Kopciuszek idzie po Ekstraklasę. Majstersztyk na skalę polskiej piłki. "Mamy do czynienia z klubem niebywałym"

Kopciuszek idzie po Ekstraklasę. Majstersztyk na skalę polskiej piłki. "Mamy do czynienia z klubem niebywałym"
fot. Lukasz Sobala/Pressfocus.pl
Puszcza Niepołomice jest jeden mecz od Ekstraklasy. Jedną wygraną z Termaliką od wejścia do elity. Klub, który mimo obchodzenia stulecia ani w to nie celował, ani o tym nie marzył. Ale po sensacyjnym rozgromieniu w Krakowie Wisły patrzy na nich cała piłkarska Polska. I bardzo dobrze, bo jest na co.
Jest 2:1 dla Puszczy, która kontroluje mecz i sprawia wrażenie zespołu znacznie bardziej zorganizowanego od ’’Białej Gwiazdy”. Ale po golu Muli, który padł po rykoszecie, wydarzyć się może wszystko. Wisła atakuje, buduje przewagę, a trybuny dopingują jakby przekonane, że zaraz wydarzy się powrót w stylu Realu Madryt, ale oczywiście w naszej skali i warunkach.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tymczasem Klisiewicz biegnie za piłką wykopaną przez bramkarza i wierzy, że zamiast bać się o tyły, ugra jeszcze coś z przodu. Pokracznie na murawę wywraca się Moltenis, pewny punkt krakowskiej defensywy i Klisiewicz kończy temat, strzela gola na 3:1. Następne takie wybicie Komara z własnego pola karnego to już norma, a Klisiewicz dopada do piłki w polu karnym, tym razem to on się wywraca, ale nie przeszkadza mu to załadować piłki do bramki. Ponownie. Mamy 4:1 i finał dla Puszczy.
A ta pokonała Wisłę Kraków w bieżącym sezonie aż 3 razy. Miała znacznie więcej jakości niż Arka Gdynia czy Podbeskidzie Bielsko-Biała. Przez moment nie musiała obawiać się o spadek do drugiej ligi. Mamy do czynienia z klubem niebywałym.
Tomasz Tułacz pracuje w nim już 94. miesiąc. Wynik rodem z kosmosu, na pewno nie z polskiej piłki. 7 lat i 9 miesięcy roboty w jednym miejscu. I to bez większych kryzysów, bo taki byłby spadkiem, a po awansie z zespołem do pierwszej ligi trener Tułacz nigdy nie spadł na niższy poziom rozgrywkowy. Sześć sezonów na czysto, a teraz może nawet na plus, z awansem jeszcze wyżej po raz pierwszy w całej historii.
Czy Tomasz Tułacz to trener kreatywny? Oczywiście, że tak. Styl gry Puszczy jest defensywny, można uznać, że nawet toporny, na najmniejszy procent posiadania piłki w pierwszej lidze rywalizowała ona ze Skrą Częstochowa, która nie potrafiła się utrzymać nie tylko przy piłce, ale i w lidze. Ale zaraz, zaraz…
Właśnie z takim stylem gry ekipa Tomasza Tułacza robi wynik. A to oznacza, że jest to szkoleniowiec bardzo kreatywny, bo przy takich możliwościach zbudowanie i zgranie szczelnej defensywy, a do tego na tyle dobra gra z przodu, że pozwala ona na wygrywanie kolejnych meczów, jest to majstersztyk.
Tomasz Tułacz dostawał szanse wychodzenia z dołków i świetnie sobie z tym radził. Nawet w tym sezonie, kiedy na początku roku czołówka odjechała klubowi z Niepołomic. Ale o czym my właśnie piszemy… O tym, że dla Puszczy dołkiem było słabsze punktowanie przez krótki moment sezonu, a i tak utrzymywała się na miejscach dających baraże o Ekstraklasę. Skala sukcesu tego klubu jest olbrzymia.
Puszcza szuka plusów i oczywistych, logicznych rozwiązań tam, gdzie inni szukają czasem kwadratowych jaj. Dajmy na to - kwestia młodzieżowca. Jakościowych, młodych zawodników szuka każdy klub, a trudno znaleźć piłkarza, którzy złapie rytm meczowy, będzie utrzymywał równą formę i jednocześnie nie ma wysokich oczekiwań finansowych (bo często są to zawodnicy wypożyczani z wielkich, polskich klubów). A w Niepołomicach niektórzy piłkarze z wyjściowego składu nie zarabiają nawet 10 tysięcy złotych miesięcznie, a jak na warunki piłkarskie, także te pierwszoligowe, to po prostu mało.
Prezes Marek Bartoszek, tak jak i jego poprzednicy, zdaje sobie sprawę, że nie ma wielu argumentów do przekonania młodego piłkarza do tego, żeby postawić właśnie na Niepołomice jako miejsce do rozwoju. Co robi klub? Od lat stawia na młodzieżowca w bramce. W Polsce talentów między słupkami jest masa, a przecież taki gracz chce mieć pewne granie, bo nie wywalczy sobie składu poprzez dobre zmiany z ławki, jak zawodnicy z pola.
Tym samym w Puszczy stawiano na Karola Niemczyckiego, Miłosza Mleczko, a teraz na Kewina Komara i ten kierunek się sprawdza. Każdy z nich trafił do większego klubu lub dostał z takiego ofertę. A klub ma spokój przy obsadzie bramki i na pozycji młodzieżowca zarazem.
Może jest w tym coś nieeleganckiego, by wskazywać swojego życzeniowego zwycięzcę finału barażowego o Ekstraklasę, ale… Ale jak tu nie trzymać kciuków za Puszczę?

Przeczytaj również