Santos naprawił błąd, kontrowersyjna decyzja zmieniona. "Powołałbym go z zamkniętymi oczami"
Ci, którzy oglądają w tym sezonie mecze Legii Warszawa, mogli zachodzić w głowę: jakim cudem powołania do reprezentacji Polski nie dostał Paweł Wszołek? Wahadłowy został jednak finalnie włączony na listę z powodu kontuzji Nicoli Zalewskiego i okrężną drogą dostał nagrodę za dobrą formę. Fernando Santos wreszcie zwrócił na niego uwagę, ale powinien to zrobić wcześniej.
Gdyby zapytać kibiców Ekstraklasy o aktualnie najlepszego jej piłkarza, to z pewnością część z nich wskazałaby Pawła Wszołka. 31-latek złapał w ostatnim czasie formę godną określenia jej “życiówką” i jest liderem Legii. Pomimo tego nie załapał się na pierwotną listę powołań Fernando Santosa na wrześniowe mecze. Trudno było zrozumieć tę decyzję - zwłaszcza że selekcjoner wciąż szuka chyba optymalnego zestawienia reprezentacji. Ostatecznie drzwi do kadry otworzyła Wszołkowi kontuzja Zalewskiego, choć dopiero co Fernando Santos tłumaczył, że dla niego zawodnik stołecznego zespołu to “prawy obrońca”.
Zaskakujące uzasadnienie
- To prawy obrońca. Mam dwóch prawych obrońców: Bereszyńskiego i Casha. Muszę zmontować drużynę. Mamy ośmiu obrońców, czterech bocznych obrońców. Zrozumiałem, że w tej sytuacji Grosicki mógłby się przydać, jeśli spojrzymy na jego umiejętności. Potrzebowałem kogoś, kto na boisku miałby podobne umiejętności, co Przemysław Frankowski - mówił Santos, zapytany w miniony czwartek o to, dlaczego Wszołek nie dostał powołania w obliczu kontuzji piłkarza Lens.
Te słowa mocno zaskoczyły. Selekcjoner reprezentacji Polski regularnie pojawia się bowiem na trybunach podczas meczów Legii Warszawa. I o ile 31-latek u Kosty Runjaicia występuje najczęściej na pozycji wahadłowego, o tyle we wcześniejszych sezonach najczęściej pokazywał się na swojej nominalnej pozycji prawego pomocnika. Zresztą w barwach “Wojskowych” pokazuje wielką przydatność i aktywność w ofensywie, regularnie atakując flanką i stwarzając ogromne zagrożenie. Krótko mówiąc, często gra właśnie jak skrzydłowy. I jeśli Santos chciał piłkarza do roli podobnej do Frankowskiego, to mamy tutaj naprawdę solidnego kandydata.
Wypowiedź doświadczonego szkoleniowca sugerowała, że nie do końca wie, jakim piłkarzem jest Paweł Wszołek i, mówiąc krótko, brzmiała absurdalnie. Może coś umknęło w tłumaczeniu, może to zwykłe nieporozumienie, ale wizerunkowo wyglądało to po prostu dziwnie. Taka argumentacja nikogo nie ma prawa przekonać. Zresztą boisko mówi samo za siebie. Piłkarz Legii błyszczy przecież zwłaszcza w fazie ataku, a ostatecznie i tak wskoczył w miejsce ustawianego przez Santosa na boku pomocy Zalewskiego. Portugalczyk sam więc zaprzeczył swoim słowom lub - co również możliwe - został w porę wyprowadzony z błędu.
Zasłużył na kolejną szansę
Ostatnie miesiące 11-krotnego reprezentanta Polski są naprawdę mocne. I należy powiedzieć sobie otwarcie, że postawą na murawie zapracował na kolejną, po niemal sześciu latach przerwy, szansę w kadrze. Po powrocie do Legii z nieudanego wyjazdu do Berlina wszedł do Ekstraklasy z buta, jest jednym z liderów zespołu. Dość powiedzieć, że od startu poprzedniego sezonu ominął tylko jedno spotkanie - pod koniec sierpnia z Koroną Kielce, gdy trener Runjaić dał odpocząć kilku kluczowym ogniwom przed decydującą fazą eliminacji Ligi Konferencji.
W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu ligowego Wszołek strzelił cztery gole i zaliczył cztery asysty w 17 meczach - co warto podkreślić jeszcze raz: z wahadła. We wspomnianym okresie notował liczby w starciach z zespołami notowanymi w czołówce w momencie bezpośredniego starcia: Widzewem Łódź, Rakowem Częstochowa czy Lechem Poznań. Obecny sezon, zwłaszcza w pucharach europejskich, rozpoczął również w bardzo wysokiej dyspozycji. W aż pięciu z sześciu meczów w eliminacjach zaliczał udział przy golach, strzelając bramkę i wypracowując kolejne pięć. To wyniki na poziomie naprawdę skutecznego skrzydłowego, przyćmiewający chociażby wyniki Kamila Grosickiego.
Trudno się zresztą dziwić, patrząc na rolę “legionisty” na boisku. Prawy wahadłowy dzięki wysokiemu ustawieniu często melduje się w polu karnym. Dostaje wiele piłek za linię obrony, napędzając akcje zaczepne i, co dodatkowo imponuje, robiąc to absolutnie bez wytchnienia. Jest niczym Pendolino, raz po raz sunące prawą flanką na pełnej szybkości i niezwalniające ani na chwilę. Pod względem fizycznym ma wszystko, by świetnie wywiązywać się z tej roli. Ze swą szybkością i ciągiem na bramkę, połączonymi z liczbami, ma szeroką gamę argumentów w dyskusji o ewentualnym powołaniu. To bez wątpienia gracz, którego nazwisko można wrzucić w dyskusję o najlepszym piłkarzu Ekstraklasy.
Słusznie doceniony
Fernando Santos docenił Wszołka, z opóźnieniem, ale doświadczony skrzydłowy (czy też wahadłowy) zbierał wiele komplementów. Już po ogłoszeniu pierwotnej listy powołanych pojawiały się też głosy sugerujące, że jego miejsce jest w kadrze narodowej.
- Paweł Wszołek poza reprezentacją Polski? Nie chcę tego chyba komentować. Na pewno powinien być w kadrze. Może dzisiaj Wasz selekcjoner był na trybunach i go dowoła. Nie powiem niczego więcej - twierdził po rewanżowym spotkaniu z Midtjylland napastnik Legii, Tomas Pekhart.
Podobnego zdania był Jerzy Engel.
- Powołałbym Wszołka od razu i to z zamkniętymi oczami. To, co pokazuje on w Legii, nie tylko w zeszłym sezonie, ale i obecnym, to gra na najwyższym europejskim poziomie. Jego ostatnie podania i dryblingi, gra na boku pomocy, jako wahadłowego czy skrzydłowego zasługują na słowa uznania - opowiadał na antenie “Radia dla Ciebie”.
Takie opinie dobrze pokazywały, że decyzja Santosa o pominięciu zawodnika “Wojskowych” budziła kontrowersje nie tylko wśród kibiców, ale i w środowisku piłkarskim. Reprezentacja Polski już od pewnego czasu ma bowiem spore problemy na bokach pomocy. Wykorzystanie faktu, że Wszołek od miesięcy prezentuje stały, wysoki poziom, wybijający się wręcz ponad Ekstraklasę i regularnie “dowozi” w ważnych meczach, stanowiłoby więc logiczny wybór. Pozycja skrzydłowego to dla kadry sprawa mocno newralgiczna i wydawać by się mogło, że jego dyspozycja spadła jak z nieba - aż prosiło się, żeby chociaż go przetestować i teraz wreszcie się to stanie.
Jak to często bywa w futbolu, pech jednego zawodnika stał się szczęściem drugiego. Jeżeli 31-latek dobrze się zareklamuje i utrzyma formę, to za miesiąc, przy ogłoszeniu kolejnej listy powołań, będzie można uniknąć dyskusji, którą obserwowaliśmy w ostatnich dniach. Wszołek dostał okazję do potwierdzenia słuszności chwalących go głosów. Zasługuje na powrót do kadry. I naprawdę zaskakiwało, że nie dostał jej od razu.