"Relacja Lewandowskiego z Sousą jest ważna". Wnioski z podróży za reprezentacją Polski na Euro 2020

Dobrze czasem zadzwonić do człowieka, który jest w centrum wydarzeń. A tak zdecydowanie może czuć się Robert Podoliński. Partner komentatorski Jacka Laskowskiego, wraz z ekipa TVP Sport jeździ po Europie i komentuje kolejne mecze turnieju. Porozmawialiśmy z nim o przemyśleniach dotyczących zarówno reprezentacji Polski jak i całej imprezy.
Czy te Mistrzostwa Europy czuje się tak samo dobrze, jak gdyby w sytuacji rozgrywania ich w jednym państwie? Zdecydowanie nie, co podkreślają kolejni komentatorzy, a szczególnie kibice. Przedstawiamy wnioski z podróży za reprezentacją Polski na Euro 2020 i kilka wątków pobocznych.
Atmosfera międzynarodowego turnieju
Co na dziś Robert Podoliński wspomina z tego turnieju najlepiej? - Mecze, po to się jeździ. Kultura, jedzenie regionalne, ludzie… to się chłonie, ale punktem kulminacyjnym całego wyjazdu do danego miasta jest dla mnie mecz. Jeśli chodzi o atmosferę turnieju, to Sewilla jest miastem z cyklu "nie zapomnę go nigdy". Naprawdę świetne miejsce. Z kolei nie spodziewałem się, że biegunem ciepła jest Budapeszt. Na stadionie jest pleksa, która ma przed czymś chronić ludzi, ale przed czym to nie wiadomo. Czujesz się jak z akwarium. 45 stopni odczuwalnej temperatury na trybunach.
Sewilla miastem z cyklu "nie zapomnę go nigdy", tak? To zdjęcie sprawia, że łatwo nam w to uwierzyć.
Komentator TVP opowiada dalej o klimacie turnieju: - Najlepsza atmosfera stadionowa była z kolei na Parken w Kopenchadze. Po przykrym wydarzeniu z Christianem Eriksenem Duńczycy się piękne zjednoczyli, być z nimi na trybunach to piękne przeżycie.
Najważniejsze to, co polskie
Kącik kulturalno-turystyczny za nami. Przejdźmy do polskiej piłki i meczu, który duet Laskowski-Podoliński komentował. Nasz remis z Hiszpanią był meczem, który dał nadzieję na awans, a przede wszystkim wiarę w tę reprezentację. Z tak silnym rywalem pokazaliśmy nie tylko walkę i charakter, ale i jakość piłkarską. Mimo szalonego przebiegu tego spotkania, panowaliśmy nad swoją grą i głowami. Jak odebrali to komentatorzy?
- Byliśmy pod wrażeniem. Szczerze mówiąc, chociaż czułem radość, że komentujemy taki mecz, to na Estadio La Cartuja wchodziłem z duszą na ramieniu. My zawsze chcieliśmy grać w sposób zorganizowany jak Niemcy i bałem się, że to teraz obróci się przeciwko nam i skończy się jak nie tak dawno mecz Hiszpanii z Niemcami, czyli wynikiem 0:6 - wspomina nam Podoliński.
Co mieliśmy w tamtym meczu, czego zabrakło później z mniej wymagającą od Hiszpanów Szwecją? - Naprawdę nasza drużyna wlała wiarę w serca kibiców. Na wielki plus rozważna gra i odnalezienie się w taktyce na to spotkanie, graliśmy szczelnie, dobrze z tyłu, wreszcie widzieliśmy pomysł i rzetelne realizowanie go. A do tego pan Robert Lewandowski. On pokazał klasę i na tamten moment utrzymał nas na tym turnieju - ocenia komentator.
A skoro już o Robercie Lewandowskim, to podpytaliśmy jego imiennika o dyspozycję gwiazdy Bayernu na tym turnieju. - Dla mnie jeden z argumentów stojący za Paulo Sousą to kontakt z ’’Lewym”. To bardzo istotne, relacja Lewandowskiego z Sousą jest ważna. Widać było w Sewilli i Sankt Petersburgu, że Robert bierze na siebie odpowiedzialność za tę reprezentację. Był naszym najlepszym zawodnikiem.
Grać jak Włosi nie będziemy
A skąd tak różne wrażenie pozostawione na murawie przez Lewandowskiego po meczu ze Słowacją w porównaniu do spotkań z Hiszpanią i Szwecją? Podoliński ma swoją tezę: - Moim zdaniem chodziło o to, co działo się wokół naszego kapitana. Mam wrażenie, że ze Słowacją Paulo Sousa znowu nie trafił z ustawieniem. To był mecz, w którym trzeba było wygrywać rywalizację jeden na jeden w bocznych strefach boiska i stworzyć więcej sytuacji bramkowych.
I kontynuuje dość konkretnie, pozbawiony złudzeń: - Możemy przesuwać, rotować, uczyć się nowej taktyki, ale grać jak Włosi to nie będziemy. Potrzeba wykonawców. Oni - nawet jak ich mamy - mogliby być lepiej wykorzystywani. Choćby na wahadle ze Szwecją widziałbym Tomasza Kędziorę. Skoro nasza gra to było mnóstwo dośrodkowań, a Kędziora robi to najlepiej, to szkoda, że jego na boisku zabrakło.
To na sam koniec wątek ostatnio popularny. Wahadłowi… Ciągle przewija się nazwisko Kamila Jóźwiaka w opiniach ekspertów i kibiców, a w jak skrajnej narracji. - Szczerze mówiąc nie dziwi mnie to, bo mam to samo. Po Kamilu Jóźwiaku na tym turnieju mam po prostu skrajne wrażenia. Były błędy i akcje, w których powinien zachować się dużo lepiej, a były i przebłyski.
Cóż, puszczamy Roberta Podolińskiego w dalszą drogę. Rozmawialiśmy tuż po kolejnych wykonywanych przez niego testach covidowych, a jutro dalej w drogę. I tak na walizkach do końca turnieju.