Śmiać się czy płakać? Kolejny trener z Ekstraklasy ofiarą własnych wyników

Śmiać się czy płakać? Kolejny trener z Ekstraklasy ofiarą własnych wyników
asinfo
Trudno nie lubić Wisły Płock. Zabawna i kreatywna komunikacja w mediach społecznościowych, wzorowa współpraca z dziennikarzami, kilku solidnych, charakternych piłkarzy, oddani ludzie u steru i sympatyczny, normalny facet na stanowisku trenera. Ten mały klub ma swoje ambicje, ale też umie mierzyć siły na zamiary. A przynajmniej tak się do niedawna wydawało.
W poniedziałek zwolniono bowiem Macieja Bartoszka.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Po przerwie zimowej Nafciarze rozegrali cztery kolejki, w których udało się zdobyć zaledwie jeden punkt. Po serii trzech porażek z rzędu klub zdecydował się na zakończenie współpracy - czytamy w oficjalnym komunikacie. Ogólny bilans Bartoszka też nie rzuca na kolana: w 30 meczach zanotował 11 zwycięstw, pięć remisów i 14 porażek.
- Mimo ostatnich niepowodzeń nie można zapomnieć o tym, że to właśnie pod jego wodzą płocczanie zanotowali historyczną rundę jesienną, w której nie odnieśli ani jednej ligowej porażki na własnym terenie - napisano. A jednak w klubie zapomnieli.
Zapomnieli również, że tuż przed przerwą zimową Bartoszek zanotował taką serię wyników: 2:0 z Wisłą Kraków, 1:1 z Termalicą, 2:1 z Wartą, 2:1 z Cracovią, 1:2 ze Stalą, 1:0 z Legią i 1:0 z Lechią.
Zapomnieli, że to jego pierwszy taki dłuższy kryzys. Że wcześniej nigdy Wisła pod jego wodzą nie przegrała trzech meczów z rzędu. Że przed nią teraz spotkania z Górnikiem Łęczna, Jagiellonią i Śląskiem, a spora szansa, że zespół wyszedłby z dołka. Że zajmuje dziesiąte miejsce w tabeli ze stratą tylko trzech punktów do szóstego Górnika.
Zapomnieli wreszcie, że - z całym szacunkiem - nie mają kadry na puchary. W zeszłym sezonie ledwo uchronili się przed spadkiem i to w dużej mierze dzięki Bartoszkowi.
Trener miał kontrakt tylko do końca sezonu - naprawdę na 11 kolejek przed końcem i na bezpiecznym miejscu w środku tabeli nie można było dać mu jeszcze popracować? Udowodnić, że jest nie tylko "strażakiem" - o czym twierdziła niedawno sama Wisła przedłużając z nim umowę.
Według naszych informacji, negatywnie pracę Bartoszka oceniał dyrektor sportowy Paweł Magdoń. Nie podobało mu się, że trener stawia na starszych, doświadczonych piłkarzy i że Wisła nie gra pięknie jak Barcelona. Czekał tylko na dobrą okazję, by dokonać zmiany.
Szkoda tylko, że dokonał jej zanim znalazł następcę. Według Sebastiana Staszewskiego z Interii, jednym z kandydatów jest Mariusz Lewandowski. Ten sam Mariusz Lewandowski, który za słabe wyniki był zwalniany z Zagłębia Lubin i Bruk-Betu Termaliki i którego drużyny wcale nie grały bardziej atrakcyjnie niż te prowadzone przez Bartoszka.
Naprawdę w tym ruchu nie widać żadnej logiki. Jak w klubie ma zapanować jakakolwiek ciągłość jeśli trenera zwalnia się po trzech porażkach? Powiedzmy wprost - ta decyzja jest śmieszna (tylko nie dla Bartoszka). I niczym w krzywym zwierciadle odbija się w niej śmieszność całej polskiej, ligowej piłki.

Przeczytaj również