Materiał na najlepszy środek pola na świecie. Przyszłość należy do nich. "Fundament na dekadę"

Obaj latem kosztowali ogromne pieniądze. Obaj po głośnych transferach prezentują się doskonale. Obaj są tej samej narodowości i grają w tej samej formacji. To może być najlepszy środek pomocy na świecie.
Byli liderami w swoich poprzednich klubach. W nowych zaczęli świetnie - Declan Rice i Jude Bellingham już od pewnego czasu dali się poznać jako klasowi piłkarze, ale wciąż przesuwają swoje poprzeczki. Anglia dawno nie miała tak ekscytującego zestawu personalnego w środku pola. Właśnie w tej parze należy szukać filarów jej kadry na długie lata. Filarów nie tylko dających dużą jakość, ale i oznaczających szansę na zbudowanie drużyny grającej zdecydowanie ciekawiej, niż w poprzednich latach.
Wielkie lato
Ostatnie miesiące przyniosły ogromne transfery Rice’a i Bellinghama. Jeden wylądował w Arsenalu, drugi w Realu Madryt. Obaj kosztowali ponad sto milionów euro i do nowych klubów wjechali razem z futryną. Ich start po zmianie barw może cieszyć nie tylko kibiców “Kanonierów” i “Królewskich”, ale też fanów reprezentacji Anglii. Rośnie jej fundament linii pomocy na długie lata, a przenosiny do mocniejszych zespołów stanowią kluczowy krok na ścieżce rozwoju.
Wspomniane transfery stanowiły naturalną kolej rzeczy. Obaj przerośli dotychczasowe drużyny. Wielki krok do przodu był więc tylko kwestią czasu. Większa presja i wymagania w nowym klubie to okazja do sprawdzenia się w trudnym środowisku. A takim jest przecież również walka o najwyższe cele w narodowych barwach. Teraz można powiedzieć, że środek pola Anglii ma już filary rywalizujące na absolutnie najwyższej półce.
To, co pokazuje Bellingham w Madrycie, przerasta wszelkie oczekiwania. Anglik nie tylko dobrze się spisuje, jeśli chodzi o sposób i poziom gry, ale i dorzuca bardzo cenne liczby, strzelając ważne bramki, gwarantujące “Królewskim” punkty. Wygląda na to, że to dla niego naprawdę wielkie lato, a imponujące wejście do ekipy “Los Blancos” stanowi jego efektowne ukoronowanie. Rice nie wypada dużo gorzej. Z miejsca stał się kluczowym ogniwem pomocy Arsenalu, dodając do niej zadziorność i siłę fizyczną, a przede wszystkim wprowadzając się w fenomenalnie w nowe środowisko. Teraz obaj, już po rozpoczęciu nowych rozdziałów w karierze klubowej, mogą ponownie stanąć ramię w ramię w koszulce narodowej. Ich współpraca już wcześniej wyglądała dobrze, a teraz może wejść na jeszcze wyższy poziom. Oto dwuosobowy motor do napędzenia reprezentacji Garetha Southgate’a.
Dobra współpraca
Przed Mistrzostwami Świata w Katarze angielska praca obwieszczała, że Southgate musi oprzeć swój środek pomocy właśnie na tych dwóch graczach. I dokładnie tak było. Obaj wychodzili w podstawowej jedenastce na wszystkie spotkania turnieju. U ich boku występował bardziej wysunięty Mason Mount lub doświadczony, uspokajający grę Jordan Henderson. Selekcjoner dobierał personalia do pomysłu na konkretny mecz, ale młodego duetu nie zmieniał. Obaj bowiem bardzo dobrze się uzupełniają i gwarantują ogromną jakość. Bellingham to w teorii zawodnik o bardziej ofensywnej charakterystyce, ale jednocześnie szalenie wszechstronny. Rice najlepiej czuje się jako cofnięty pomocnik - ale nie oldschoolowy. Nie ogranicza się tylko do destrukcji, a stale stara się wywierać wpływ na grę drużyny. Ta para budzi zaufanie, bierze odpowiedzialność na własne barki i potrafi ponieść kolegów, gdy tego potrzeba. No i na boisku rozumie się świetnie.
- Pozwala mi robić z piłką rzeczy, które chcę. Ruszać do przodu, próbować pojawiać się w okolicach pola karnego. Daje zabezpieczenie, więc sądzę, że jesteśmy dobrze dopasowani - mówił w listopadzie zawodnik Realu Madryt o swoim koledze z drugiej linii.
W tej dwójce Southgate może widzieć coś na kształt dwóch komór serca jego zespołu, odciskających piętno na niemal wszystkich jego poczynaniach. Rice daje stabilność i jest niesamowicie odpowiedzialny. Bellingham dorzuca bramki i dobre rozegranie. Obaj dali się już poznać jako liderzy w West Hamie i Borussii, a po zaledwie kilku tygodniach w nowych klubach i tam zgłaszają mocny akces do podobnej roli. W ostatni weekend zdobyli zresztą zwycięskie gole w doliczonym czasie gry dla Arsenalu i Realu. Jeśli stawiasz ich obok siebie, to na papierze masz pakiet all-inclusive. Dookoła nich można budować zespół.
Wreszcie trochę ekscytacji?
Rice i Bellingham nie tylko dają nadzieję na skok jakościowy, ale i na reprezentację Anglii grającą ciekawszy, bardziej aktywny futbol. Southgate, zwłaszcza w kluczowych meczach, woli bezpieczny minimalizm, który niesamowicie frustruje kibiców, gdy nie przynosi właściwych wyników. Przy słabych rezultatach nie ma bowiem nawet na czym się oprzeć. Przez lata selekcjoner “Synów Albionu” preferował zachowawcze zestawienie w pomocy. Uosobieniem tego nastawienia jest duet Jordan Henderson - Kalvin Phillips. A pominąć już można eksperymenty z przykładowo Jake’em Livermore’em. 52-latek uwielbiał środkowych pomocników grających przez znaczną większość czasu w poprzek i do tyłu boiska, nie podejmujących zbytniego ryzyka.
Teraz, zestawiając obok siebie graczy Realu i Arsenalu, praktycznie niezależnie od tego, kogo do nich dorzuci, ma coś zupełnie innego. I jeden, i drugi mają ten sam główny atut: potrafią pociągnąć resztę ekipy i ją napędzić. Gdy się rozpędzają, niesamowicie trudno ich zatrzymać. Są dynamiczni, ale też świetnie trzymają się na nogach i umieją utrzymać futbolówkę. Zgodnie z danymi portalu “FBref” plasują się w ścisłej czołówce zawodników zdobywających dla drużyny teren, prowadząc piłkę. Nowy nabytek “Królewskich” ma wręcz elitarną liczbę udanych dryblingów i progresywnych podań - w tej drugiej statystyce dobrze wypada też jego starszy o kilka lat partner. Oni nie szukają asekuracyjnej gry. Są proaktywni, chcą nakręcać drużynę i pchać ją do przodu.
Bellingham i Rice wciąż mają tylko odpowiednio 20 i 24 lata. Razem mogą stworzyć fundament kadry nawet na dekadę. Umiejętności mają wystarczające, musi tylko dopisać im zdrowie i forma. Tak jakościowego, godnego zaufania zestawu środkowych pomocników Anglicy dawno nie mieli. Nawet w czasach niesamowitego dobrodziejstwa: Stevena Gerrarda, Franka Lamparda i Paula Scholesa, nie udało się uwolnić pełni ich potencjału i odpowiednio wkomponować w zespół. Teraz duet jest już zgrany, może rosnąć razem. A z nim może rosnąć również i cała drużyna narodowa. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pewnie przetrwają nie jednego selekcjonera. I to od nich będzie zaczynać się ustalanie składu na najważniejsze spotkania “Trzech Lwów” w nadchodzących latach. Wyspiarze mają pełne prawo upatrywać w nich nadziei na przerwanie niemal 60-letniego oczekiwania na międzynarodowe trofeum. Bo lepszą reprezentacyjną parę w środku pomocy naprawdę trudno znaleźć.