Co przesądziło o awansie Realu Madryt? Analiza nie pozostawia wątpliwości. "To był fundament dwóch goli"

W jaki sposób Chelsea zniwelowała różnicę dwóch bramek z pierwszego spotkania, a nawet wyszła na chwilowe prowadzenie w dwumeczu? Dlaczego to jednak Real Madryt mógł ostatecznie cieszyć się z awansu do półfinału Ligi Mistrzów?
Analiza meczu rewanżowego pomiędzy Chelsea i Realem przedstawia powody, dla których spotkanie na Santiago Bernabeu było tak ekscytujące.
”Los Blancos” od początku meczu, podobnie jak w starciu na Stamford Bridge (analizę tego spotkania znajdziesz TUTAJ), starali się rozgrywać akcje ofensywne z udziałem szeroko ustawionych pomocników. Luka Modrić oraz Toni Kroos schodzili w kierunku linii bocznych, gdzie znajdowali kawałek wolnej przestrzeni, ponieważ Chelsea broniła w wąskim 4-3-3.
W kolejnych minutach goście skorygowali swoje pozycje. Wyżej na skrzydle pojawiał się lewy obrońca, Marcos Alonso, dzięki czemu napastnicy z Londynu nie musieli już pokonywać dłuższych odległości, by doskoczyć do boku. To z kolei usprawniło pressing w środku pola. Piłkarze drugiej linii Chelsea mogli złapać krycie indywidualne swoich vis-a-vis, którzy próbowali zmylić graczy w żółtych strojach poprzez ciekawe ustawienie. Dwóch pomocników, tutaj Casemiro (14) i Kroos (8), występowało poziomo względem siebie i pomiędzy kilkoma rywalami, lecz piłkarze Thomasa Tuchela odczytali ten wariant i nie dali się nabrać.
Na istotność gry przez środek wskazywał zza linii bocznej niemiecki szkoleniowiec londyńczyków.
Konsekwentna presja Chelsea, kolejno do boku boiska, doprowadziła do sytuacji, w których obrońcy Realu nie znajdowali wolnego zawodnika za linią pomocy gości.
Mapa przedstawia miejsca prób odbiorów piłki w pierwszej połowie w wykonaniu ”The Blues”. Widać wyraźnie, że główny nacisk dotyczył skrzydeł, skąd zawodnicy Tuchela mogli kierować się do światła bramki Thibaut Courtois.
Chelsea skutecznie wcielała w życie swoją strategię i zdominowała Real w pierwszej części gry. Gospodarze odpowiedzieli na to niskim blokiem obronnym w ustawieniu 6-3-1. Do podstawowej czwórki obrońców dołączali pomocnicy: defensywny (Casemiro, nr 14) oraz boczny po stronie piłki (Valverde, nr 15).
Piłkarze ze Stamford Bridge, aby naruszyć zwarty blok ”Los Blancos”, zastosowali podobny manewr, co zespół Realu, kiedy to on budował ataki. Dwaj pomocnicy (Kante i Kovacić, numery 7 i 8) ustawiali się w jednej linii i wymieniali między sobą piłkę. W związku z tym prowokowali wyższy doskok graczy Realu, podczas gdy trzeci pomocnik, Ruben Loftus-Cheek (12), oczekiwał na podanie za plecami przeciwników (po tzw. ślepej stronie). Dodatkowo z dala od piłki Kai Havertz (29) i Reece James (24) rozstawiali się szeroko i rozciągali obronę Madrytu. Dzięki takiemu rozegraniu Chelsea utworzyła, a następnie wykorzystała luki między defensorami gospodarzy i w 15. minucie Mason Mount zdobył gola ze światła bramki.
Londyńczycy ugruntowywali swoją przewagę i spychali ”Królewskich” coraz głębiej. Real pokrywał znaczną część szerokości boiska, dlatego goście zaczęli dośrodkowywać piłkę w szesnastkę ze stref bliżej środka pola, czyli tzw. półprzestrzeni. Po podobnej akcji zwycięzcy ubiegłorocznej Ligi Mistrzów strzelili pierwszego gola na własnym stadionie, a w Madrycie mogli dzięki temu zbierać ”drugie piłki”. Te padały łupem pomocników, którzy występowali w przewadze liczebnej w sektorze środkowym.
Płaski blok obronny Realu wpływał również na przejście gospodarzy do ataku. Nawet jeśli Vinicius występował wyraźnie wyżej, niż Federico Valverde…
…to współpraca dwójkowa Brazylijczyka z Karimem Benzemą była niewystarczająca, by zagrozić Chelsea w jej własnym polu karnym. Według danych serwisu “WhoScored.com” ”Królewscy” w pierwszej połowie weszli w szesnastkę gości zaledwie siedmiokrotnie.
Real został pozbawiony również swojego głównego atutu w atakach, czyli zejścia Benzemy (9) do drugiej linii. Za krycie Francuza odpowiadał zwykle jeden z pomocników (Kovacić), a drugi (Kante) go asekurował, w związku z czym środkowy obrońca (Ruediger) mógł w większym stopniu kontrolować swoją strefę. Dokładnie tego zabrakło Chelsea w pierwszym meczu, kiedy Benzema oraz Vinicius prowokowali krycie 1 na 1 Thiago Silvy i Andreasa Christensena.
W pierwszej części gry skala dominacji gości nie znalazła pełnego odzwierciedlenia w wyniku 0:1, dlatego od początku drugiej połowy gracze w żółtych strojach kontynuowali swoje ataki.
Źródło powyższej grafiki: Narodowy Model Gry PZPN. System 1-3-5-2, Warszawa 2020, s. 27)
Przed odbiorem piłki ustawiali się szczelnie, w obrębie trzech z pięciu sektorów boiska…
…i wykorzystali specyficzny bieg z piłką Loftusa-Cheeka w przejściu do ataku. Pomocnik “The Blues” zyskiwał na prędkości wraz z każdym kolejnym metrem i tworzył przewagi liczebne 2 na 1 na prawym skrzydle. Po akcjach w duecie z Kaiem Havertzem Chelsea wypracowała rzut rożny, po którym Antonio Ruediger doprowadził do remisu w dwumeczu.
Realowi już od dłuższego czasu zaczęło brakować intensywności w pressingu, na co Carlo Ancelotti zareagował zmianami. Toniego Kroosa zastąpił Eduardo Camavinga (tak, jak w rewanżu przeciwko PSG, którego analizę znajdziesz TUTAJ), a Rodrygo wszedł za Casemiro, przez co ”Królewscy” zyskali na świeżości w odbiorze piłki oraz dodatkowe opcje w szybkiej ofensywie. Camavinga - po raz kolejny w tym sezonie Ligi Mistrzów - wyczuwał odpowiedni moment na doskok do rywali, a po odzyskaniu futbolówki Rodrygo tworzył dodatkową opcję podania w polu karnym. Taki układ położył podwaliny, był fundamentem pod aż dwa gole Realu, dające najpierw dogrywkę, a następnie prowadzenie w dwumeczu.
Chelsea swoich przewag wciąż starała się szukać w bocznych sektorach. To właśnie tam źródło miała akcja bramkowa Timo Wernera, który wbiegł w pole karne po rotacji między czwórką graczy. W końcowych fragmentach Thomas Tuchel posłał na plac gry Christiana Pulisica, by ten wykorzystał swoje umiejętności indywidualne w starciu z obrońcą, a także współpracował z ofensywnym pomocnikiem, Masonem Mountem. Strona ataków amerykańskiego skrzydłowego również miała znaczenie, ponieważ za asekurację tej flanki odpowiadał wtedy Rodrygo, nie najlepiej czujący się w głębokiej defensywie. Tym samym, Pulisic w 92. minucie wbiegł za plecy Brazylijczyka, lecz jego uderzenie lobem wylądowało poza bramką - dystans do niej znów był niewielki, ponieważ Real odbudował niski i spójny blok obronny.
W dogrywce na boisku zameldował się także Hakim Ziyech, w którego celnych dośrodkowaniach Chelsea upatrywała ratunku przed odpadnięciem z rozgrywek. Marokańczyk miał do dyspozycji kilku partnerów w polu karnym…
…lecz po zakończeniu regulaminowego czasu gry bardzo niewiele zagrań lądowało w szesnastce, z uwagi na ponownie szczelne krycie gospodarzy.
”Królewscy” po początkowym okresie stagnacji zdecydowanie ożyli, kiedy Carlo Ancelotti skorzystał z graczy rezerwowych. Profile nowych zawodników pozwoliły madrytczykom zmienić nastawienie na bardziej aktywne i, pomimo obiecującej gry pozycyjnej gości, zdołali skutecznie odeprzeć ich zapędy w końcowych fragmentach. Przygotowanie mentalne liderów Realu, m.in. Luki Modricia, znów wzniosło się na najwyższy poziom, co podsumowuje pomeczowy komentarz Chorwata na Twitterze:
O poddawaniu się nie może być w Madrycie mowy.