Piłkarz w rozsypce podniesie się z kolan? Niedawno płakał na ławce, teraz został bohaterem. "Magiczny moment"

Piłkarz w rozsypce podniesie się z kolan? Niedawno płakał na ławce, teraz został bohaterem. "Magiczny moment"
MB Media / PressFocus
Po roku wyśmiewania, rozczarowań i frustracji Richarlison wyglądał na piłkarza w rozsypce. Niedawno zalał się łzami po zejściu na ławkę w trakcie spotkania reprezentacji. Potem przyznał, że zamierza poszukać pomocy psychologa w walce z trapiącymi go problemami. Brazylijczyk w ostatnim meczu ligowym zaliczył moment, który może pomóc mu je przezwyciężyć. Został bohaterem Tottenhamu i dostał dowód ogromnego wsparcia od kolegów. Mecz z Sheffield był dla niego naprawdę magiczny.
Gdy Richarlison trafiał rok temu do Tottenhamu za niemal 60 milionów euro, oczekiwania, jak łatwo się spodziewać, stały na wysokim poziomie. Tymczasem Brazylijczyk zakończył debiutancki sezon w Londynie z zaledwie jednym ligowym golem, jako bohater memów przypominających, że w rozgrywkach 2022/23 złapał w Premier League więcej kartek za zdjęcie koszulki w przypływie radości po strzeleniu bramki, niż… zdobył goli.
Dalsza część tekstu pod wideo
Napastnik “Kogutów” ma za sobą bardzo trudny, indywidualnie rozczarowujący rok. Bieżącą kampanię również rozpoczął od pokazu wielkiej nieskuteczności. Niedawno podczas meczu Brazylii rozpłakał się, gdy został zdjęty z boiska bez bramki na koncie i zapowiadał, że poszuka pomocy psychologa. 26-latek zmagał się z osobistymi demonami, które wyraźnie go przytłaczały. Dlatego kluczowy gol przy okazji dramatycznej wygranej z Sheffield United był wyjątkowy i smakował niesamowicie. Właśnie taki moment może odmienić jego przygodę w nowym klubie.

“Gówniany sezon”

Przed startem sezonu 2022/23 Tottenham dokonał imponujących wzmocnień za łączną kwotę ponad 175 milionów euro. Ich najdroższym nabytkiem został ściągnięty z Evertonu Richarlison. Gracz z Kraju Kawy miał poszerzyć wachlarz ofensywnych opcji dostępnych dla Antonio Conte. Jego debiutanckie rozgrywki w nowym klubie okazały się jednak pasmem rozczarowań. Wiele wskazywało na to, że włoski menedżer niespecjalnie chciał kupionego z Evertonu gracza. On sam z kolei nie odnalazł się w Londynie.
W ciągu pierwszych 12 miesięcy w stolicy zaliczył 35 występów. Strzelił zaledwie trzy gole. Na początku września ustrzelił dublet w meczu z Olympique’iem Marsylia na arenie Ligi Mistrzów. Po prawie ośmiu miesiącach, pod koniec kwietnia, wpakował piłkę do siatki w ligowym meczu z Liverpoolem. Ta bramka w pewnym sensie stanowiła podsumowanie jego rozczarowującej kampanii.
Czekał na nią długo, celebrował jak szalony, bo dał “Kogutom” wyrównanie w doliczonym czasie gry po dramatycznym comebacku, ale… “The Reds” chwilę później i tak zapewnili sobie wygraną. Przy okazji dostał drugą w sezonie ligowym żółtą kartkę za zdjęcie koszulki po strzeleniu gola - wcześniej zrobił to z Fulham, ale wtedy zdobyczy pozbawiła go analiza VAR. Jak się okazało, finiszował w Premier League z absurdalną, wypominaną mu przez fanów innych klubów statystyką: dwoma napomnieniami za nieprzepisową celebrację, ale zaledwie jedną bramką na koncie.
Rozgrywki stały dla Richarlisona pod znakiem frustracji i niemałej huśtawki nastrojów. Przed mundialem doznał kontuzji i obawiał się, że może opuścić wyjazd na wielki turniej z “Canarinhos”, płacząc nawet przed kamerą po końcowym gwizdku feralnego spotkania z Evertonem. Udało się jednak wyleczyć na czas. W Katarze trafił trzy razy, ale Brazylia doszła tylko do ćwierćfinału. Tymczasem w klubie rosły podobno napięcia między nim a trenerem. W marcu, jeszcze przed pierwszym golem w lidze, 26-latek tłumaczył w rozmowie z “TNT Sports Brazil”, że zaskakują go decyzje Conte, dającego mu za mało szans. Stwierdził wprost, że to “gówniany sezon”. Włoch nie pozostał mu dłużny.
- Ma rację, mówiąc, że jego sezon jest gówniany. Nie jest dobry - powiedział menedżer, zapytany o wypowiedź podopiecznego. - Miał wiele kontuzji. (...) Nie strzelił nic w lidze, tylko dwa gole w Lidze Mistrzów. Sądzę, że pokazał dużą szczerość, przyznając, że ma słabe rozgrywki. To jeszcze nie koniec, ma czas na odbudowę. Jeśli zasłuży na grę, to dam mu szansę, ale w innym przypadku postawię na innych zawodników. Jeśli chodzi o resztę wywiadu - chyba wie dobrze, że zrobił błąd. Jeśli mówisz tylko “ja”, “ja” i “ja”, a nie “my”, to znaczy, że myślisz tylko o sobie i jesteś samolubny.
Conte niedługo potem stracił posadę, ale Brazylijczyk się nie odbudował. Skończył jako mem i jeden z większych transferowych niewypałów. Szansę na zmianę miało przynieść nowe rozdanie w kolejnych rozgrywkach.

Potrzebował psychologa

Pojawienie się Ange’a Postecoglou otworzyło nowe perspektywy dla napastnika. Australijczyk wyznaje ofensywną filozofię futbolu, opartą na grze kombinacyjnej i wprowadza ją z pełnym przekonaniem. Richarlison w teorii stanowił dobry wybór na podstawową “dziewiątkę”, zwłaszcza w obliczu odejścia Harry’ego Kane’a i braku zakupu jego następcy. Wychowanek America Mineiro lubi brać udział w rozegraniu i wymieniać się pozycjami z kolegami ustawionymi za jego plecami. Dostał więc okazję gry w pierwszym składzie.
Zmiany jednak nie było widać. Naturalnie, styl zespołu wyglądał dużo ciekawiej dla oka, ale na szpicy wciąż biegał ten sam Brazylijczyk - waleczny, zadziorny, szukający współpracy z partnerami. Wciąż jednak zablokowany, nieskuteczny. Do przerwy reprezentacyjnej nie znalazł drogi do siatki w żadnym meczu ligowym, choć odrobinę nadziei w serca fanów wlało trafienie w Pucharze Ligi przeciwko Fulham.
Pomimo tego mogliśmy odnieść wrażenie, że narastająca presja wywiera coraz większy wpływ na poczynania zawodnika z Ameryki Południowej. W kluczowych momentach, nawet w teoretycznie prostych sytuacjach, zawsze czegoś mu brakowało. W trzeciej serii gier, przeciwko Bournemouth, pędził na bramkę po świetnym zagraniu Jamesa Maddisona. Wszystko, co najtrudniejsze, wykonał świetnie: położył Lloyda Kelly’ego, usadził na ziemi stojącego między słupkami Neto. Niestety, wypuścił sobie piłkę trochę za daleko i choć wydawało się, że została tylko formalność, przed pustą siatką zablokował go wracający za akcją Joe Rothwell. Postecoglou zmienił zawiedzionego podopiecznego po godzinie, oczywiście bez gola na koncie. W następnej kolejce posadził go na ławce, a Tottenham zagrał swój najlepszy pod względem ofensywnym mecz w tym sezonie, wbijając pięć bramek Burnley.
Niedługo potem nadszedł wyjazd na reprezentację. W pierwszym, wygranym wysoko spotkaniu z Boliwią, eks-zawodnik Evertonu zmarnował świetną okazję. Scenariusz się powtórzył. Wypracował sobie przestrzeń w tłoku, położył przeciwnika, ale w dogodnej sytuacji uderzył Panu Bogu w okno. Niedługo potem Fernando Diniz zdjął go z boiska.
26-latek znowu skończył występ beż żadnej zdobyczy. Siedząc na ławce, zalał się łzami. Obrazek ten obiegł internet, o reakcji Brazylijczyka pisały media na całym świecie. Stało się jasne, że dzieje się z nim coś złego. Zawodnik po spotkaniu to potwierdził, zaznaczając, że poszuka odpowiedniej pomocy.
- W ciągu ostatnich pięciu miesięcy przeszedłem przez turbulentny okres poza boiskiem. Teraz sprawy w domu się uspokoiły. Ludzie, których interesowały tylko moje pieniądze, nie są już blisko mnie - przyznał w rozmowie z “O Globo”. - Wrócę do Anglii i zasięgnę pomocy psychologa, aby wzmocnić swój umysł. Właśnie o to chodzi, trzeba wrócić mocniejszym. Rzeczy zaczną się układać i jestem pewien, że zaliczę dobry okres w Tottenhamie.

Podwójnie magiczny comeback

Po powrocie ze zgrupowania napastnik ponownie usiadł na ławce w klubie. Choć Postecoglou nie desygnował go w podstawowej jedenastce na mecz z beniaminkiem, Sheffield United, spotkanie to przyniosło moment, który może być dla Brazylijczyka początkiem nowego etapu. Przy tej okazji zobaczyliśmy też wielkie wsparcie, jakie gwarantują mu koledzy z drużyny.
“Koguty”, choć przeważały, męczyły się niemiłosiernie. Długo nie mogły przełamać defensywy przeciwników, a ci objęli nawet zaskakujące prowadzenie. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Richarlison wszedł na murawę i został bohaterem historycznego comebacku.
W ósmej minucie doliczonego czasu strzelił pierwszego w tym sezonie ligowego gola, trafiając do siatki głową po wrzutce Ivana Perisicia z rzutu rożnego. Stadion eksplodował z radości, Brazylijczyka opadli koledzy. Richarlison miał swoją wielką chwilę, a to jeszcze nie był koniec. Dwie minuty później dograł do Dejana Kulusevskiego, a Szwed zapewnił londyńczykom wygraną. Tym samym “Spurs” zaliczyli najpóźniejszy zwycięski comeback w historii Premier League.
- Richy oczywiście miał bardzo ciężki czas, trudny sezon, ale bardzo, bardzo się cieszyłem. Chyba nawet bardziej niż on. Potrzebujemy go jako drużyna, ma świetną jakość, ale pewność siebie robi różnicę. Chciałem go po prostu wyściskać, bo na to zasłużył. Było mu trudno, ale wszyscy mieliśmy nadzieję, że ten mecz odbuduje jego pewność siebie. Odmienił to spotkanie. Na to czekaliśmy - mówił po końcowym gwizdku Heung-min Son.
- To naprawdę silny gość, świetna osobowość, i zawsze może się podnieść. Jeśli jednak masz gorszy czas, potrzebujesz odpowiednich ludzi dookoła siebie - kontynuował Koreańczyk. - Zawsze staram się być dla niego przyjacielem i jeśli czegokolwiek potrzebuje, to mogę mu pomóc swoim doświadczeniem lub postawą na boisku. Sądzę, że wszyscy stoimy za nim murem i mu pomagamy.
Po końcowym gwizdku cała drużyna świętowała z trybunami. Son, kapitan zespołu, wypychał Richarlisona przed szereg, dając znać, że to on zasługuje na gratulacje. Koreańczyk postarał się, żeby okazać mu jak najwięcej wsparcia, kreując chwilę, w pewnym sensie, magiczną.
Konfrontacja z “Szablami” i wielki wkład w dramatyczną wygraną mogą stanowić dla Richarlisona przełomowy moment. Niedługo po tym, jak cały świat dowiedział się o trapiących go demonach, pokazał, że może je zażegnać na boisku. A koledzy z drużyny stanęli u jego boku. Oczywiście, wygranie walki z problemami psychicznymi nie jest łatwe i wymaga dużo pracy. Właśnie tego jednak Brazylijczyk potrzebował. Właśnie dlatego ta końcówka na Tottenham Hotspur Stadium była podwójnie wyjątkowa.

Przeczytaj również