Niezwykły postrach Barcelony. Jest najlepszy w całej Europie, on znów to zrobił

Niezwykły postrach Barcelony. Jest najlepszy w całej Europie, on znów to zrobił
Pressinphoto / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz Jankowski26 Feb · 07:00
Joker. As w rękawie. Zmiennik idealny. Alexander Sorloth sprawdza się jako żelazny rezerwowy w arsenale Diego Simeone. FC Barcelona znów została skarcona przez rosłego Norwega.
Podobno nic dwa razy się nie zdarza. A jednak. Atletico na przestrzeni dwóch miesięcy dwukrotnie zszokowało Barcelonę na jej terenie. Przebieg tych meczów teoretycznie różnił się od siebie w sposób diametralny. W grudniowym starciu w lidze Katalończycy prowadzili 1:0, ale wypuścili zwycięstwo w drugiej połowie. Wtorkowa rywalizacja w Copa del Rey obfitowała w większą liczbę zwrotów akcji. Najpierw podopieczni Diego Simeone objęli dwubramkowe prowadzenie, aby następnie “Blaugrana” powstała z popiołów i doprowadziła do wyniku 4:2. Oba spotkania połączył identyczny finisz. Alexander Sorloth trafiający do siatki w doliczonym czasie gry. Najpierw snajper zapewnił komplet punktów, teraz bardzo korzystny rezultat przed rewanżem, który zostanie rozegrany w Madrycie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Postrach Barcelony

- Myślę, że to był mój czwarty albo piąty mecz z Barceloną, w którym trafiłem. Powiem szczerze, kiedy dziś rano się obudziłem, wiedziałem, że zdobędę bramkę - powiedział na antenie ESPN bohater wtorkowego półfinału. - Sorloth znowu to zrobił. Jest wrogiem publicznym numer jeden w Barcelonie. Norweg, podobnie jak w meczu ligowym, które Atletico wygrało, trafił do siatki w doliczonym czasie gry. Idealnie wykorzystał dogranie Samuela Lino, po jego strzale Szczęsny dotknął piłki, ale to nie przeszkodziło w zdobyciu bramki - opisał Javier Gomara z Mundo Deportivo.
Sorloth staje się prawdziwym przekleństwem “Dumy Katalonii”. W pięciu ostatnich meczach z tym rywalem zanotował aż pięć bramek i trzy asysty. Teraz w krótkim odstępie czasu ukąsił “Barcę” jako piłkarz Atletico, ale wcześniej potrafił dokonywać tego samego, reprezentując barwy Villarrealu. Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie “Żółta Łódź Podwodna” wygrała na Estadi Montjuic 5:3, a 29-latek również wpisał się na listę strzelców po 90. minucie. Portal Opta wyliczył, że od sezonu 2003/04 Norweg jest jedynym piłkarzem, który strzelił “Blaugranie” trzy gole w doliczonym czasie gry. Patent to mało powiedziane.
- Widzę grupę zawodników, która rywalizuje o miejsce w składzie i bardzo mi się to podoba. Trudno było mi zdjąć Griezmanna, ale wiedziałem, że Sorloth potrafi przytrzymać piłkę, rozprowadzić ją i że jest bardzo niebezpieczny przy każdym dośrodkowaniu. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mu się trafić i zapewnić nam zwycięstwo - powiedział Simeone po grudniowym triumfie w mieście Gaudiego.
Podopieczni Hansiego Flicka właściwie nie wyciągnęli konkretnych wniosków z poprzedniej porażki. Znów przy korzystnym wyniku Katalończycy grali aż nazbyt odważnie, brawurowo, a jednocześnie naiwnie. Szukali kolejnych okazji, zamiast uszanować własne prowadzenie. W pewnym momencie Wojciech Szczęsny uspokajał swój zespół, kiedy przy stanie 4:3 wygrał pojedynek sam na sam z Angelem Correą. Widział, że jego koledzy myślą raczej o strzeleniu piątego golu, nie mając na uwadze możliwości stracenia czwartego. Takie podejście może być szanowane przez piłkarskich romantyków, ale “Cholo” to chodzące uosobienie pragmatyzmu. On zdawał sobie sprawę z tego, że jego rywal zapomina o defensywie, więc wprowadził najgroźniejszą opcję z ławki. Alexander Sorloth dobrze wiedział, co ma zrobić.

Wejście smoka

To, że Sorloth strzela gole, teoretycznie nie powinno nikogo dziwić. W poprzednim sezonie ligi hiszpańskiej huknął 23 gole, wyścig o Trofeo Pichichi przegrał z Artemem Dowbykiem o zaledwie jedno trafienie. Potrafił zapakować Realowi Madryt cztery bramki w jednym meczu, strzelał też z innymi potentatami. Podkreślmy jednak, że w Villarrealu występował w zupełnie innej roli. Był liderem i centralną postacią całego zespołu. W większości spotkań grał od deski do deski, nie mając nawet realnego konkurenta. W Atletico musiał zaakceptować bycie opcją drugoplanową. I znów wywiązuje się ze swoich obowiązków bez najmniejszych zarzutów.
Sorloth strzelił w barwach “Los Colchoneros” 13 goli, z czego aż osiem po wejściach z ławki. Sześć z nich padło w lidze, konkretnie w starciach z Las Palmas, Alaves, Realem Valladolid, Getafe, Barceloną i Celtą. Jest on najskuteczniejszym rezerwowym w tym sezonie, licząc wszystkich piłkarzy w TOP 5 ligach Europy. W historii hiszpańskiej ekstraklasy najlepszy sezon jako zmiennik rozegrał Alvaro Morata. Jeszcze w Realu Madryt potrafił skompletować osiem trafień z ławki. Teraz to Diego Simeone ma do dyspozycji broń, której nie zawaha się użyć. Rekord Hiszpana jest poważnie zagrożony.
- Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do nowej sytuacji. W poprzednim sezonie grałem w prawie każdym meczu po 90 minut, więc musiałem się dostosować. Ale teraz czuję się naprawdę dobrze. Myślę, że jedną z najtrudniejszych rzeczy jest bycie dobrym rezerwowym. Na początku kariery nie radziłem sobie z tym na takim poziomie, buzowały we mnie emocje. Teraz jestem spokojniejszy, bardziej skupiony na tym, żeby pomóc drużynie. Chcemy wygrywać i walczyć o trofea, więc muszę być zawsze czujny. Kiedy wchodzę na boisko, czuję, że mogę stworzyć zagrożenie - mówił w wywiadzie dla portalu FIFA.
Posiadanie Sorlotha musi być niebywałym komfortem z perspektywy Diego Simeone. 29-latek akceptuje miejsce w hierarchii, zdając sobie sprawę z poziomu konkurencji. Antoine Griezmann i Julian Alvarez nie dają żadnych powodów, aby odesłać ich na ławkę. Oni mogą przez 60-70 minut zmęczyć rywali, aby następnie na scenę wszedł zawodnik o zupełnie innej charakterystyce. Prawie dwumetrowy kolos ze świetnymi warunkami fizycznymi, umiejętnością gry na ścianę i imponującym wykończeniem. W tym sezonie trafia on do siatki średnio co 107 rozegranych minut, jego bramki i asysty zapewniły drużynie dodatkowych 13 punktów w tabeli. Taki gracz rotacyjny to skarb.

Wnioski

- Czuję nieprzyjemny posmak, bo prowadziliśmy 4:2. W takich momentach musimy mądrzej dysponować piłką, spieszyliśmy się z niektórymi zagraniami. To jest coś, nad czym będziemy musieli popracować przed rewanżem - przyznał Pedri, cytowany przez dziennik AS. - Może w ostatnim fragmencie meczu powinniśmy nieco wycofać linię obrony, ale nie sądzę, że to był główny powód takiego, a nie innego wyniku. Powinniśmy wygrać 6:2, a zremisowaliśmy 4:4 - dodał Inigo Martinez.
Dziś żyjemy jeszcze emocjami po tym szalonym starciu. Struktura terminarza sprawia jednak, że w najbliższym czasie raczej odłożymy na bok kwestię awansu do finału Pucharu Króla. Rewanż na Metropolitano odbędzie się bowiem dopiero 2 kwietnia. Do tego czasu obie drużyny rozegrają swoje mecze w 1/8 finału Ligi Mistrzów, zdążą się też ponownie zmierzyć na arenie ligowej. Flick tym razem będzie musiał zadbać o to, aby skorygować błędy, które pogrążyły jego zespół w minionych starciach z drużyną “Cholo”.
Barcelona ewidentnie ma problem z określeniem priorytetów w sytuacjach stykowych. Jesienią Robert Lewandowski zwracał już uwagę na to, że jeśli zespół nie może wygrać, to niech chociaż nie przegra. Mówił to przy okazji porażek z Las Palmas czy Leganes, kiedy Katalończycy ponownie zapominali o obowiązkach w defensywie. Wysoko ustawiona linia obrony może działać, przynosić namacalne efekty, ale potrzebny jest też plan B. A “Blaugrana” zbyt często rzuca wszystkie siły do ataku, pędzi po kolejne trafienia i nie patrzy na to, że przeciwnik też może się odgryźć. Kiedy pułapki ofsajdowe zawodzą, a Szczęsny nie jest w stanie samodzielnie odeprzeć kolejnych ataków, zaczynają się poważne problemy.
Jak wspomnieliśmy, do rewanżowego półfinału jeszcze daleka droga. Patrząc na historię starć Barcelony z “Atleti”, już teraz można jednak spodziewać się fantastycznego widowiska. I to od pierwszej do ostatniej minuty. Już Alexander Sorloth osobiście o to zadba.

Przeczytaj również