Smutny upadek mistrza świata. Był na szczycie, dziś nie chce go nikt. Nie tylko FC Barcelona
W wieku 24 lat był mistrzem świata i jednym z podstawowych zawodników FC Barcelony wzbudzających zainteresowanie innych klubów z najwyższej półki. Jedna nieopatrzna decyzja sprawiła, że od wielu miesięcy trudno uznawać go za zawodowego piłkarza. Dlaczego Samuel Umtiti zanotował taki zjazd i czy jego kariera może jeszcze wrócić na właściwe tory?
- Smutno mi z powodu nieprawdziwych informacji, które pojawiły się w mediach na temat Umtitiego. Współczuję Samuelowi, bo wiem, że nie przybył do naszego klubu na żadne badania lekarskie, a szczególnie na takie, których by nie zdał - przyznał niedawno Bruno Genesio, trener Rennes.
Szkoleniowiec skomentował plotki katalońskich mediów, które głosiły, że Umtiti miał ofertę z francuskiego klubu, ale oblał testy medyczne. W tym przypadku jednym z problemów jest oczywiście skłonność dziennikarzy do fałszowania rzeczywistości. Inna sprawa to fakt, że wielu obserwatorów kompletnie nie zdziwiło to, że faktycznie mogło dojść do sytuacji, w której Umtiti nie zdaje badań przed potencjalnym transferem. Niestety, ale Francuz zapracował na renomę zawodnika, którego tak naprawdę trzeba powoli traktować jak emerytowanego kombatanta. W Barcelonie niepotrzebny, przez nikogo innego niepożądany. Oto smutna rzeczywistość gracza, który przecież jeszcze przed czterema laty znajdował się na sportowym Olimpie.
Bestia
- Niektórzy zawodnicy nie są dojrzali w wieku 30 lat, inni osiągają to jako 20-latkowie. Samuel należy do tej drugiej grupy. On zasługuje na uznanie, to piłkarz silny, z charakterem i osobowością. Takich potrzebujemy - mówił Didier Deschamps na antenie “Telefoot”, kiedy wychowanek Lyonu wkraczał do seniorskiej kadry.
Początkowo kariera Umtitiego układała się we wzorowy sposób. W wieku 22 lat był członkiem pierwszego składu reprezentacji Francji, która dotarła do finału mistrzostw Europy. W tym samym czasie Barcelona sfinalizowała jego transfer z Lyonu, płacąc 25 mln euro - kwotę uznawaną wtedy za promocję, wręcz kradzież w biały dzień na rynku. “Duma Katalonii” pozyskiwała jednego z najbardziej obiecujących obrońców młodego pokolenia, który w dodatku udowodnił, że presja gry na Camp Nou zupełnie go nie przytłacza.
Dziś brzmi to absurdalnie, ale swego czasu Umtiti po prostu był czołowym defensorem świata. W sezonach 2016/17 i 2017/18 stanowił o sile barcelońskiego bloku obronnego. Zapewniał spokój w tyłach, siłę fizyczną, ale również nieprzeciętne umiejętności w zakresie rozgrywania piłki, budowania akcji od tyłu, co jest jednym z credo filozofii “Blaugrany”. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że reprezentant “Trójkolorowych” był wówczas najważniejszym elementem defensywy “Barcy”, a przynajmniej tym, który zapewniał najlepsze wyniki. W pierwszych dwóch sezonach Barcelona z Francuzem w składzie wygrywała 83% spotkań. Bez niego współczynnik zwycięstw drastycznie pikował do 53%.
- Samu idealnie odnalazł się w Barcelonie. W tym klubie naprawdę trudno jest zaadaptować się jako nowy obrońca, ale jemu to się udało. Wszystko dzięki wyjątkowej osobowości i oczywiście wielkiej jakości - chwalił wtedy Lilian Thuram na antenie “Catalunya Radio”.
- Umtiti jest znakomitym obrońcą, uwielbiam takich piłkarzy. Myślę, że znajduje się w gronie najlepszych stoperów świata - wtórował legendarny Marcel Desailly.
- Umtiti będzie Beckenbauerem w Barcelonie. On jest znacznie lepszy niż ja, kiedy grałem na Camp Nou - dodał Eric Abidal w rozmowie z “RAC 1”.
Zdrowotna gehenna
Zachwyty nad grą obrońcy były całkowicie zrozumiałe, patrząc na to, w jaki sposób radził on sobie pod okiem Luisa Enrique i Ernesto Valverde. W pewnym momencie to od jego nazwiska trenerzy Barcelony budowali defensywę na kolejne spotkania. Wszystko zmieniło się w 2018 roku, kiedy wielkimi krokami zbliżały się mistrzostwa świata. Wszyscy pamiętamy, że Francja sięgnęła wtedy po złoto, a stoper Barcelony był jednym z jej kluczowych zawodników. To on strzelił jedynego gola w półfinałowym starciu z Belgią, będąc w międzyczasie skałą nie do przejścia. Umtiti i Raphael Varane tworzyli wówczas najlepszy duet świata. Jak groteskowo się to wspomina, patrząc na to, w jakiej formie obaj znajdują się obecnie.
Problem w tym, że jeszcze przed mundialem Umtiti doznał urazu kolana. Katalońskie media informowały wtedy, że Barcelona naciskała na to, aby piłkarz poddał się operacji, która wyłączyłaby go z gry na kilka miesięcy, ale jednocześnie pozwoliła uniknąć kłopotów zdrowotnych w przyszłości. Umtiti miał odmówić w obawie przed perspektywą przegapienia życiowej szansy na udział w mistrzostwach świata. Francuz wygrał mundial, ale tym samym podpisał wyrok na swoją karierę.
- Odmowa operacji? Odwiedziłem trzech czy czterech lekarzy, którzy powiedzieli mi, że nie muszę poddawać się zabiegowi, że to duże ryzyko związane z możliwymi przewlekłymi problemami z chrząstką. To była moja decyzja, stawką była moja kariera. Myślę, że większość porad pochodziła od ludzi, którzy chcieli dla mnie jak najlepiej, chociaż niektóre zalecenia niekoniecznie były odpowiednie dla mojego kolana. Prostym wyborem była operacja, ale to nie w moim stylu. Chciałem walczyć, jestem silny psychicznie i nie poddaję się w ciężkich sytuacjach - tłumaczył później Umtiti w wywiadzie dla “L’Equipe”.
Piłkarz podjął ryzyko, które być może opłaciło się ze względu na złoty medal mistrzostw świata. Trudno jednak w pełni zrozumieć postępowanie zawodnika, jeśli w dłuższej perspektywie okazało się, że wypisał się on z poważnego grania. Od sezonu 2018/19 Barcelona właściwie nie może liczyć na Francuza, który wciąż zmaga się z szeregiem urazów. Alternatywne metody leczenia i uniknięcie operacji pozwoliło obrońcy wziąć udział w mundialu, ale wywarło katastrofalny wpływ na stan jego kolana.
Już w 2019 roku dziennikarze informowali, że Umtiti musi prawie po każdym meczu korzystać z przeciwbólowych zastrzyków z kwasem hialuronowym. Poddawał się również kuracji komórkami macierzystymi, aby odbudować naruszoną chrząstkę w kolanie. Wszystko na nic. W jednej chwili Barcelona miała jednego z najlepszych stoperów świata, w drugiej sportowego inwalidę, który od czterech lat nie dobił do bariery 20 rozegranych spotkań w sezonie.
“Prezent” od Bartomeu
Barcelona od lat męczy się z Samuelem Umtitim, którego można nazwać żywym spadkiem po poprzednim zarządzie. Sytuacja Francuza jest kolejnym dowodem na niekompetencję Josepa Marii Bartomeu. Patrząc na niektóre działania byłego już prezesa, można dojść do wniosku, że za punkt honoru obrał on sobie doprowadzenie klubu z Camp Nou na skraj upadku. Jego misja prawie zakończyła się powodzeniem. To poprzedni możnowładcy Barcelony w 2018 roku przedłużyli kontrakt z Umtitim. Dokonali tego, kiedy w mediach spekulowano o możliwym odejściu piłkarza do Premier League. Spekulowano, że choćby Manchester United jest w stanie zapłacić jego klauzulę odstępnego, która wynosiła 60 mln euro. Wtedy uznawano, że “Czerwone Diabły” dokonałyby świetnego interesu. Dziś zawodnik “Barcy” na rynku nie jest wart nawet 60 eurocentów.
“Blaugrana” zdecydowała się jednak za wszelką cenę zatrzymać Umtitiego. Aby nawet nie myślał on o przenosinach do Anglii, złożono mu ofertę nie do odrzucenia. Na mocy tego porozumienia otrzymał pensję na poziomie około 16 mln euro netto rocznie. Warto dodać, że lekarze odradzali taki ruch ze względu na ryzyko przewlekłych problemów z kolanem. Bito na alarm, ponieważ już w wieku 17 lat Umtiti musiał poddać się artroskopii. Stan jego nogi wisiał na włosku, a medycy przewidywali, że niedługo nie będzie w stanie grać. Bartomeu wiedział lepiej. Prezes miał plan. Jaki? Sprytny.
Od momentu podpisania kontraktu, po którym stał się jednym z najlepiej zarabiających obrońców świata, Umtiti rozegrał dla Barcelony 50 spotkań. W minionych rozgrywkach wystąpił tylko w jednym meczu i nie spisał się wybitnie, bowiem Katalończycy zremisowali 2:2 z Osasuną. W hierarchii Xaviego Hernandeza Francuz przegrywał rywalizację nawet z Clementem Lengletem, Oscarem Minguezą i pewnie również klubowym kierowcą czy woźnym.
28-latek ostatnimi czasy przysłużył się jedynie zgodą na rozłożenie w czasie gigantycznych zarobków. Na początku roku Barcelona miała problem z zarejestrowaniem Ferrana Torresa ze względu na kuriozalną drabinkę płacową, w której Umtiti zajmował miejsce na jednym z wyższych szczebli. Umowę obowiązującą pierwotnie do 2023 roku rozłożono zatem na kolejne trzy lata. Z jednej strony można pochwalić klub za kreatywną księgowość. Z drugiej jednak “Barca” prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będzie musiała męczyć się z mistrzem świata. Potencjalni pracodawcy jak ognia unikają zawodnika, który najzwyczajniej w świecie nie jest już zdolny do gry na odpowiednim poziomie.
Toksyczny związek
Sytuacja Umtitiego wzbudza wściekłość wśród kibiców Barcelony. Do niedawna był on jednym z najlepiej zarabiających graczy na Camp Nou, chociaż od czterech lat nie przysłużył się drużynie żadnym dobrym występem. Brutalna prawda jest taka, że Francuzowi bliżej do luksusowo opłacanego rencisty niż zawodowego piłkarza. 28-latek na własnej skórze odczuł zatem oznaki niezadowolenia. W internecie można znaleźć wiele filmików, na których widać, że fani Katalończyków “witają” obrońcę środkowymi palcami i wulgarnymi okrzykami, gdy ten zjawia się przed ośrodkiem treningowym. Musiał on też zmierzyć się z gwizdami podczas starć z Getafe czy Juventusem w ubiegłorocznej edycji Pucharu Gampera.
- Nikt nie wie, ile zrobiłem i nadal robię. Odbywam mnóstwo treningów, czasem po dwa dziennie, jestem bardzo pracowity. Musiałem pracować ciężej od innych, ale nie mówiłem o tym, więc ludzie myśleli, że nic nie robię i leżę na kanapie. Gwizdy mnie zabolały, nie sądziłem, że coś takiego spotka mnie w klubie, który kocham. Chcę dać z siebie wszystko, tak jak robiłem to od samego początku w Barcelonie - stwierdził w rozmowie z “Mundo Deportivo”.
Xavi definitywnie skreślił Umtitiego, o czym świadczy, że nie poleciał on nawet na przedsezonowe tournee do Stanów Zjednoczonych. Barcelona nie potrzebuje już obrońcy, mając w klubie Ronalda Araujo, Gerarda Pique, Erika Garcię, Andreasa Christensena czy niedługo również Julesa Kounde. Sęk w tym, że niełatwo będzie znaleźć klub, który nawet za darmo zechce pozyskać zawodnika, który prawie nie ma jednego kolana.
Niewykluczone, że wieczny rekonwalescent kolejny rok spędzi na trybunach w Katalonii, inkasując część swoich astronomicznych zarobków. Można jedynie zastanawiać się, czy te pieniądze stanowią wystarczającą rekompensatę za kompletne zniszczenie własnej kariery. Wydawałoby się, że będąc mistrzem świata i piłkarzem Barcelony nie możesz znaleźć się na sportowym dnie. Umtiti pokazał, że niemożliwe nie istnieje.