Najwięksi przegrani meczu z Mołdawią. "Znacznie częściej kojarzy się z prostymi błędami"

Najwięksi przegrani meczu z Mołdawią. "Znacznie częściej kojarzy się z prostymi błędami"
Adam Starszynski/Pressfocus
Reprezentacja Polski po raz kolejny skompromitowała się w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Zremisowane spotkanie z Mołdawią obnażyło błędy wielu kadrowiczów.
Miały być dwa finały, mecz o wszystko z Czechami i zacięty bój o bezpośredni awans na EURO 2024. Tyle w teorii, ponieważ reprezentanci Polski znów pokazali, że są prawdziwymi mistrzami w komplikowaniu sobie życia. Dramatyczny występ z Mołdawią sprawił, że szanse na wyjście z grupy eliminacyjnej są niemal iluzoryczne. Można oczywiście wyliczać matematyczne równania, kreślić różnorakie scenariusze i ślepo wierzyć w nadchodzący happy end. Przy czym warto podkreślić, że kadra w obecnym stanie po prostu nie zasługuje na to, żeby pojechać na turniej rangi mistrzowskiej. Nie ta liga, nie ten poziom, nie ten rozmiar kapelusza.
Dalsza część tekstu pod wideo
Pierwotnie w tym miejscu mieliśmy tradycyjnie podsumować największych wygranych i przegranych niedzielnego spotkania. Przed pierwszym gwizdkiem naiwnie zakładaliśmy, że być może znacznie więcej nazwisk załapie się po stronie plusów. Rywalem Polski była przecież ekipa ze 159. miejsca w rankingu FIFA. Wydawało się, że blamaż w Kiszyniowie pozwolił reprezentantom Polski wyciągnąć jakiekolwiek sensowne wnioski. Po raz kolejny Mołdawia pokazała jednak, że potrafi zakpić z przewidywań i błysnąć na tle zawodników Napoli, Arsenalu czy Juventusu. Na pozytywne wyróżnienie w naszej kadrze zasługiwał właściwie jedynie Karol Świderski, który był aktywny i strzelił gola. Do tego Przemysław Frankowski szarpał, Bartosz Slisz wniósł mały impuls z ławki, a Piotr Zieliński próbował, chociaż niejednokrotnie brakowało mu precyzji. Poza tym było źle, koszmarnie lub tragicznie. Do wyboru, do koloru.

Najwięksi przegrani meczu z Mołdawią

Arkadiusz Milik

Kolejny mecz Milika, w którym dochodził do sytuacji, już był blisko i witał się z gąską, ale finalnie nie potrafił po prostu wykonać swojego zadania i umieścić piłki w siatce. Pod koniec pierwszej połowy dwukrotnie wyszedł na pozycję, żeby ostatecznie przegrać pojedynki z Dorianem Raileanem. A zmarnowane okazje tak naprawdę już nikogo nie zdziwiły. Mówimy o zawodniku, który od 2016 roku strzelił w reprezentacji siedem goli. Większym szokiem byłoby, gdyby jakimś cudem zdołał powiększyć swój bilans.
O występie Milika najwięcej mówi fakt, że jego najlepszym zagraniem była akcja, w której nawet nie dotknął piłki. Przy bramce Karola Świderskiego sprytnie przepuścił futbolówkę. Poza tym nie dał żadnych konkretów. Po nieudanym meczu z Wyspami Owczymi Michał Probierz zażarcie bronił napastnika Juventusu i przekornie sugerował, że to od niego zacznie ustawienie składu. Wiara okazała się zgubna.

Tomasz Kędziora

Wystąpił w pięciu ostatnich meczach Polski w eliminacjach i na palcach jednej ręki można policzyć w nich jego udane zagrania. 29-latek znacznie częściej kojarzy się z prostymi błędami, przegranymi pojedynkami i momentami kompletnej dekoncentracji. Wystarczy przypomnieć zachowanie przy bramce dla Mołdawii, kiedy rozłożył czerwony dywan przed Ionem Nicolaescu.
Wydaje się, że podczas poprzednich zgrupowań kwestie dotyczące innych reprezentantów nieco tuszowały słabą postawę Tomasza Kędziory. Ale niepostrzeżenie gracz PAOK-u stał się jednym z podstawowych zawodników, chociaż jego kandydatura zupełnie nie broni się pod względem sportowym. Brakuje mu spokoju. Skoro Mołdawia w dwóch meczach z rzędu okazuje się dla Kędziory zbyt wysokimi progami, to aż strach pomyśleć, jak zaprezentowałby się na tle rywali, którym choćby w rankingu FIFA bliżej jest do światowej czołówki niż Jemenu, Singapuru czy Lesotho.

Patryk Dziczek

Z jednej strony nie można zbytnio pastwić się nad zawodnikiem, który trzy dni wcześniej spełnił marzenie o debiucie w seniorskiej kadrze. Z drugiej jednak trzeba rzetelnie ocenić postawę Patryka Dziczka na tle Mołdawii. A ta była najzwyczajniej w świecie katastrofalna. 25-latek momentami grał tak, jakby na siłę chciał utrudnić biało-czerwonym rozgrywanie kolejnych akcji.
Gracz Piasta Gliwice zupełnie nie potrafił złapać wspólnego języka z kolegami. Kiedy mógł przyspieszyć grę, to ją zwalniał. Gdy w pierwszej połowie tliła się nadzieja na przeprowadzenie jakiegokolwiek ataku, momentalnie dusił ją w zarodku, wykonując niecelne podanie. W sumie zanotował on aż 14 strat, czyli średnio jedną na nieco ponad trzy minuty. Michał Probierz widział, że w tym meczu Dziczek zawodził, więc oszczędził mu cierpień i dokonał zmiany już w przerwie. W naszych pomeczowych ocenach pomocnik dostał “jedynkę”, ponieważ na nic więcej po prostu nie zasłużył.
- Dziczek, ulubieniec wielu trenerów, brutalnie zweryfikowany na tle Mołdawii. Generalnie to wszystko jest bardzo smutne - ocenił Tomasz Ćwiąkała, dziennikarz “CANAL+”. - Ten mecz brutalnie weryfikuje Patryka Dziczka. Niestety, nie ten rozmiar kapelusza - wtórował Michał Mitrut. - Patryk Dziczek dzisiaj w trybie rugby. Cały czas do boku/do tyłu, jak tylko próbuje zagrać do przodu, to z reguły tracimy piłkę - dodał Michał Borkowski.

Michał Probierz

- To nie jest usprawiedliwienie, ale cudotwórcą nie jestem. Pewnych rzeczy nie da się zrobić bez treningu. Rozumiem rozczarowanie, ale nie tym meczem przegrywamy na razie te eliminacje - powiedział Probierz na pomeczowej konferencji.
Nowy selekcjoner oczywiście nie jest głównym winowajcą obecnej sytuacji Polski w grupie. Nie da się jednak pominąć nazwiska 51-latka w gronie przegranych, kiedy nie wykorzystał on idealnej okazji, aby rozpocząć kadencję od dwóch zwycięstw. Naprawdę na papierze trudno było wyobrazić sobie przystępniejszych rywali niż Wyspy Owcze i Mołdawia. W idealnym świecie biało-czerwoni powinni zdobyć sześć punktów i z wielkimi nadziejami podejść do meczu o wszystko przeciwko Czechom. Niestety wiemy już teraz, że obecną reprezentację Polski przerasta zagranie dwóch dobrych spotkań z rzędu. Możemy pocieszać się dwoma skutecznymi akcjami przeciwko Farerom i chwilowym zrywem na początku drugiej połowy z Mołdawią. Brzmi niezbyt ekskluzywnie.
Naturalnie po tym zgrupowaniu można chwalić Probierza za postawienie na kilku debiutantów i zauważalne odświeżenie drużyny. Finalnie efekt wychodzi jednak identyczny, jak w przypadku poprzednich selekcjonerów. Kiedy w jakimkolwiek meczu przychodzi drobny kryzys, Polska pada na kolana i nie potrafi wstać. Praktycznie każdy rywal jest w stanie złamać pewność siebie polskich zawodników i sprawić, że oni sami nie wierzą we własne umiejętności.
Zmieniają się selekcjonerzy, ale nie zmienia się bolesny obraz kadry, która zawodzi oczekiwania i nie czerpie żadnej radości z gry w piłkę. Po pierwszych dwóch meczach ciężko dostrzec, aby nowy selekcjoner potrafił znaleźć remedium na postępującą bezsilność pożerającą od wewnątrz potencjał naszej drużyny narodowej. Chociaż można zastanowić się, czy którykolwiek trener w ogóle byłby w stanie tego dokonać. Jeśli nie, to w najbliższej przyszłości wyniki pokroju remisu z Mołdawią mogą przestać być sensacją.

Przeczytaj również