Obrażał homoseksualistów, mógł grać w porno, wyzywał, pił, jadł i spał. Przepis na zmarnowaną karierę

Srebrny medal Mistrzostw Europy, tytuły w Hiszpanii i we Włoszech, na koncie ponad 100 bramek w Serie A, a w CV między innymi przygody w barwach Realu, Romy i Interu. Wydawałoby się, że można w tym przypadku mówić o niezwykle udanej karierze, jednak jej bohater, Antonio Cassano wykorzystał maksymalnie połowę swojego potencjału. Włoski napastnik dysponował ogromnym talentem, ale futbol nigdy nie stanowił dla niego kwestii priorytetowej.
“FantAntonio” chyba miał zapisane w gwiazdach zostanie piłkarzem, ponieważ urodził się kilka godzin po tym, jak Włosi zdobyli Mundial w 1982 r. Jego dzieciństwo nie było usłane różami. Ojciec-narkoman opuścił rodzinę, gdy Antonio miał zaledwie kilka miesięcy.
Chłopak wychowywał się na południu Włoch w biednej dzielnicy Bari, którą turyści raczej omijają szerokim łukiem. Sam Cassano również nie był niewiniątkiem, ponieważ dzieciństwo spędził w otoczeniu szemranego towarzystwa, zarabiając na bukmacherce i ani przez chwilę nie bacząc na edukację. Włoch kilkukrotnie powtarzał klasy, a jedyną ucieczką od przykrej, a zarazem destrukcyjnej rzeczywistości, okazał się futbol.
- Gdybym nie był piłkarzem, zostałbym kryminalistą - z przekonaniem opowiadał po latach napastnik.
Czysty talent
Antonio Cassano od dziecka sympatyzował z Interem, jednak gdy wybrał się na testy do Mediolanu, nikt na Giuseppe Meazza nie poznał się na jego talencie. Zemsta podobno najlepiej smakuje na zimno, o czym najlepiej przekonali się włodarze “Nerazzurrich”. Odrzucony Cassano wrócił do rodzinnego Bari, gdzie zadebiutował w wieku 17 lat i już w drugim meczu mierzył się z Interem. Oczywiście dokonał wendetty.
Nie trzeba być doświadczonym skautem, aby tylko na podstawie powyższej bramki dostrzec niepodważalne umiejętności Cassano. Jeśli w drugim meczu swojej kariery ośmieszasz takich zawodników, jak Laurent Blanc i Christian Panucci, po uprzednim sklejeniu piłki piętą, musisz być kimś wielkim, wybrańcem piłkarskich bogów.
Włoch szturmem wszedł do Serie A, wyłamując drzwi razem z zawiasami. Po nastoletnim wychowanku Bari nie widać było żadnych oznak tremy, poczucia zwątpienia we własne możliwości. Bez kompleksów mijał kolejnych rywali, odgrywał piętkami, krótko mówiąc, zapewniał widzom show.
W 50 spotkaniach dla Bari napastnik zanotował 6 trafień, co raczej nikogo nie powaliło z nóg. Wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, że ma zadatki na bycie graczem z najwyższej półki. Po relegacji “Gallettich” po młokosa zgłosiła się AS Roma, która bez mrugnięcia okiem zapłaciła astronomiczną sumę 28 mln euro. “FantAntonio” został wówczas najdroższym nastolatkiem w historii piłki. “Wieczne Miasto” niestety nie sprzyjało krnąbrnym zapędom chłopaka z południa.
Grzechy i grzeszki Antonio
Na Stadio Olimpico Cassano znacznie poprawił swoją skuteczność, jednak jego boiskowa forma zeszła na drugi, bądź nawet trzeci plan. Młody snajper zapomniał w Rzymie o jakichkolwiek hamulcach, pozwalając sobie na ataki nawet na prezydenta klubu i trenera.
- Ty dziadu, wygrałeś Scudetto tylko dlatego, że miałeś do dyspozycji Tottiego - miał krzyczeć Cassano do Fabio Capello, który sprawował pieczę nad “Wilkami”. Prezesa “Giallorossich”, wiekowego Franco Sensiego nazywał wprost “paralitykiem”.
Przymykano oko na odzywki niesfornego Antonio, ponieważ niewyparzony język rekompensował boiskową dyspozycją. Francesco Totti powiedział nawet kiedyś, że Cassano to najlepszy zawodnik z jakim miał okazję grać. Najlepszy może i tak, ale z pewnością nie najmądrzejszy.
Poważne problemy rozpoczęły się, gdy Antonio Cassano poczuł, że Rzym staje się dla niego za mały, a przynajmniej zbyt tani. Wychowanek Bari zarabiał w Romie 5 mln euro, ale to mu nie wystarczało. Niekończąca się saga transferowa, w której Cassano potrafił obrzucać błotem swój obecny klub, znalazła swój finisz dopiero, gdy prezes rzymian stracił cierpliwość. Cassano dostał pozwolenie na odejście w 2006 r. Ochoczo skierował się na Santiago Bernabeu, ale niestety zbyt dosłownie wziął sobie do serca słowa “życie jak w Madrycie”.
“Seks i jedzenie”
O trudnym charakterze Cassano działacze “Los Blancos” przekonali się błyskawicznie. Podczas uroczystej stadionowej prezentacji poproszono Włocha, aby ubrał garnitur i krawat, ponieważ tak nakazuje tradycja klubu. Cassano prędko zakończył temat:
- Nigdy, pocałujcie mnie w dupę. Zostaję w swoich ubraniach - odpowiedział Antonio. Nie podziałały prośby, ani groźby, zatem nowy nabytek Realu pozostał w swoim jakże gustownym przyodzieniu. Takiej prezentacji na Bernabeu jeszcze nie widziano.
Już wtedy można było mieć pewne obawy, co do przyszłości Cassano w stołecznym klubie, jednak prawdziwa przeszkoda objawiła się dopiero później. Okazało się, że Włoch przyleciał do Madrytu z nadbagażem ulokowanym w tkance tłuszczowej. Debiut nowego nabytku przesunął się o kilka tygodni.
“Królewscy” oczywiście ułożyli dla Cassano dietę oraz specjalny plan treningowy, mający na celu przywrócić go do odpowiedniej formy fizycznej. Na drodze stanął sam zawodnik, który wcale nie stosował się do zaleceń klubowych dietetyków.
- Seks i jedzenie to moje dwie wielkie pasje. W Madrycie dogadywałem się z kelnerami w hotelach. Dawałem im napiwki i zamawiałem, co tylko chciałem. Po pewnym czasie przestałem chodzić na treningi. Czasem budziłem się tak późno, że już nie było sensu jechać na zajęcia - opowiadał Cassano w swojej książce “Dico Tutto” (“Mówię wszystko”).
Dla Realu rozegrał tylko 29 spotkań. Wystarczyło to do zaliczenia ok. 600-700, ale nie trafień i to nawet licząc te na treningach, jeśli w ogóle w jakichś uczestniczył, tylko... kobiet pełniących najstarszy zawód świata. Dokonał tego w ciągu zaledwie 1,5 roku, ponieważ tyle wystarczyło, aby włodarze “Królewskich” powiedzieli “Basta” i odesłali Antonio do Sampdorii. Tak zakończyły się madryckie podboje Cassano(vy).
Kariera rozmieniona na drobne
Na Stadio Luigi Ferraris Antonio odzyskał dobrą formę, notując w sezonie 2008/09 świetne liczby w postaci 15 bramek i 17 asyst. Znakomita dyspozycja zaowocowała transferem do Milanu oraz powrotem do gry w kadrze narodowej. Cesare Prandelli chciał wykorzystać skok jakościowy Cassano i uczynić z niego lidera “Azzurrich”.
Wychowanek Bari otrzymał “dziesiątkę” na plecach i jeszcze w eliminacjach do EURO 2012 prezentował się znakomicie, będąc najlepszym strzelcem swojego zespołu. Turniej rozgrywany w Polsce i na Ukrainie zakończył się sukcesem Włochów, ponieważ zdobyli srebrny medal, aczkolwiek Cassano został zapamiętany niemal wyłącznie z powodu jednej, idiotycznej wypowiedzi.
Przed startem turnieju Włoch zaznaczył, że ma nadzieję, że podczas EURO na trybunach nie zjawią się żadni homoseksualni kibice. Po otrzymaniu kary od UEFA tłumaczył, że nie chciał urazić niczyjej orientacji seksualnej. Brzmi abstrakcyjnie, ale w przypadku takiego gagatka jak Antonio, można raczej uwierzyć w jego bezgraniczną bezmyślność.
Dalsze przygody Cassano jawią się jako jeszcze mniej prawdopodobne, aczkolwiek niestety wydarzyły się naprawdę. W 2015 r. Antonio wrócił do Sampdorii, gdzie rozegrał dobry sezon, który poszedł na marne, bo znowu mu odbiło. Tym razem ofiarą jego ciętego języka okazał się… prezes klubu.
- Wyp****alaj, możesz mi poss*ć - takie słowa z ust Cassano usłyszał Riccardo Garrone. Włoski napastnik został naturalnie w trybie natychmiastowym odsunięty od gry, a finalnie zerwano jego kontrakt. Następnie usługami napastnika zainteresował się… reżyser filmów porno, Rocco Siffredi. Piłkarz otrzymał propozycję zagrania w najnowszej produkcji Siffrediego.
Pół roku później Cassano przeszedł samego siebie. 10 lipca pomocną dłoń do bezrobotnego gracza wyciągnął Hellas. Po tygodniu treningów z werońskim klubem Antonio ogłosił jednak, że… nie jest w stanie kontynuować gry i zawiesza buty na kołku.
Co najciekawsze, tego samego dnia zwołał konferencję prasową, gdzie hucznie zapowiedział, że właściwie to będzie dalej grać i już nie może się doczekać debiutu w Hellasie. Absurd, kabaret, abstrakcja, czyli Cassano w najlepszym możliwym wydaniu. Jego kariery lepiej nie wymyśliłby nawet Monty Python.
Po kolejnych kilku dniach były reprezentant Włoch znów się rozmyślił i po raz kolejny zakończył karierę. Tym razem już na dobre. Chociaż nikogo raczej nie zdziwiłoby, gdyby Cassano za kilka miesięcy znów wrócił do futbolu, nawet zagrał kilka spotkań, a potem obraził wszystkich dookoła, uciekając do hotelu pełnego makaronu, alkoholu i panien lekkich obyczajów.
Można jedynie gdybać, jak wyglądałaby jego kariera, gdyby nie autodestrukcyjna mentalność. Wizja gry, instynkt strzelecki oraz wyszkolenie techniczne predestynowały Cassano do odnoszenia sukcesów nawet w klubie pokroju Realu Madryt. Włoch niestety sam dokonał wyboru. Lista jego priorytetów zapewne przypominała tytuł autobiografii Elizabeth Gilbert: Jedz, módl się i kochaj. W przypadku “FantAntonio”, z naciskiem na pierwszą i trzecią czynność.
Mateusz Jankowski