Sezon prawdy Mourinho w Romie. Słodko-gorzki czas "The Special One". To jego główny grzech

Sezon prawdy Mourinho. Słodko-gorzki czas "The Special One". To jego główny grzech
Insidefoto/Pressfocus
Jose Mourinho to dla jednych wypalony trener z przestarzałą taktyką, dla drugich geniusz z mentalnością zwycięzcy, która pozwala zdobywać trofea. Swoją pracą w Romie “The Special One” zdaje się godzić obie strony.
Rok temu “Wieczne Miasto” Rzym zostało ogarnięte największą ekstazą od czasów Scudetto, które zostało zdobyte w 2001 roku. Roma po wielu latach sięgnęła po trofeum, wygrywając europejskie rozgrywki. Kiedy na ulicach jeszcze trwało świętowanie, do zespołu dołączyli piłkarze cieszący się wielką renomą, jak Paulo Dybala i Gini Wijnaldum. Wydawało się, że lada moment “Giallorossi” wejdą na ścieżkę sukcesów, a Jose Mourinho stanie się nowym cezarem dla lokalnej społeczności. Rzeczywistość szybko jednak sprowadziła rzymian na ziemię, a portugalski szkoleniowiec w obecnym sezonie musi udowodnić swoją jakość.
Dalsza część tekstu pod wideo

Oczekiwania

Gdy Mourinho w 2021 roku został trenerem Romy, fani klubu oczekiwali tego, że Portugalczyk nada klubowi tożsamość i przywróci mu entuzjazm. Właściciele mieli nadzieję na rozwój marketingowy i w tej materii przyjście Mourinho z pewnością nadało zespołowi większej medialności. Jeśli chodzi o boiskowe cele, to “The Special One” miał wreszcie coś wrzucić do gabloty, gdyż kibice “Giallorossich” od 13 lat nie widzieli żadnego klubowego trofeum. W tych wszystkich aspektach “Mou” wywiązał się znakomicie ze swojej roli. Dziś na mecze Romy chodzi zdecydowanie więcej fanów niż wcześniej za Paulo Fonseki, a Stadio Olimpico uchodzi za twierdzę ze wspaniałą atmosferą i jedną z trzech najwyższych frekwencji w Serie A. Do tego po czternastu latach posuchy Roma sięgnęła po Ligę Konferencji Europy, co sprawia, że przesiąknięci emocjami kibice nadal oddają cześć Portugalczykowi. Myśląc jednak o rozwoju klubu w perspektywie długofalowej, trzeba rozwijać piłkarzy, zajmować wysokie miejsce w tabeli włoskiej Serie A i grać w Lidze Mistrzów. Przychody z tych rozgrywek umożliwiają dynamiczny rozwój kadry. W żółto-czerwonej części Rzymu nie widziano Champions League od pięciu lat i Jose Mourinho nie zrobił wszystkiego, aby przybliżyć do niej swój zespół.
- To słodko-gorzki czas słynnego szkoleniowca. Trudno nazwać rozwojem okres, w którym Roma przez dwa sezony nie przybliża się w najmniejszym stopniu do miejsca w czołowej czwórce ligi. Należy docenić fakt, że Jose Mourinho wygrał z Romą Ligę Konferencji Europy i rok później dotarł do finału Ligi Europy, nie można jednak lekceważyć sytuacji we włoskiej Serie A - mówi nam Filip Macuda z portalu “Calcio Merito”, prywatnie sympatyk Romy.

Brak rozwoju

Warto przy tym zauważyć, że letnie okno transferowe po raz trzeci z rzędu sprawia, że kibice Romy wpadają w szaleńczą radość. Dwa lata temu klub objął porównywany do Juliusza Cezara Mourinho, rok później dołączył do niego powitany niemal niczym król Paulo Dybala. Teraz Romelu Lukaku jeszcze przed przylotem do Rzymu doczekał się muralu porównującego go do Juby, przyjaciela Maximusa z filmu “Gladiator”, który nadal jest często przywoływany w stolicy Włoch.
Wyniki ligowe nie są jednak tak kolorowe i zmuszają do refleksji. Można nawet się zastanawiać, czy za chwilę nie da o sobie znać syndrom trzeciego sezonu Mourinho. Dobrze pamiętamy, kiedy w przeszłości Portugalczyk opuszczał swoje miejsca pracy skłócony z piłkarzami, zarządem klubu, a także kibicami.
“The Special One” przejął zespół po swoim rodaku Paulo Fonsece, który może i nie miał rewelacyjnych wyników, ale momentami ofensywna, pełna polotu i fantazji gra “Giallorossich” mogła się podobać. Wówczas można było dostrzec rozwój znacznej części zawodników, m.in. Lorenzo Pellegriniego, Jordana Veretout, czy Gonzalo Villara. Romę Fonseki można określić jako mniej uzależnioną od talentu poszczególnych piłkarzy. Miała co prawda spore braki kadrowe, dobrze funkcjonowało jednak wiele rozwiązań drużynowych. Za stereotyp Romy Fonseki można zaś uznać fatalne radzenie sobie z ligową czołówką, Mourinho posiada łatkę trenera, który posiada mentalność zwycięzcy i potrafi przygotować drużynę na pojedyncze mecze, również te, kiedy rywal góruje nad jego zespołem jakością piłkarską. Tymczasem podczas dwóch sezonów pracy na Stadio Olimpico Mourinho i Fonseca uzyskali taką samą liczbę punktów w starciach z najlepszymi drużynami w Serie A (20 pkt w 24 meczach).
Brak rozwoju Romy pod wodzą Mourinho jest widoczny w również w ligowej tabeli. “Giallorossi” pod wodzą utytułowanego szkoleniowca dwa razy zajmowali w lidze szóstą lokatę, gromadząc na swoim koncie 63 punkty. Wcześniej z Paulo Fonseką Roma uplasowała się najpierw na piątym, później na siódmym miejscu. Warto jednak zaznaczyć, że w sezonie 2019/2020 “Romaniści” zdobyli 70 punktów. Mourinho nie potrafił zbliżyć się do tego rezultatu. Ponadto pracując w Romie przez dwa sezony wyśrubował najsłabszą w karierze średnią liczbę punktów na mecz (1,70). Fonseca, którego mocno krytykowano, był minimalnie lepszy w tym aspekcie (1,77).

Uzależnienie od Dybali

Oglądanie większości meczów Romy było wątpliwą przyjemnością dla wielu neutralnych sympatyków Serie A. Drużyny prowadzone przez Jose Mourinho słyną z tego, że rzadko kiedy posiadają piłkę i tworzą sobie sytuacje bramkowe. Ale Paulo Dybala od początku przyjścia na Stadio Olimpico okazał się kimś, kto spełnił oczekiwania kibiców. Argentyńczyk pokazywał na boisku imponujący przegląd pola, wiele jego zagrań otrzymywało zasłużone laurki, “La Joya” niemal w pojedynkę decydował o sile ofensywy Romy.
Dzisiejsza piłka nożna jest pełna rozwiązań hybrydowych i na podobne zdecydował się Mourinho. Przykładowo, jeśli drużyna skupia się głównie na neutralizacji i niskiej obronie, mimo tak defensywnej taktyki nie ma przeciwwskazań, aby piłkarz o charakterystyce Dybali grał z pełną swobodą jako wolny elektron. Portugalczyk obdarzył Dybalę gigantycznym zaufaniem i w tej kwestii zasługuje na wielki plus. Pomocnik przejściu do Romy odżył i wykręcił lepsze liczby niż podczas dwóch ostatnich lat w Juventusie. Łącznie we wszystkich rozgrywkach strzelił 18 goli i zaliczył osiem asyst, choć większość trafień miała miejsce na początku sezonu, kiedy nie miał tak częstych problemów z kontuzjami. Tamte mecze z udziałem Dybali można określić jako recitale.
Roma bardzo mocno skorzystała na takiej formie Argentyńczyka. Gdy go zabrakło, “Giallorossi” brutalnie przekonali się o tym, ile znaczy dla nich brak takiego piłkarza. Z nim wychodzącym w pierwszym składzie podopieczni Jose Mourinho zdobyli 45 punktów w 21 meczach, co daje średnią na mecz 2,14. Bez niego w 17 spotkaniach zgromadzili 18 pkt (śr. pkt na mecz 1,05). Bez Dybali Roma nadal posiadała piłkarzy, którzy wcześniej w innych okolicznościach potrafili robić różnicę, jak Lorenzo Pellegrini, Andrea Belotti, czy Stephan El Shaarawy, ale brak poradzenia sobie z utratą Argentyńczyka mocno obciąża Jose Mourinho. I przypomina, jak ważne jest korzystanie z rozwiązań drużynowych, a nie tylko z geniuszu pojedynczych graczy.

Problemy

Obserwując ogólnie sytuację kadrową w Romie, można odnieść wrażenie, że właścicielom, rodzinie Friedkinów, zależy na tym, aby raz w roku zaserwować mieszkańcom miasta potężną dawkę euforii. Wtedy do klubu dołącza nazwisko, które wydaje się nierealne, jak na możliwości Romy. Sprowadzenie takich postaci, jak Mourinho, Dybala i Lukaku to wielka sprawa, niemniej przy tym zapomina się o fundamentach. Grając w systemie gry z trójką obrońców, trzeba liczyć się z tym, że niezwykle ważną rolę w konstruowaniu akcji mają wahadłowi, zaś Roma lekceważy wzmacnianie tych pozycji. Na prawej stronie najpierw grał waleczny, ale posiadający liczne ograniczenia Rick Karsdorp, następnie przeciętny Zeki Celik, teraz dołączył Rasmus Kristensen, który w dwóch pierwszych kolejkach zaliczył falstart. Lewa strona należy zaś do często kontuzjowanego Leonardo Spinazzoli i Nicoli Zalewskiego, który notuje więcej negatywnych aniżeli pozytywnych występów. Roma nie sprowadziła tego lata piłkarzy, którzy mogliby wzmocnić tę pozycję, jak chociażby Joakim Maehle, Carlos Augusto, czy Fabiano Parisi. Wszyscy wymienieni gracze wybrali inne kluby, z czego dwóch zostało w Serie A.
Dodajmy, że w zeszłym sezonie sporym kłopotem Romy Mourinho była nieskuteczność. “Giallorossi” wykręcili gole oczekiwane na poziomie 58,4, co stanowiło czwarty najlepszy wynik w lidze, tyle że strzelili z tego tylko 50 bramek, co stanowi dużą przyczynę braku awansu do Ligi Mistrzów. Przyczynili się do tego napastnicy; Tammy Abraham zmarnował aż 17 sytuacji bramkowych (trzeci wynik w Serie A), a Andrea Belotti pod wodzą Mourinho totalnie nie przypominał siebie z czasów gry w Torino.
W klasyfikacji oczekiwanych straconych goli Roma wyglądała na papierze znakomicie (32,8, lepsze tylko Napoli), co świadczy o uporządkowanej defensywie Rzymianie stracili jednak 38 bramek, które padały w dużej mierze przez postawę golkipera Rui Patricio. Defensywa “Giallorossich” najbardziej mogła się podobać w meczach Ligi Europy, kiedy podopieczni Jose Mourinho skutecznie wyłączali atuty rywali, którzy w pozostałych meczach mieli do zaoferowania sporo w ofensywie, jak Feyenoord, Real Sociedad, czy Bayer Leverkusen.
- Roma posiada niezłych piłkarzy do ofensywnej gry, niestety często idzie to parze z nieskutecznością. Według mnie Mourinho preferuje za bardzo defensywny styl gry. Często można zabić jakieś spotkanie trafieniem na 2:0 i pójściem za ciosem, Roma jednak tego nie robi, co czasem kończy się utratą punktów. Należy też pamiętać o tym, że kadra “Giallorossich” nie należy do najsilniejszych w lidze i ma sporo niedociągnięć - dopowiada Macuda.

Ostatnia nadzieja

Romelu Lukaku dwukrotnie miał już okazję współpracować z Jose Mourinho. Hitowe przejście napastnika na Stadio Olimpico doszło do skutku w dużej mierze dzięki trenerowi, który zaciekle dzwonił do Belga i namawiał go na przyjście do Romy. Lukaku to postać nielubiana przez znaczną część kibiców piłki nożnej, jego ostatnie potraktowanie Interu Mediolan sprawiło, że dorobił się kolejnych wrogów. Należy jednak pamiętać, że “Big Rom” na Półwyspie Apenińskim stanowi synonim sukcesu i budzi postrach wśród rywali. W97 meczach Serie A zgromadził 75 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej i może okazać się panaceum na problemy ze skutecznością “Giallorossich”. A pamiętajmy, że w ostatnich siedmiu kolejkach zeszłego sezonu Lukaku wrócił do swojej najlepszej dyspozycji, strzelając siedem goli i dokładając do tego cztery asysty.
Skuteczność to jedno, ale Jose Mourinho w nowym sezonie będzie także niesamowicie uzależniony od zdrowia poszczególnych piłkarzy. Portugalczyk wie, że pragmatyzm, który wprowadził do drużyny, jest na tyle silnie zaszczepiony, że tylko indywidualną jakością poszczególnych zawodników może wzmocnić ofensywę i drugą linię. Potwierdzają to letnie ruchy, takie jak przyjście Houssema Aouara i Renato Sanchesa, obu z wielkim talentem, jednakże zbyt często kontuzjowanych, z formą zbyt nierówną, by zaistnieć w piłce na najwyższym poziomie. Obaj na początku sezonu zdążyli pokazać ogromną jakość, Sanches już jednak leczy kontuzję. Sprowadzenie tego typu piłkarzy wiąże się niemal z hazardem. Tym samym gra i rezultaty Romy będą zależne od braku urazów.
- Celem Romy niezmiennie jest awans do Ligi Mistrzów. To pozwoli konkurować z Napoli i mediolańskimi klubami. Spodziewam się sezonu trudnego, być może ostatniego pod wodzą Mourinho. Portugalczyk dostał kilka transferów, ale zobaczymy jak nowi piłkarze wkomponują się w zespół. Kluczowa będzie dyspozycja tercetu Belotti - Lukaku - Dybala - uzupełnia Macuda.
Jose Mourinho po wygranej Lidze Konferencji Europy i obecności w finale Ligi Europy potrzebuje ugruntowania swojej roli i zostawienia po sobie czegoś, z czego Rzym będzie korzystał w perspektywie długofalowej. Można teraz krytykować Portugalczyka za poczynania w lidze, jednakże kiedy do dwóch wspomnianych wcześniej sukcesów, Mourinho dołożyłby zakończenie sezonu w czołowej czwórce, wówczas nikt nie miałby prawa mieć mu czegokolwiek za złe, a początkowe porównania do Juliusza Cezara mogą okazać się całkiem zasadne. Umowa Portugalczyka kończy się w 2024 roku i w tym momencie nie wiadomo, czy zostanie przedłużona.

Przeczytaj również