Wszyscy ich krytykowaliśmy, dzięki nim pojedziemy na mundial. "Mecz wielkich odrodzeń"
To był dokładnie taki mecz, jakiego wszyscy się spodziewaliśmy. Nieefektowny, pełen walki, w którym mało było piłki w piłce. Najważniejsze jednak, że wygrany. W dużej mierze dzięki tym, którzy w ostatnich latach w kadrze nie mieli łatwo.
To będzie mecz, który najlepiej wspominać będzie na skrótach, ale też spotkanie, które diametralnie zmieni opinię na temat kilku reprezentantów. Kamil Glik za stary? Nie żartujmy. 90 minut rozegrał z kontuzją, po każdym sprincie wyraźnie kulał, w przerwie do szatni schodził w zasadzie na jednej nodze. Na pewniaka można było założyć, że w drugą połowę obejrzy z ławki rezerwowych. Jednak nie z Glikiem takie numery. Można było się zastanawiać czy to nie brawura, czy może nieodpowiedzialność, ale kiedy trzeba było to za każdym razem meldował się z dobrą interwencją. Żaden ze Szwedów sobie przy nim nie pograł. Po prostu skała. O tym występie powinien powstać film.
To może Wojciech Szczęsny? A gdyby tak wprowadzić Łukasza Skorupskiego? Tak, tak, przede meczem i takie opinie się pojawiały. Bo Szczęsny kilka razy faktycznie zawiódł, do tego przepisano mu jeszcze kilka innych "zasług" w straconych golach. A przecież Skorupski dobrze poradził sobie ze Szkocją. Tym razem zagrał jednak w kadrze być może mecz życia. Dotąd za taki uważano zwycięstwo z Niemcami na Narodowym, ale ze Szwecją nie dość, że obronił zespół w pierwszej połowie przy remisie, to jeszcze w drugiej spektakularną interwencją zatrzymał Emila Forsberga. Przez całe spotkanie pewny, zdecydowany. Teraz chyba nikomu prędko do głowy nie przyjdzie chyba kwestionowanie jego pozycji.
A Grzegorz Krychowiak? Za wolny, irytujący, w dodatku ostatnio mało grał. Nikt chyba nie płakał, gdy okazało się, że zacznie na ławce. Zresztą być może na boisku wcale by się po przerwie nie pojawił, gdyby nie żółta kartka Jacka Góralskiego. Czasem jednak trzeba mieć to szczęście, którego brakowało choćby za kadencji Paulo Sousy. Umiejętności piłkarskie Krychowiaka często można kwestionować, ale jedno opanował do perfekcji: umiejętność zagrania pod faul. Świetny był w tym podczas Euro 2016, ale najczęściej dawał się sfaulować w środkowej strefie, aż tak wiele z tego nie wynikało. Tym razem idealnie wykorzystał moment, "dziubnął" piłkę i załatwił rzut karny.
Do listy zawodników, którzy się kadrze przełamali należy też dodać Piotra Zielińskiego. Przez większość spotkania niezbyt widoczny, nie można stwierdzić, że zachwycał, czasami wręcz irytował, ale w końcu zrobił coś, na co wszyscy czekali. Dostał piłkę, popędził na bramkę i bezlitośnie, w bardzo ważnym momencie, wykorzystał sytuację sam na sam.
Wypalił też plan selekcjonera. Po nominacji zarzucono mu, że stawia na defensywę, ze jego drużyny grają nudno, zastanawiano się, jak on to wszystko poukłada. Okazało się, że wystawił nieoczywisty skład, który na boisku się obronił. Polacy nie tylko wygrali 2:0, ale w dodatku najlepszy u gości był bramkarz Robin Olsen. Drużyna była dobrze zorganizowana, mimo zaledwie kilku dni pracy z nowym trenerem podołała taktycznie, a także mentalnie.
Ostanie lata to w najważniejszych momentach niepowodzenia, zawód, smutek i irytacja po porażkach. Często najlepsi byli ci, którzy wcale na murawie się nie pojawili. Dziś na Stadionie Śląskim kluczowe role odegrali krytykowani i kwestionowani. Piękny moment, żeby cieszyć się chwilą.