Mikel Arteta przekombinował? Ważny test przed Arsenalem. "Pojawiło się kilka czerwonych flag"

Mikel Arteta przekombinował? Ważny test przed Arsenalem. "Pojawiło się kilka czerwonych flag"
Matt Wilkinson / Press Focus
Mikel Arteta przed sezonem mocno zamieszał w zespole Arsenalu. Póki co nowa wizja względnie broni się dorobkiem punktowym, ale zastrzeżeń do gry “Kanonierów” nie brakuje. Mecz z Manchesterem United może być papierkiem lakmusowym dla pomysłów Hiszpana.
Od samego początku pracy w roli trenera Arsenalu Mikel Arteta lubi zaskakiwać. Do tej pory większość jego “szaleństw” okazywała się przebłyskami geniuszu - i być może tak będzie również teraz - ale dziś obawy o ogólną postawę zespołu “The Gunners” są uzasadnione. Po trzech meczach Arsenal ma na koncie siedem punktów, co samo w sobie nie jest złym wynikiem. Jeśli jednak bliżej przyjrzymy się klasie rywali, a także temu, jak Arsenal prezentował się w dotychczasowych spotkaniach, to nasuwa się więcej pytań niż odpowiedzi. Mowa tu zarówno o samym systemie gry, jak i wyborach personalnych hiszpańskiego trenera.
Dalsza część tekstu pod wideo

Wizjoner

Gdyby Mikel Arteta zdecydował, że przeciwko Manchesterowi United na szpicy ma zagrać Aaron Ramsdale, w obronie Eddie Nketiah, a za Bukayo Sakę na skrzydło wejdzie Jorginho… i tak wiele osób mogłoby powiedzieć: on ma plan. Bo Arteta niejednokrotnie szedł w swoich działaniach wbrew powszechnej logice, a na końcu mógł uśmiechać się na konferencjach prasowych i puszczać oko w kierunku niedowiarków. Nikt bowiem nie rozumiał, po co klub wydawał grube pieniądze na Ramsdale’a, gdy akurat obsada bramki nie była najbardziej palącym problemem w Arsenalu. Mało kto wierzył także w odbudowę Granita Xhaki, przesunięcie na bok obrony Bena White’a czy sprowadzenie Jorginho, mając w pamięci szereg nieudanych deali z Chelsea. W każdym z tych przypadków to trener Arsenalu miał ostatecznie rację. Podobnie było zresztą z budowaniem stylu. Przykładowo: początkowe próby rozgrywania piłki przez obrońców przyprawiały kibiców o palpitacje serca. Z czasem ten element okazał się ogromnym atutem drużyny. I to tylko jeden aspekt, nad którym profesor z San Sebastian pracował, doprowadzając do zdrowia schorowany zespół “Kanonierów”.
Patrząc na początek obecnego sezonu, trzeba jednak zastanowić się nad tym, czy kolejny raz Arteta postawił właściwą diagnozę. Przeszłość nakazuje dać wiarę temu, co próbuje wdrożyć, ale obecne działania nie tyle bywają zaskakujące, co momentami są zaprzeczeniem wcześniejszych pomysłów Hiszpana. Nie będziemy na siłę twierdzić, że “Kanonierzy” rozczarowują i grają jednoznacznie źle, ale kilka czerwonych flag pojawiło się na horyzoncie. I reakcja na nie jest konieczna, aby za moment nie zaczęły się większe problemy.

Arsenal 2.1

Arteta przejął klub będący w stanie permanentnego zawieszenia. Poniżej pewnego poziomu Arsenal nigdy nie zszedł, ale szklany sufit wydawał się być tak gruby, że jego przebicie graniczyło z cudem. Dzięki wprowadzonym zmianom udało się powrócić na właściwe tory, czego nagrodą był udany zeszły sezon. Czego zabrakło? Trochę szczęścia, dłuższej ławki i w pewnych momentach elementu zaskoczenia. “Kanonierzy” byli rywalem trudnym do zatrzymania, ale w dużej mierze dość przewidywalnym. Nie dziwi zatem, że hiszpański szkoleniowiec postawił na dalsze udoskonalenia. Jeśli poprzednia kampania odbyła się pod szyldem “Arsenal 2.0”, to teraz Arteta wprowadza kolejną aktualizację.
Kluczem w tym przypadku stała się uniwersalność piłkarzy, czyli coś, co od dawna było widoczne w ruchach “The Gunners” na rynku transferowym. Nie bez przyczyny do klubu trafili tego lata Jurrien Timber, a także Kai Havertz. I nie bez powodu sporo mówi się o tym, że Arsenal może płynnie przechodzić z gry czwórką z tyłu na model z trzema obrońcami, przy jednoczesnym wzmocnieniu środka pola. To powinno być sporym atutem w grze ze słabszymi ekipami. I patrząc na średnią pozycję pozycję piłkarzy w pierwszych kolejkach sezonu doskonale to widać.
Arsenal vs Forest
Arsenal vs Nottingham Forest
Arsenal vs CP
Arsenal vs Crystal Palace
Arsenal vs Fulham
Arsenal vs Fulham
To, co możemy zaobserwować, jest na swój sposób kontynuacją pomysłów z poprzedniej kampanii, gdy często do środka pola schodził Ołeksandr Zinczenko. W teorii zatem wszystko jest poukładane sensownie, ale na boisku nie zawsze wygląda tak kolorowo. Na otwarcie sezonu wydawało się, że pomysł dobrze się sprawdza i Arsenal w istocie dominował w pierwszej połowie meczu z Nottingham Forest. W drugiej wkradła się jednak nerwówka, a wynik 2:1 był poniekąd konsekwencją tego, że nie wszystko funkcjonuje w należyty sposób. Stracony gol to w dużej mierze kwestia nieporozumień w obronie. Końcowe fragmenty meczu z Crystal Palace można tłumaczyć grą w osłabieniu. Jednak ponownie: do samego końca Arsenal musiał drżeć o wynik, bo wcześniej nie wypracował sobie bezpiecznej zaliczki. Starcie z Fulham? Pechowe otwarcie, które później przełożyło się na gonienie wyniku. Zastanówmy się jednak, do kogo piłkę kierował przy niefortunnym podaniu w pierwszej minucie Bukayo Saka? I czy przy “starym” ustawieniu futbolówka nie zostałaby w posiadaniu gospodarzy, albo przynajmniej czy akcja bramkowa nie byłaby skasowana?
Paradoksalnie Arsenal najlepiej prezentował się goniąc wynik w Fulham, ale tym razem nie wystarczyło to do zgarnięcia kompletu punktów, bowiem rywale wykorzystali w końcówce stały fragment gry, mimo że grali w osłabieniu. Raz jeszcze warto zaznaczyć, że sam pomysł elastycznego ustawienia nie jest zły. Ba, być może jest bardzo dobry. Widać jednak, że nie wszystko “kliknęło”, a Arsenal, zamiast przekuwać go na atuty w ofensywie, częściej ma z tego tytułu problemy w obronie. Jeśli system ma potencjał, to gdzie zatem leży problem? Wydaje się, że w wyborach personalnych, które są momentami trudne do zrozumienia i w kilku przypadkach najzwyczajniej w świecie wrzucają piłkarzy w role nie do końca dla nich stworzone.

Personalia

Rewolucja wymaga ofiar. Arteta nie jest trenerem nazbyt sentymentalnym, zatem w imię swojego planu gotów jest poświęcić kilku graczy. Nie da się jednak wytłumaczyć w sposób jakkolwiek logiczny odsunięcia od składu Gabriela Magalhaesa, będącego w poprzednim sezonie wiodącą postacią w zespole. To na początku sezonu największy poszkodowany nowej wizji szkoleniowca, ale wcale nie jedyny. Poniekąd cierpi też Thomas Partey, który co prawda imponuje wypełnianiem wielu przestrzeni na boisku, natomiast zdarza mu się nie dojechać tam, gdzie ustawiany jest obecnie, czyli na boku obrony. Nawet Martin Odegaard musi nieco przedefiniować zarządzanie ofensywą, wiedząc jak zmienia się sytuacja za jego plecami. To w konsekwencji wpływa na postawę pozostałych zawodników i działa na zasadzie domina.
Dziwi także to, jak traktowany w ostatnim czasie był Emile Smith Rowe. Po wyleczeniu kontuzji nie dostał praktycznie żadnej szansy pokazania się w dłuższym wymiarze, a przecież przed nią był bardzo ważnym graczem w rotacji. Przypomina to nieco casus Nicolasa Pepe, który totalnie stracił zaufanie u trenera na pewnym etapie. I nigdy nie miał prawdziwej okazji do jego odzyskania.
Owszem, wszystko można sprowadzić do nowego sposobu grania, ale ten zdawał się być uszyty pod nieco innych wykonawców. Zdrowy Timber, dający liczby Havertz - w takim przypadku dziś mówilibyśmy o mistrzowskim posunięciu Artety. Z tym, że Timbera na boisku w tym roku już nie zobaczymy. A Havertz? No cóż, potrafi się nieźle poruszać, ale w ogólnym rozrachunku daje niewiele. Z nowych nabytków rzecz jasna dobrze odnalazł się Declan Rice, ale akurat jego rola w zespole z Emirates Stadium wcale nie wymagała przewrócenia do góry nogami połowy składu pod kątem zarówno personalnym, jak i przy wyznaczaniu boiskowych zadań. Idąc dalej można zastanawiać się także nad tym, jaką rolę w trakcie sezonu będą pełnić Reiss Nelson, Eddie Nketiah - po dojściu do pełni formy Gabriela Jesusa - czy efektowny i efektywny przeciwko Fulham, Fabio Vieira. Owszem, niedługo Arsenal będzie musiał radzić sobie na czterech frontach, ale to Premier League powinna być główną osią rywalizacji. Tu z kolei przeszłość pokazuje, że Arteta bywa mocno uparty w kwestii personalnych decyzji.

Czas wyboru

Niedzielny ecz z Manchesterem United powinien dać odpowiedź na kluczowe w tym wszystkim pytanie. Czy Arteta planuje grać w dotychczasowy sposób zawsze, czy to alternatywa na teoretycznie słabszych przeciwników? Tak naprawdę w obliczu ostatnich wydarzeń każdy wybór może działać na niekorzyść szkoleniowca. Jeśli pro-ofensywna hybryda miała pomóc w przełamywaniu rywali, to póki co nie sprawdza się to zbyt dobrze, a czasu na jej naukę w warunkach meczowych nie ma wiele, jeśli “Kanonierzy” chcą w tym sezonie znów być konkurencyjni na przestrzeni całego sezonu. W przypadku powrotu do “starej wersji” na mecze z czołówką… chyba ocena będzie jeszcze bardziej brutalna. Bo jak miałoby to wyglądać? Gabriel schowany do szafy i odkurzany tylko na mecze w ramach Big Six? Brzmi irracjonalnie.
Jest jeszcze trzecie wyjście, w którym Arsenal wraca do ustawienia z poprzedniego sezonu na stałe, a trener “oddaje” swoim kluczowym graczom ich pozycje. W to jednak dość trudno uwierzyć, bo Arteta, nawet jeśli potrafi publicznie mówić o swoich błędach, to rzadko kiedy się z nich wycofuje. Tak było choćby, gdy przepraszał Nketiaha za niedocenienie jego potencjału. Bo powiedzmy sobie wprost, że Anglik przy zdrowym Jesusie nie jest pierwszym wyborem. Podobnie było, gdy na przedłużenie kontraktu trzeba było namówić Nelsona, dziś nadal będącego w hierarchii bardzo daleko. Dlatego obawy o kolejne tygodnie w Arsenalu są uzasadnione. Jeśli Arteta uprze się przy swoim obecnym planie, to za jakiś czas może zebrać tego plony, ale wówczas sytuacja w tabeli wcale nie musi być dla “Kanonierów” optymistyczna. No i istnieje ryzyko, że kilku graczy zacznie kręcić nosem na swoją pozycję w hierarchii, co może zepsuć tak chwaloną od dawna atmosferę.

Przeczytaj również