Odważna deklaracja po awansie do Ekstraklasy. Tak Lechia świętowała "na mieście"
Lechia Gdańsk wygrała 2:1 z Arką Gdynia i zapewniła sobie mistrzostwo Fortuna 1 Ligi. Naprzeciwko siebie stanęli godni rywale, którzy pokazali ekstraklasowy futbol. Gdańsk minionej nocy spać poszedł bardzo późno. Kibice świętowali sukces razem z piłkarzami w centrum miasta. Czy Gdynia zasnęła wcześniej? Pewnie nie, a powody zgoła inne.
Z Gdańska, Błażej Łukaszewski
46. Derby Trójmiasta nie zawiodły. Bo zawieść nie mogły. Tak naprawdę zwycięstwo którejkolwiek z drużyn niosłoby za sobą strategiczne rozstrzygnięcia dla tego sezonu. Jakakolwiek zdobycz punktowa Arki dawałaby jej awans do Ekstraklasy. Osiągnięcie tego marzenia na stadionie odwiecznego rywala byłoby na pewno wydarzeniem historycznym. Potoczyło się jednak inaczej.
Nerwowy tydzień w Gdyni
Wygrała Lechia, która zapewniła sobie mistrzostwo Fortuna 1 Ligi, a przy okazji sprawiła, że Arka nadal nie jest pewna promocji do wyższej ligi. Choć sytuację lepiej wyrazi stwierdzenie, że Arka tego awansu jest teraz bardzo… niepewna. Subtelna, ale znacząca różnica. Piłkarze Wojciecha Łobodzińskiego zagrają w ostatnim meczu sezonu u siebie z GKS-em Katowice, który - nie boję się użyć tych słów - jest jednym z lepiej, jeśli nie najlepiej grającym pierwszoligowcem w tym roku kalendarzowym. Aby awansować, gdynianie muszą chociaż zremisować. Tak jak w niedzielę w Gdańsku - tak blisko i jednocześnie tak daleko.
Arce do pewnego momentu derbów sprzyjało wiele okoliczności jak przede wszystkim czerwona kartka Andreia Chindrisa z 32. minuty meczu.
- Po czerwonej kartce mieliśmy pełną kontrolę meczu i plan na drugą połowę był taki, by próbować strzelać kolejne bramki. Mieliśmy cztery sytuacje sam na sam. Jest mi przykro, targają mną emocje. Próbowaliśmy ratować sytuację zmianami, ale jak się nie strzela, to trudno wygrać. Przez niefrasobliwe zachowanie w defensywie przegrywamy. Nawarzyliśmy piwa i musimy wygrać w kolejnym meczu - mówił Łobodziński.
Od trenera Arki dało się wyczuć, że ma duże pretensje do swoich zawodników. To nie jego wina, że Skóra, Milewski czy inni nie zdołali wykorzystać świetnych sytuacji. Jeśli nie umiesz tego zrobić, to musisz ponieść konsekwencje. Plan na mecz drużyny przyjezdnej wydawał się dobry, trudno szukać pretensji w osobie trenera. Zawinili piłkarze, którzy nie “udźwignęli tematu”.
Grabowski show
Po konferencji trenera gości zgromadzeni w sali dziennikarze czekali jakieś 30 minut na Szymona Grabowskiego. Było warto, bo ten wziął ze sobą… cały sztab, po czym powiedział wiele mocnych i emocjonalnych słów.
To był świetny sygnał wysłany do kibiców (jeden z wielu w ostatnim czasie). Grabowski udowodnił jedność w drużynie i w sztabie. Za wszelką cenę chciał pokazać mediom, że sukces osiągnął nie tylko on, ale przede wszystkim cały klub, a w tym każdy pojedynczy członek sztabu szkoleniowego. Taka chwila jak ta, dla asystenta, fizjoterapeuty, analityka czy opiekuna drużyny, to powód do dumy, a nawet wzruszenia, bo oczy kilku z nich delikatnie się zaszkliły.
Szkoleniowiec Lechii zwrócił się także do kibiców, którzy wypełnili stadion i znakomicie dopingowali.
- Mecz zaczęliśmy w dwunastu. Gorące gratulacje i podziękowania dla naszych kibiców, dzięki nim wygraliśmy to spotkanie. Nieśli nas nawet nie od pierwszej minuty, ale już od dwóch godzin przed pierwszym gwizdkiem aż do ostatniego. Myślę, że nie dalibyśmy rady, gdyby nie ten doping. To było niesamowite uczucie stać przy linii, siedzieć na ławce, grać na murawie przy takim żywiołowym dopingu - mówił.
Feta na mieście
Drużyna biało-zielonych opuściła Polsat Plus Arenę Gdańsk bardzo późno, bo już… w poniedziałek, po północy. Piłkarze spotkali się z kibicami, którzy czekali na nich pod "Neptunem", położonym jest w najbardziej reprezentatywnej części Gdańska, przy ulicy Długiej.
Historia Lechii na przestrzeni ostatniego roku jest nieprawdopodobna. Spadek z ligi, zmiany właścicielskie, masa odejść. Zespół przystępował do rozgrywek z kadrą, która na myśl przynosiła bardziej walkę o utrzymanie niż to, co dzieje się teraz. Dopiero później do nastały bardzo poważne wzmocnienia, ale sęk w tym, by umieć tym zarządzać. A trener Grabowski pokazał, że to potrafi. I pomyśleć, że o obecnego szkoleniowca Lechii, jeszcze przed sezonem bardzo mocno zabiegała… Arka Gdynia. Piłka nożna.
Tekst rozpoczęliśmy od słów o tym, że Trójmiasto nie poszło prędko spać. Na dowód załączamy fragment relacji z Instagrama szkoleniowca Lechii.