Najekskluzywniejszy rezerwowy w Europie? FC Barcelona ma wielkie szczęście
Co okienko kibice wypychali go z klubu i wydawało się, że będzie kolejnym transferowym niewypałem Barcelony. Ferran Torres przez długi czas nie był tam doceniany, ale przyjście Hansiego Flicka odmieniło jego sytuację. U Niemca Hiszpan nie potrzebuje już minut. Swoją jakość udowadnia golami.
Kibice Barcelony przyzwyczaili się w ostatnich latach do tego, że ich klub nie potrafił wydawać pieniędzy. Im wyższy transfer serwowali działacze, tym większej wtopy można było się spodziewać po nowym piłkarzu. Do pewnego momentu wydawało się, że podobny scenariusz będzie dotyczył również Ferrana Torresa. Hiszpan trafił na Camp Nou za naprawdę spore pieniądze, szczególnie mając na uwadzę kruchą sytuację finansową “Barcy”. Przez długi czas nie dawał aż tak wyraźnych argumentów, aby fani uznali, że był to opłacalny zakup. Ten sezon odmienił jednak wszystko.
Miliony nie pomogły
Wychowanek Valencii trafił do Barcelony zimą sezonu 2021/22 z Manchesteru City za 55 milionów euro i kwota jest tu warta podkreślenia ze względu na dalszy ciąg tej historii. Mogło się wydawać, że jako wychowanek “Nietoperzy” i absolwent nauk Pepa Guardioli w Anglii, powinien od początku brylować także w stolicy Katalonii, szczególnie zważywszy na system preferowany przez “Blaugranę”. I choć pierwsze pół roku pod względem liczb miał całkiem udane, bo zanotował wtedy po sześć goli i asyst, to potem już tak kolorowo nie było. Owszem, Ferran strzelał w miarę regularnie, ale jego statystyki nie powalały na kolana. Dlatego właśnie tak wielu kibiców “Barcy” nie mogło się do niego przekonać.
- Wielu kibicom tak naprawdę nadal doskwiera zapłacona za niego cena, gdy przychodził z Manchesteru City. Ferran kosztował 55 milionów euro, a był to styczeń 2022 roku, więc dla Barcelony, w jej sytuacji, była to naprawdę spora inwestycja. Oczywiście, kwota ta została rozłożona na wiele rat, lecz wciąż robi wrażenie. Ferran w żadnym momencie nie grał jednak jak zawodnik za 55 milionów euro. Do tego przez pewien okres miał spore kłopoty z techniką piłkarską. Piłka mu odskakiwała, nie wygrywał dryblingów, a do tego często marnował okazje. Po prostu irytował kibiców swoją grą i ceną - mówi w rozmowie z nami Mateusz Doniec, redaktor FCBarca.com.
Transfer Torresa do dzisiaj plasuje się bowiem wśród dziesięciu najwyższych w historii klubu. Tyle samo kosztował sprowadzony przez “Barcę” ubiegłego lata Dani Olmo. Drożsi byli: Raphinha, Luis Suarez, Frenkie de Jong i Neymar, ale też: Miralem Pjanić, Zlatan Ibrahimović, Antoine Griezmann, Ousmane Dembele oraz Philippe Coutinho. Doskonale wiemy, jak potoczyły się losy sporej części piłkarzy z tej listy, którzy okazali się w większym lub mniejszym stopniu drogimi niewypałami. Nie powinno więc dziwić, że kibice przez długi czas mogli sądzić, że Torres dołączy do tej niechlubnej grupy.
- Kwota, za którą Ferran trafił do Barcelony, rzeczywiście mu nie pomogła. Oczywiście nie była ona jakaś astronomiczna w porównaniu z wydatkami Realu Madryt czy Manchesteru City, ale to był pierwszy transfer Xaviego. Torres nie był jakimś przeogromnym talentem i pewnie gdyby przyszedł za powiedzmy 30 milionów euro, to jego postrzeganie byłoby zupełnie inne. Dlatego ta sytuacja dla wszystkich była ciężka, bo okazało się, że za duże pieniądze pozyskano gościa, który od momentu transferu przez duży okres gry w Barcelonie pełnił funkcję jedynie rezerwowego - opowiada natomiast Jordi Cardero, korespondent Relevo w stolicy Katalonii.
I z Lewym, i bez niego
Bo o ile przez pierwsze miesiące Torres grał u Xaviego niemal wszystko od deski do deski, o tyle później jego pozycja w zespole stale słabła. Na pewno pod względem liczby minut nie pomogło mu to, że po zaledwie pół roku w klubie na Camp Nou trafili Robert Lewandowski oraz Raphinha, a lada chwila na horyzoncie pojawił się też Lamine Yamal. Wszyscy ci zawodnicy odcięli Ferrana od pierwszego składu, a ówczesny trener “Barcy” nie do końca potrafił wykorzystać go jako skutecznego rezerwowego. Wychowanek Valencii nie szukał jednak problemów wszędzie dookoła i zrozumiał, że sam musi zmienić nastawienie.
- Sekret sukcesu Torresa widzę przede wszystkim w jego psychice. Słynna już “mentalidad de tiburon”, czyli “mentalność rekina”, zaczęła się przed sezonem 2023/24. W jednym z wywiadów sam przyznał, że był w bardzo złym stanie psychicznym i potrzebował pomocy specjalisty. Powiedział, że wtedy dojrzał, poznał samego siebie i zrozumiał, że nie popełnia błędów ten, kto w ogóle nie próbuje. Już na starcie tamtych rozgrywek notował mocne wejścia z ławki z golami i zakończył go jako trzeci najlepszy strzelec ex aequo z Ferminem Lopezem i Joao Felixem - opisuje Doniec.
Tamten sezon był jednak tylko preludium do tego, co miało zadziać się w obecnych rozgrywkach. Latem Hansi Flick zastąpił Xaviego w roli trenera “Blaugrany” i wydaje się, że Torres jest jednym z największych beneficjentów tej zmiany. Wcale nie gra dużo więcej niż poprzednich dwóch sezonach, ale to Niemiec wreszcie był w stanie wykorzystać pełnię potencjału 25-latka. Pod pewnymi względami Ferran przypomina trochę Pedro Rodrigueza. Ten również potrafił zaadaptować się do każdej możliwej sytuacji i łapał kolejne minuty oraz liczby, choć przecież klub miał wtedy w swojej kadrze wybitnych piłkarzy, a do tego co okno sprowadzał kolejnych rywali do miejsca w składzie.
- Nigdy nie pomyślałem o takim porównaniu, ale rzeczywiście jest ono bardzo dobre. Pamiętam, że Ferran zaczynał w Valencii na prawej stronie ataku, ale kiedy trafił do Manchesteru City, często grał jako środkowy napastnik. Kiedy przychodził do Barcelony, zaznaczył, że nie lubi grać na tej pozycji, ale to właśnie tam radzi sobie najlepiej. Tam potrafi ukryć swoje niedoskonałości, czyli np. brak dryblingu. Za to jest świetny w poruszaniu się po boisku, potrafi kapitalnie wyjść na pozycję i to sprawia, że wygląda naprawdę nieźle jako “dziewiątka”. Stał się dobrym zmiennikiem dla Lewandowskiego, ale też może występować razem z nim na boisku - zauważa z kolei Cardero.
Zaginiony dubler
Rzeczywiście zdarzają się mecze, że Lewandowski tworzy z Ferranem duet napastników, niczym kiedy w złotej erze kadry Adama Nawałki robił to wraz z Arkadiuszem Milikiem. Hiszpan często pojawia się także w roli zmiennika “Lewego”, ale zbytnio mu to już nie przeszkadza. W obecnym sezonie na 15 goli aż dziewięć strzelił z ławki. Pod tym względem w La Lidze lepszy jest od niego tylko Alexander Sorloth z Atletico (dziesięć trafień). Podobnie jak w przypadku Norwega, to były często bardzo istotne trafienia dla zespołu. Wystarczy tu przecież tylko wspomnieć o dubletach przeciwko Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów (3:2) i właśnie “Atleti” w Primera Division (4:2). Barcelona długo główkowała się nad znalezieniem zmiennika dla Polaka. Okazało się, że już od dawna miała go na miejscu.
- Ferran w wielu momentach pokazał, że woli być takim dżokerem niż piłkarzem wyjściowego składu i to ogólnie otwiera nam taką debatę na temat roli zmienników w świecie piłki nożnej. Gracze rezerwowi wcale nie muszą mieć mniejszego znaczenia niż ci, którzy grają od pierwszej minuty. W trakcie meczu mamy przecież wiele faz i zmiennych. Ferran wchodzący na boisko w 60., 65. czy 70. może być tak samo ważnym piłkarzem jak grający przez całe 90 minut Raphinha czy Lamine Yamal. Torres ma do tego odpowiedni instynkt - twierdzi hiszpański dziennikarz.
25-latek nie musi dryblować czy silić się na podobne ozdobniki. Jeśli dokładniej przyjrzymy się jego grze, dostrzeżemy, że najczęściej decyduje się na strzał już po jednym lub co najwyżej dwóch dotknięciach piłki. Ten na pozór prosty styl jest zabójczo skuteczny. Torres nie jest przy tym ani jakoś przesadnie szybki, ani wybitny technicznie. Hiszpana cechuje duży spryt oraz umiejętność wykorzystania wolnych przestrzeni. Po prostu potrafi znaleźć się we właściwym miejscu o właściwej porze i dzięki wysokiej umiejętności gry bez piłki umie się świetnie odnaleźć na wolnej pozycji. Łączy w sobie cechy skrzydłowego i rasowej “dziewiątki”, co w przypadku takiej drużyny jak Barcelona okazuje się często bezcenne.
- Zdecydowanie widzę go na środku ataku. Gdy Ferran podpisywał kontrakt z Barceloną, sam przyznawał, że najlepiej czuje się na prawym skrzydle, ale paradoksalnie tam ze wszystkich trzech pozycji w ataku wyglądał najgorzej. Za Xaviego najczęściej grał na lewym skrzydle, ale jak dla mnie zdecydowanie najlepiej wyglądał na środku ataku. Ferran nie jest dryblerem i na palcach jednej ręki można policzyć akcje, gdy robił przewagę na skrzydle. Za to w ataku wykorzystuje swoją szybkość, dzięki której może wybiegać do prostopadłych podań. Jest do tego wysoki (mierzy 184 cm), może pojedynkować się z obrońcami w powietrzu. Wreszcie czasem grywa też jako “podwieszony napastnik”, ale docelowo widzę go jako typową “dziewiątkę” - dodaje Doniec.
Na podium z Messim
Na razie nie zapowiada się, aby Lewandowski miał odejść z Barcelony. Jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu 2025/26, a mówi się, że “Blaugrana” byłaby zainteresowana jego wydłużeniem do nawet 2027 roku. W tej sytuacji Torres przynajmniej na razie musi pogodzić się z rolą dublera Polaka. Jako etatowy rezerwowy zapisał się już zresztą na kartach historii klubu. Według wyliczeń BeSoccer Pro w dziejach “Barcy” jedynie dwóch piłkarzy zanotowało więcej goli po wejściu z ławki - Julio Salinas (19 w 66 takich występach) oraz Lionel Messi (39 w 84). Ferran na razie w tej rubryce ma zapisanych 16 bramek w 72 wejściach. A przecież dawno mogło go już tu nie być.
- W rzeczywistości zeszłego lata Barcelona po raz kolejny zasugerowała mu odejście, ponieważ nie mogła zagwarantować mu odpowiedniej liczby minut. Ferran zdecydował się jednak pozostać i walczyć o pozycję w zespole. Jednocześnie zaakceptował hierarchię i cieszył się z każdej kolejnej szansy. Nie gra zbyt wiele, ale wygląda dobrze, a przy tym zdaje się być szczęśliwy. Nie sądzę, by chciał odejść z “Barcy”. W szatni ma wielu przyjaciół, wyśmienicie się z nimi dogaduje. Dlatego nic nie wskazuje, by miał opuścić stolicę Katalonii. Chyba że pojawi się jakaś zawrotna oferta - i dla samego piłkarza, i dla klubu - mówi Cardero.
Tyle że według niektórych hiszpańskich mediów zimą taka oferta nawet się pojawiła. Torresa widział u siebie jeden z saudyjskich klubów, ale sam zainteresowany wykluczył taki transfer. 25-latek od początku swojego pobytu w Barcelonie był zdeterminowany, aby to właśnie tutaj odnieść sukces. Zmiana nastawienia oraz objęcie drużyny przez Flicka okazały się katalizatorem jego rozwoju. W tym momencie już nie tylko “Blaugrana” jest potrzebna Ferranowi, ale i on sam stał się tym, kim zapowiadał przed sezonem - kluczowym elementem w układance niemieckiego szkoleniowca.
- Tak naprawdę to nie było momentu, w którym obawiałbym się o jego odejście, bo on sam zawsze zapewniał, że nigdzie się nie wybiera. Niektórzy zawodnicy, gdy ich sytuacja nie jest pewna, nie wypowiadali się tak stanowczo - tak było np. z Ronaldem Araujo. Ferran zawsze jednak mówił, że zostaje w Barcelonie, aby walczyć o szanse. Tak, teraz jego przyszłość jest spokojniejsza, bo sobie na to zasłużył. Już pojawiają się pierwsze doniesienia o przedłużeniu umowy, bo ta obecna wygasa w 2027 roku. Zatem raczej trudno wyobrazić sobie, aby miał odejść z klubu - podsumowuje Doniec.
Relacja LIVE z środowego meczu Atletico Madryt - FC Barcelona od 21:00 w Meczyki.pl.