Świetny mundial, po nim wielki transfer? Europejska potęga już rozpoczęła rozmowy. "Bohater"
To głównie dzięki niemu Chorwacja awansowała do półfinału MŚ. 27-letni Dominik Livaković rozgrywa w Katarze turniej życia - broni jak natchniony i tym samym pracuje na wielki, przełomowy transfer. Najwyższy czas wyjechać z kraju.
Mistrzostwa świata za każdym razem kreują nowe gwiazdy i pomagają wyjść z cienia piłkarzom, którzy nie są szerzej znani. W Katarze do tego grona wszedł Dominik Livaković. Chorwacki bramkarz to jedna z rewelacji turnieju i główny autor awansu zespołu z Bałkanów do półfinału.
“Chorwacki mur”, “bohater” - tak media opisują 27-letniego zawodnika Dinama Zagrzeb. Choć przed startem mundialu nie był nazwiskiem kojarzonym przez fanów z całego świata, teraz można mówić o nim jako o jednej z najważniejszych postaci mistrzostw. A doskonałe występy na katarskich boiskach mogą okazać się dla niego szansą na rozpędzenie kariery. Dotychczas bowiem Livaković nie miał nawet okazji grać poza Chorwacją. Po jego popisach w Katarze bezdyskusyjnie można jednak powiedzieć, że ma potencjał na występy w mocniejszej lidze.
Nie jest gwiazdą
Chorwaci słyną z tego, że taśmowo produkują świetnych piłkarzy. Od dziesięciu lat w Lidze Mistrzów wygrywają zespoły, które mają przynajmniej jednego zawodnika z tego kraju. W 2018 roku Luka Modrić sięgnął po Złotą Piłkę. Co więcej, “Vatreni” drugi raz z rzędu znajdują się w strefie pucharowej mistrzostw świata. Szaleje obrońca Josko Gvardiol, świetnie od lat wygląda linia pomocy, w ataku latami rządził niezmordowany Mario Mandżukić. Czegoś brakuje? Golkipera z topu. Największych chorwackich gwiazd próżno szukać wśród bramkarzy. Ostatnie lata to raczej era solidnych opcji między słupkami. Przez lata numerem jeden w kadrze był Stipe Pletikosa. Jego miejsce potem zajął znany m.in. z gry dla AS Monaco Danijel Subasić, świetny na mundialu w Rosji. I to po nim schedę przejął Dominik Livaković.
27-latek, podobnie jak większość trzonu kadry, zawdzięcza wiele Dinamu Zagrzeb. Nie jest jednak jego wychowankiem. Krajowa potęga ściągnęła go z sąsiedniego NK, gdy miał 20 lat. Po rocznym wypożyczeniu i kilku miesiącach spędzonych na ławce, szybko wskoczył do podstawowej jedenastki. Już od sześciu lat stanowi kluczowe ogniwo klubu. Coraz częściej zakłada też opaskę kapitańską.
Po przejęciu pałeczki po Subasiciu stał się także niemal nienaruszalnym punktem reprezentacji. Ale choć regularnie gra w europejskich pucharach, a w narodowych barwach od lat utrzymuje miejsce między słupkami, nie dostał jeszcze szansy wyjazdu do zagranicznego klubu. Do czasu, bo ten moment prawdopodobnie nadejdzie po znakomitym mundialu.
Turniej życia
Cztery lata temu, gdy Chorwaci dochodzili do finału mistrzostw świata, cały czas powtarzały się zachwyty nad Luką Modriciem. Teraz w centrum uwagi znajduje się bramkarz. Livaković robi sobie niesamowitą reklamę. Wyrasta na murowanego kandydata do jedenastki turnieju.
Chorwat zaliczył w Katarze aż 19 interwencji - to wynik gorszy tylko od Wojciecha Szczęsnego. Livaković obronił 86,4% strzałów - pod tym względem ustępuje tylko Aimenowi Dahmenowi z Tunezji. Bardziej specjalistyczne dane analityczne również przemawiają na jego korzyść. Współczynnik post shot expected goals rywali “Hrvatskiej” po ćwierćfinałowym spotkaniu wynosi 6,0. Tymczasem ich bramkarz wyciągał piłkę z siatki zaledwie trzykrotnie. To oznacza, że w teorii swymi interwencjami bezpośrednio uchronił drużynę od utraty aż trzech bramek - choć to i tak nie przykuwa uwagi tak, jak popisy 27-latka w seriach rzutów karnych.
W nich Livaković “wybronił” zespołowi dwa awanse. Przeciwko Japonii zatrzymał próby Takumiego Minamino, Kaoru Mitomy i Mayi Yoshidy. Z Brazylią już na samym starcie konkursu wygrał pojedynek z Rodrygo, gwarantując kolegom przewagę psychiczną w kolejnych seriach. Po obu wywalczonych w dramatycznych okolicznościach awansach partnerzy rzucali się na niego w przypływie radości. To tylko pokazuje, jak wielkie ma w ich oczach zasługi. Golkiper Dinama rozgrywa turniej życia. Turniej, który sprawił, że cały świat patrzy na niego z ogromnym podziwem.
“Chorwacka ściana”
Media piszą o Livakoviciu, nazywając go “chorwacką ścianą”. Nie bez przyczyny. W ciągu 120 minut ćwierćfinałowego starcia z Brazylią obronił aż 11 uderzeń przeciwników, stając się pierwszym od 2014 roku golkiperem, który może pochwalić się dwucyfrową liczbą interwencji w meczu mundialu. Dodatkowo łącznie cztery zatrzymane jedenastki w konkursach rzutów karnych sprawiły, że jest pod tym względem najlepszy w historii.
- Zrobił różnicę w kluczowych momentach meczu. (...) Bohater “Livi” zburzył marzenia brazylijskiej potęgi - pisała o występie 27-latka jedna z największych chorwackich gazet, “Jutarnji List”.
Tego właśnie oczekuje się od bramkarza. Musi stawać na wysokości zadania w decydujących chwilach, napawać drużynę pewnością, gdy rywale naciskają. Na tym turnieju, jak do tej pory, Livaković to niepodważalny bohater i lider, dający zespołowi zastrzyk pozytywnej energii i wiary w sukces, gdy ważą się losy meczu. Takich ludzi potrzeba, by wygrywać i walczyć o końcowy sukces.
A przecież jeszcze w ubiegłym roku 27-latek miał drobne problemy, gdy kilka razy usiadł na ławce, w tym w decydującym o awansie na MŚ spotkaniu z Rosją. W serialu FIFA pod tytułem “The Captains” pokazano przeprowadzoną wtedy rozmowę kapitana, Luki Modricia, z golkiperem Dinama.
- Promieniujesz niepewnością, to wpływa na resztę drużyny. (...) Każdy robi błędy. Czuję, że twoim problemem jest to, że boisz się je popełniać - mówił pomocnik Realu Madryt.
- Nie dotarłem tutaj bojąc się - odpowiedział mu młodszy kolega.
- I takie podejście pogarsza sprawę. (...) Jesteś naprawdę dobrym bramkarzem - zakończył Modrić.
Teraz nie widać w Livakoviciu człowieka z tamtego filmiku. Jest pewny siebie, nie boi się ryzykować, a odważną postawą deprymuje wręcz rywali, stanowi ścianę nie do przebicia. Nie rozsiewa niepewności, a zaraża wiarą w sukces. No i, co najważniejsze, prowadzi do niego drużynę. Przejście 1/8 finału i ćwierćfinału to w dużej mierze jego dzieło. Dzieło jednego z najbardziej nieoczywistych bohaterów mundialu w Katarze.
A co po turnieju? Livakovicia prawdopodobnie czeka wielki transfer. Jak informują niemieckie media, sprowadzenie Chorwata poważnie rozważa Bayern, który szuka zastępcy kontuzjowanego Manuela Neuera.