też o Heung-min Sona z Tottenhamu, ale usłyszeli, że Koreańczyk nie jest na sprzedaż i sam na razie nie widzi się w tej lidze.
- Skoro liczy się promocja państwa i kandydatury gospodarza mistrzostw świata w 2030 roku, to najpierw trwają poszukiwania najbardziej medialnych nazwisk. Ale uwaga - najbardziej medialnych nie tylko na rynku europejskim, bo ten to tylko fragment. Widać też, że łatwiej namówić na transfer zawodników wyznających islam, często też popularniejszych w świecie arabskim. Absolutnym priorytetem - skoro przyszedł już Ronaldo, a odmówił Messi - będzie pewnie Mohamed Salah, ale ten zapewne jeszcze pogra sezon w Liverpoolu. Saudyjczycy będą chcieli szybko kupić sympatię nie tylko Azji, ale i Afryki - zauważa Machitko, nawiązując do krajowego projektu "Vision 2030", którego perłą w koronie byłby mundial za siedem lat.
W tym kraju tylko religia ma większą od sportu moc angażowania społeczeństwa. Idealnym połączeniem będą piłkarze-muzułmanie, którzy nie kryją się ze swoim wyznaniem i którzy - jak Benzema - będą zapewniać, że zawsze marzyli o życiu bliżej Mekki i Medyny. Tacy jak Kante. Jak Riyad Mahrez z Manchesteru City. Jak Thomas Partey z Arsenalu. Jak Kalidou Koulibaly i Hakim Ziyech z Chelsea...
Paczka z Londynu
W minioną środę Fabrizio Romano potwierdził, że po niedługich negocjacjach trzej zbędni, ale kosztowni piłkarze "The Blues" przeniosą się do SPL. Bramkarz Edouard Mendy do Al-Ahli, Ziyech do Al-Nassr, a Koulibaly do Al-Hilal. Dwaj pierwsi mieli kontrakty do 2025 roku. Koulibaly, który przecież zaledwie rok temu przyszedł z Napoli, jeszcze o rok dłuższy. Saudyjczycy muszą więc zapłacić za cały ten "londyński pakiet" konkretne pieniądze. Kolejni, z którymi rozmawiają, to Callum Hudson-Odoi i Pierre-Emerick Aubameyang.
Taka hurtowa sprzedaż musiała budzić podejrzenie. Tym bardziej w obecnej sytuacji Chelsea, która musi grubo wyczyścić za duży i kosztowny skład, żeby zmieścić się w ramach Finansowego Fair Play po niedawnych (i dalszych planowanych) szaleństwach na rynku transferowym.
Kibice innych klubów Premier League szybko przypomnieli, że saudyjski PIF ma udziały w funduszu inwestycyjnym Clearlake Capital, do którego należy Chelsea i że wraz z Toddem Boehlym mają inne wspólne inwestycje. Czy tylko dlatego mieliby wykupować ich piłkarzy po nierynkowych cenach? Niekoniecznie.
Dziennikarz "The Athletic" Matt Slater dogłębnie zbadał sprawę i zapytał o opinię ekspertów. Clearlake jest jedną z największych "private equity firms" na świecie, która ma ponad 300 inwestorów-instytucji z 40 krajów i sześciu kontynentów. Owszem, PIF znajdziemy wśród nich, ale nie może mieć więcej niż pięć procent udziałów w Clearlake. Czemu miałoby wspierać "na lewo" należącą do Amerykanów Chelsea, a nie własne Newcastle? Tym bardziej, że potężne dotowanie amerykańskich funduszy nie jest zgodne ze stylem robienia interesów przez Saudyjczyków. To tylko malutka część ich portfolio.
Osobiste spotkania Boehly'ego z szejkami ubranymi w sauby (tradycyjna arabska szata) z zewnątrz nie wyglądają najlepiej, ale żaden z przepytanych przez Slatera badaczy i niezależnych obserwatorów nie widzi tu konfliktu interesów ani teorii spiskowej. Czysty biznes: Chelsea chętnie pozbędzie się akurat tych piłkarzy, a saudyjskie kluby chętnie ich wykupią. Jednocześnie sprzedaje m.in. Mateo Kovacicia do Manchesteru City, a Kaia Havertza do Arsenalu.
W rzeczywistości ekspansja Saudi Pro League otworzyła szanse nie przed jednym konkretnym, a przed w zasadzie każdym dużym klubem, który ma piłkarza na wysokim i długim kontrakcie i nie wie jak się go pozbyć, żeby nie być stratnym. Jako pierwsi skorzystali na tym Wolves, bo oferta za Nevesa była z tych nie do odrzucenia. Ale za chwilę pojawią się kolejne takie ruchy. Arsenal sonduje możliwość sprzedania do Arabii Parteya. Manchester United ma to z tyłu głowy rozmawiając z Davidem de Geą. Inter Mediolan dostał ofertę za Marcelo Brozovicia. Atletico chętnie sprzeda Saula Nigueza. Zabawa dopiero się zaczyna.
A w tym wszystkim nasz rodak. Saudyjczycy mają też zakusy na wielkich trenerów. Na razie jednak Rudi Garcia odszedł z Al-Nassr do Napoli. Za to trenerem Abha Club - 12. siły zeszłego sezonu - został Czesław Michniewicz. Życzymy powodzenia i głośnych wzmocnień!