Reprezentant Polski gotowy na transfer do Premier League. Ten klub powinien o niego zabiegać

Reprezentant Polski gotowy na transfer do Premier League. Ten klub powinien o niego zabiegać
Adam Starszynski / PressFocus
Spektakularny spadek Spezii oznacza, że spora część piłkarzy tego klubu będzie szukała nowego miejsca pracy. W gronie tym znajdują się oczywiście reprezentanci Polski, którzy mogą liczyć na zatrudnienie w Serie A. Bartłomiej Drągowski ma jednak idealną okazję na transfer do ligi, która orbituje wokół niego od kilku lat.
Włoska kariera Bartłomieja Drągowskiego jest przypadkiem osobliwym. Trafił do Serie A jeszcze jako wielki talent, bo przecież w momencie transferu do Fiorentiny miał raptem 19 lat. Zanim jednak "Viola" zdecydowała się na wypożyczenie młodego bramkarza, minęły blisko trzy lata. W tym czasie wychowanek Jagiellonii miał szansę rozegrania dwóch pełnych sezonów, ale łącznie uzbierał zaledwie sześć występów. Był albo przyspawany do ławki rezerwowych, albo lądował na trybunach. Rytmu meczowego nie łapał wcale.
Dalsza część tekstu pod wideo
Sytuacja zmieniła się dopiero w drugiej połowie sezonu 2018/19. Wówczas po "Drążka" sięgnęło Empoli, a Polak zaliczył udany pobyt na wypożyczeniu. Wystąpił w 14 spotkaniach, zachował trzy czyste konta, zdecydowanie poprawił sobie rangę nazwiska, chociaż ekipa spadła do Serie B. Po powrocie do Florencji wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu, bo udało się w końcu wywalczyć miejsce w pierwszym składzie. Fiorentinie wiodło się wówczas różnie, ale Drągowski utrzymywał skład. Przypałętały się jednak kontuzje.
Z powodu licznych problemów ze zdrowiem golkiper opuścił aż 14 spotkań w rozgrywkach 2021/22, a w hierarchii zdetronizował go Pietro Terracciano. Nawet gdy były gracz "Jagi" już był gotowy do powrotu na boisko, to i tak musiał uznawać wyższość Włocha. Wobec tego uznano, że nie ma sensu dłużej trzymać Drągowskiego w "Violi" i zdecydowano, że zostanie on sprzedany. Wówczas pierwszy raz realnie otarł się o Premier League, do której teraz znów jest mu blisko.

Kłopotliwy przepis

W 2022 roku głównym faworytem do podpisania umowy z Drągowskim było Southampton. Anglicy mieli nielichy problem z obsadą swojej kluczowej pozycji, a jednocześnie nie chcieli rozbijać banku na nowego bramkarza. Polak kwalifikował się jako opcja budżetowa, a do tego wciąż pamiętano o jego wysokich umiejętnościach. Problemem okazały się jednak przepisy obowiązujące w Wielkiej Brytanii.
Przeprowadzka do Premier League rozbiła się bowiem nie o nierealne oczekiwania ze strony Fiorentiny lub samego piłkarza, ale fakt, iż "Drążek" mógłby nie uzyskać pozwolenia na pracę. W specjalnym systemie punktowym, który umożliwia wydanie stosownego zaświadczenia, uzbierał 13 z 15 potrzebnych punktów, o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ. "Święci" mogliby się jeszcze odwoływać do FIFA, ale ich determinacja nie stała na takim poziomie. Wobec tego zarząd i sztab szkoleniowy postawili na Gavina Bazunu. Irlandczyk ze swojego zadania wywiązał się nieszczególnie, bo był jednym z najgorszych golkiperów w lidze, a Southampton z hukiem spadło do Championship. Spadła jednak i Spezia.
Ostatecznie, mimo zainteresowania ze strony francuskich oraz hiszpańskich drużyn, Drągowski postawił na dalszą przygodę na Półwyspie Apenińskim. We wspomnianej Spezii miał zagwarantowany pierwszy plac, więc wydawało się, że po kilku latach tułaczki w końcu osiągnie upragnioną stabilizację. Najpierw jednak okazało się, że "Aquilotti" będą co najwyżej walczyć o utrzymanie, a Drągowskiego nadal prześladuje pech. Podczas starcia z Hellasem Verona złamano mu nogę. Ostatecznie potwornie wyglądająca kontuzja nie okazała się szczególnie groźna, ale dla bramkarza, licząc tylko od 2016 roku, była to już pierwsza szósta przerwa w grze.
Po powrocie do gry 25-latek nie zdołał zbawić Spezii. Trzy gole wrzuciły mu Lazio, Napoli oraz Atalanta. Kłopotliwy stał się mecz z Cremonese zakończony klęską 0:2. Wreszcie - w ostatnim meczu sezonu zasadniczego - Drągowski usiadł na ławce. Jego ekipa przegrała wówczas z AS Romą 1:2 i skazała się na walkę w barażach. Walkę, jak już wiadomo, nieudaną, bo w lidze utrzymał się Hellas. Tym samym "Aquilotti" pożegnały się z elitą, a sam golkiper może pożegnać się z Włochami.

Dwa realne kierunki

Jako się rzekło - wszystko wskazuje na to, że Polacy wkrótce odejdą ze Spezii. Według mediów Przemysław Wiśniewski przyciągnął zainteresowanie kilku drużyn, Szymon Żurkowski może liczyć na uwagę ze strony Bolognii, a Arkadiusz Reca Lecce. Drągowski zaś jest ponownie łączony z wyjazdem do Premier League. Oczywiście nie ma mowy o ekipach z angielskiej czołówki, ale to akurat bardzo dobre wieści. W większości najlepszych drużyn rywalizacja jest zamknięta, nasz bramkarz byłby więc drugim wyborem i to w najlepszym wypadku. Znacznie bardziej korzystnie, przynajmniej pod względem stabilizacji, prezentują się rozwiązania, o których faktycznie na Wyspach mówi się coraz częściej.
Nowego golkipera szuka bowiem Nottingham Forest. W poprzednim sezonie barwy tej drużyny reprezentowali Dean Henderson oraz Keylor Navas. Obaj są jednak tylko zawodnikami wypożyczonymi i wrócą kolejno do Manchesteru United oraz PSG. Oczywiście "The Tricky Trees" mogliby ubiegać się o wykupienie rzeczonych piłkarzy, ale to rozwiązanie dwojako problematyczne. W wypadku Anglika trzeba przygotować się na wygórowane żądania ze strony "Czerwonych Diabłów", zaś Kostarykańczyk raczej nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, a jego krótka przygoda jest oceniania po prostu jako nieudana. Rozpoczynanie negocjacji z PSG zdaje się zatem bezzasadne - Navas, w porównaniu do Drągowskiego, byłby piłkarzem znacznie droższym w utrzymaniu, a i pewnie kosztowałby więcej.
Inną opcją, którą przedstawił między innymi Piotr Koźmiński, jest Bournemouth. Beniaminek poprzednich rozgrywek sensacyjnie utrzymał się w Premier League i przygotowuje się do kolejnego etapu rywalizacji w elicie. Jednocześnie wśród "Wisienek" doszło do niemałych zmian, gdyż z pracą pożegnał się dotychczasowy szkoleniowiec, którego zastąpił Andoni Iraola. W teorii nowy trener mógłby zatem wywrócić dotychczasową hierarchię, ale wątpliwe, aby zrobił to akurat w przypadku pozycji bramkarza.
Do tej pory "jedynką" prowincjonalnego zespołu był Neto. Brazylijczyk, w przeciwieństwie do wspomnianego Navasa, okazał się strzałem w "10". Nie tylko zaliczył świetne występy z Wolverhamtpon, Newcastle United, Brentford i Liverpoolem, ale też doczekał się opaski kapitańskiej. W dodatku 33-latek, wcześniej grający dla Valencii oraz Juventusu, raczej nie będzie miał jakichkolwiek kłopotów, aby dogadać się z Hiszpanem u sterów. Drągowski, przynajmniej na początku, byłby zatem zepchnięty na boczny tor, gdzie przecież czai się Mark Travers, czyli figura już uznana na rynku Premier League.
Z tego wąskiego grona to Nottingham Forest wydaje się wyborem znacznie bardziej trafionym. Dotyczy to również stylu gry, który w wypadku Bournemouth prawdopodobnie znacznie zmieni się dzięki Iraoli. Steve Cooper zaś preferuje taktykę bardziej bezpośrednią. Pod względem krótkich podań jego ekipa zajęła ostatnie miejsce w Premier Leauge, więc wybicie przez bramkarza ma niebagatelne znaczenie. "Drążek" w tym aspekcie wypada nieźle (skuteczność na poziomie 38%), ale i tak musiałby się podciągnąć względem i Hendersona (47%) i Navasa (56%).

Kolejna opcja w grze

Jest jednak jeszcze jedna drużyna w Premier League, która realnie powinna zabiegać o Drągowskiego; być może najbardziej ze wszystkich wymienionych do tej pory. Chodzi oczywiście o Luton Town, czyli spłukanego beniaminka, który na rynku transferowym porusza się w foliowych workach założonych na nogi i szuka przede wszystkim okazji. Tutaj wypada postawić sprawę jasno i przyznać, że prawdopodobny transfer 25-letniego bramkarza nie będzie żadną wielką transakcją. W końcu już Spezia płaciła za niego niespełna dwa miliony euro i teraz trudno spodziewać się, aby miała zarobić.
Dla "The Hatters" to świetne wiadomości, gdyż awans do elity nie zmienił niczego w polityce klubu (więcej na temat finansów przeczytacie TUTAJ). Dość powiedzieć, że na ten moment sprowadzono tylko jednego piłkarza. Na zasadzie wolnego transferu ściągnięto Edozie Ogbene. 26-latek w poprzednim sezonie dobrze radził sobie na poziomie Championship i strzelił osiem goli w barwach Rotherham.
Sam Drągowski dobrze wpisuje się w model zawodnika z drugiego szeregu, który potrzebuje zaufania, a który nie niesie w sobie ryzyka utopienia poważnych pieniędzy. W Luton jego konkurencja jest bowiem ograniczona do bezwzględnego minimum. Z drużyną pożegnał się już Ethan Horvath, gdyż Amerykanin wrócił do Nottingham Forest. Wobec tego beniaminek został z Jackiem Waltonem, Mattem Maceyem oraz Jamesem Shea w roli bramkarzy. Żaden z nich nie zrobił furory w ostatnich latach - największe szanse na zagrożeniu pozycji Drągowskiego mógłby mieć Macey, wszak 21-latek poradził sobie na poziomie League One i zaliczył 10 czystych kont w 21 meczach dla Portsmouth. Jeśli jednak Polak nie wygrałby rywalizacji z byłym graczem Arsenalu, to nie wygrałby jej z żadnym golkiperem Premier League.
Za ewentualnymi przenosinami do zespołu Roba Edwardsa opowiada się też styl gry. Podlondyński zespół stawia na bardzo proste rozwiązania, skupia się na stałych fragmentach - jeszcze w większym stopniu niż Nottingham Forest - na długich podaniach. Takie zagrania są zaś jednym z mocniejszych elementów Polaka, który do "The Hatters" może nie pasuje jak bucik na nogę Kopciuszka, ale taki transfer z pewnością stanowiłby surowy i ciekawy test pod względem predyspozycji do gry na najwyższym poziomie. Luton jest oczywiście głównym kandydatem do spadku, ale nie znaczy to, że reprezentant Polski nie mógłby tam wyrobić sobie marki lub powalczyć na poziomie Championship. W końcu to najlepsza z "drugich" lig świata.

Przeczytaj również