Najgorszy transfer kadencji Solskjaera w United. Manchester musi go pożegnać? Stałe błędy i brak rozwoju

Erik ten Hag zaraz wprowadzi w Manchesterze United kadrowe porządki. Ich ofiarą może zostać Aaron Wan-Bissaka. Piłkarz kupowany z wielkimi nadziejami, ale, jak się okazało, nieprzystosowany do gry w klubie z dużymi ambicjami.
Kibice Manchesteru United mają w tym sezonie wiele powodów do frustracji. Od ogólnej formy zespołu, po zasady panujące w klubie, aż po pojedyncze postacie związane z ich ukochanymi "Czerwonymi Diabłami". Trudno wskazać piłkarza, którego w obecnej kampanii ominęła krytyka. Jednym z jej najczęstszych obiektów jest Aaron Wan-Bissaka. Aktualne rozgrywki w wykonaniu Anglika dowodzą, że kupowano go bez jasnego, długoterminowego pomysłu. Na Old Trafford trafił piłkarz, którego wszystkie mankamenty obnażyła nieunikniona zmiana stylu gry na bardziej odważny. Wciąż nie wiemy, co zrobi z nim Erik ten Hag, lecz prawy defensor wymieniany jest jako jedno z głównych ogniw wymagających wymiany.
Niedawno w brytyjskich mediach pojawiły się plotki łączące go z… powrotem do Crystal Palace. Czy taki ruch jest realny? Trudno ocenić. Jeżeli jednak ktoś jest chociaż w stanie napisać takiego newsa, to pokazuje to wielki "zjazd" renomy 24-latka. A to najlepiej obrazuje, że United się na jego transfer nacięło.
Pierwsze niepokojące sygnały
Gdy Wan-Bissaka zaczynał przygodę z dorosłym futbolem w barwach Crystal Palace, komplementowano go za postawę w obronie. Jako największy plus wyróżniano bardzo dobrą grę wślizgiem. W nisko ustawionej defensywie "Orłów" Anglik miał zawsze pełne ręce roboty i rzeczywiście się wyróżniał. Jeśli chodzi o ofensywę, widać było u niego surowość i brak skłonności do ryzyka, coś w pełni zrozumiałego u piłkarza występującego na tej pozycji w ekipie Roya Hodgsona. Prowokowało to jednak uzasadnione znaki zapytania dot. ewentualnego transferu do jednego z czołowych klubów, gdzie boczny obrońca naturalnie ma zdecydowanie więcej zadań w ataku i - co w przypadku zawodnika United okazało się kluczowe - musi liczyć się z kompletnie innym zagrożeniem, stwarzanym przez rywali.
Niemniej, "Czerwone Diabły" wydały na gracza Palace 50 milionów funtów. Taki zakup uznano za sygnał kierunku, w jakim Ole Gunnar Solskjaer zamierzał pchnąć swoją drużynę - ściągnięcie młodego Anglika wręcz pachniało "DNA United" i szalenie podobało się najzagorzalszym kibicom. Nowy nabytek z miejsca stał się pierwszym wyborem na boku obrony, wygryzając ze składu Ashleya Younga oraz Diogo Dalota w obliczu odejścia Antonio Valencii.
Początkowo spisywał się przyzwoicie, choć podejrzenia dotyczące braków w ofensywie się potwierdziły. Jeśli chodzi o drybling, nie wygląda najgorzej (co zresztą jest naturalne u zawodnika, który w młodości grywał nawet w ataku). Z kolei pod względem wyprowadzenia piłki i stwarzania zagrożenia w tercji ofensywnej wypadał już dużo słabiej. Dośrodkowania na oślep i nieumiejętność odpowiedniego rozegrania futbolówki sprawiały, że duża część akcji zaczepnych 20-krotnych mistrzów Anglii koncentrowała się na drugiej stronie boiska.
Z czasem, gdy ekipa Solskjaera musiała zacząć grać coraz odważniej, proponując coraz częściej atak pozycyjny, uwydatniły się również braki Wan-Bissaki z tyłu. I to one okazały się jego zdecydowanie największym problemem.
Kluczowe bolączki
Wyżej ustawiona linia defensywna oznacza konieczność odpowiedzialnego ustawiania się i gotowości do zatrzymania długiego podania za plecy. “Obcięcie się” to najgorsze, co możesz zrobić. A to zdarza się Anglikowi nagminnie. Niejednokrotnie prowokuje przez to spore problemy dla kolegów. Przerzuty na jego stronę stanowią skuteczną broń dla przeciwnika. Ustawienie się i odpowiednie zachowanie względem zbliżającego się zagrania to w jego przypadku poważny problem. Również wrzutki z lewej strony strefy obronnej United na długi słupek, gdzie musi odpowiednio przypilnować przeciwnika, często kończą się niesubordynacją i groźną szansą dla rywala.
Dobra orientacja na murawie to coś, co charakteryzuje najlepszych piłkarzy świata, a u prawego defensora United jest największym minusem. Zresztą nawet sam fakt, że chwalono go przede wszystkim za grę wślizgiem, coś o nim mówił. Wszak profesor gry obronnej, Paolo Maldini, stwierdził kiedyś, że jeżeli wykonujesz wślizg, to już świadczy o popełnionym błędzie w pozycjonowaniu na murawie. 24-latek stanowi chodzący dowód na to, że są to prawdziwe słowa.
Tego typu elementarne braki mocno ograniczają zespół, w którym występuje Wan-Bissaka. Anglik stale musi być asekurowany i, co gorsza, nie nadaje się do zabezpieczania kolegów. Jeżeli jest efektywny w obronie tylko, gdy ma obok siebie rywala z futbolówką, to stanowi problem przez 90% czasu. Jak więc można mu zaufać? Te same przywary zdaje się zauważać Gareth Southgate. Selekcjoner nawet nie powołuje piłkarza z korzeniami w Demokratycznej Republice Konga do kadry “Synów Albionu”. Na debiut się nie zapowiada.
Stworzony do innej gry
Mogliśmy wysnuwać takie wnioski praktycznie od początku przygody Wan-Bissaki na Old Trafford, ale ostatnie miesiące dobitnie to pokazały - jest piłkarzem do innej gry, niż ta, którą wprowadzi Erik ten Hag. Aaronowi najlepiej byłoby grać w nisko ustawionym bloku, gdzie szanse dostania piłki za plecy są zdecydowanie mniejsze. Niestety, na to może liczyć w klubach dominowanych, a nie dominujących lub przynajmniej próbujących dominować na boisku.
Nie może więc dziwić, że jeszcze przed oficjalnym przybyciem Erika ten Haga na Old Trafford, bardzo dużo mówi się o ewentualnym transferze Anglika. Spekulacje nie dotyczą jednak europejskich klubów liczących się w walce o europejskie puchary (i trudno się dziwić). Najgłośniej słychać o zainteresowaniu Crystal Palace, gotowego przygarnąć wychowanka z powrotem, choć najprawdopodobniej tylko na zasadzie wypożyczenia, z uwagi na wysoką tygodniówkę.
Właśnie to, z kim Wan-Bissaka jest łączony, dobrze obrazuje jego najważniejszy problem. On od początku nie był stworzony do gry dla klubu aspirującego do walki o bardziej ambitne cele. Gdy trafiał do Manchesteru, miał zaledwie 21 lat, lecz od tamtej pory nie poczynił praktycznie żadnych postępów. Trudno więc liczyć, że nagle zaliczy nagły skok do przodu.
Oczywiście, ostateczna ocena umiejętności zawodnika należy do ten Haga. Jeśli zauważy w wychowanku “Orłów” pokłady ukrytego potencjału, zapewne zdecyduje się go zatrzymać. W obecnej formie to jednak jeden z pierwszych kandydatów do odejścia. Nawet tymczasowy menedżer, Ralf Rangnick, zdaje się bardziej cenić zupełnie innego, choć nie pozbawionego wad, Diogo Dalota. Wan-Bissaka z kolei wyrasta na jeden z największych niewypałów transferowych kadencji Solskjaera.