Legia wizytówką polskiej piłki w Europie. Jakość piłkarska i nastawienie na wygrywanie

Legia to drużyna godna pokazywania Europie. Rok temu naszą, polską wizytówką na piłkarski świat był Lech Poznań, dzisiaj to drużyna z Warszawy. Podsumowaliśmy sobie, jakie wrażenie ekipa Kosty Runjaicia zostawiła po sobie jesienią w Lidze Konferencji Europy.
Co może bardzo cieszyć po tej jesieni w pucharach? Legia pokazała w tych rozgrywkach charakter oraz jakość piłkarską. I trudno zdecydować, co wskazywać jako pierwsze. 12 punktów zdobytych z Aston Villą, AZ Alkmaar i Zrinjskim Mostar oraz to jak wyglądała droga do tej grupy - jest warte pochwał.
Europejska jakość
Nieszablonowe podania Josue, błyskotliwość Ernesta Muciego, Paweł Wszołek, bez którego po prostu trudno wyobrazić sobie Legię, Bartosz Slisz, który na boisku bierze odpowiedzialność za cały zespół. Do tego Rafał Augustyniak, który zagrał rewelacyjnie z AZ, był szefem obrony, a pamiętajmy jak wielki charakter pokazał w fazie play-off z Midtjylland, kiedy grał większość meczu na silnych środkach przeciwbólowych.d
I do tego Kacper Tobiasz. Bramkarz Legii - któremu często przypomina się, że nie ma w tym sezonie formy na poziomie swoich możliwości - dźwiga ważne mecze. Pokazywał to z Austrią Wiedeń, kiedy uratował zespół przed golem na 0:3 u siebie, a następnie z Midtjylland, Aston Villą czy właśnie wczoraj z AZ. A można dodać tu takie nazwiska jak Elitim czy Kun.
Kosta Runjaić dysponuje kilkoma zawodnikami, którzy są europejskiej klasy. I potrafił nimi zarządzać. Pamiętamy, ile było na początku sezonu żalu o niewystarczającą liczbę minut dla Muciego. Najgłośniejsi byli w tym kibice i dziennikarze, bo sam Albańczyk należy do skromnych postaci, który nie będzie pokazywał nazbyt swojej sportowej złości w szatni. Ale kiedy przyszło do premierowego meczu z Aston Villą w fazie grupowej, to trener zaufał mu, czego efekty w postaci dwóch goli dobrze pamiętamy.
Szkoleniowiec Legii nie rotował na siłę, ale wiedział, kiedy zmiany są konieczne. Choćby w kluczowym dla układu tabeli meczu ze Zrinjskim u siebie, kiedy na ławce usiadł Bartosz Slisz. Wynikało to z wycieńczenie i bycia wtedy w TOP10 piłkarzy grających najwięcej minut w Europie. Ale wiedząc, że przyjdzie taki moment, Runjaić budował w kilku meczach Jurgena Celhakę, który udźwignął zadanie zastąpienia reprezentanta Polski w wyjściowym składzie.
Z kolei w czwartek postawił na rozwiązanie zupełnie nowe w tym sezonie. Widząc słabszą dyspozycję Patryka Kuna, którego trapi uraz głowy i jakość, a raczej brak jakości, który na boisko wnosi Gil Dias, postawił na Yuriego Ribeiro. Portugalczyk z lewego obrońcy został na dobre przekwalifikowany na grę na środku defensywy. Ale widząc problemy na wahadle trener Runjaić zdecydował się na ustawienie go bliżej linii. Efekt? Gol i naprawdę solidny występ Ribeiro.
Mentalność nastawiona na wygrywanie
Siła mentalu Legii Warszawa po raz pierwszy zaimponowała nam w Wiedniu. Legia kiepsko rozpoczęła grę w eliminacjach. Najpierw wyjazd do Szymkentu, gdzie niewiele brakowało, a byłoby 0:3 dla Ordabasów. Później przy Łazienkowskiej wygrała Austria, która absolutnie nie była faworyzowana przed meczem przez ludzi mających pojęcie o tamtejszych rozgrywkach. Ale to co wydarzyło się w Wiedniu napisało historię.
To był szarpany mecz walki. Ale nie brzydkiej, antypiłkarskiej, tylko mecz bitwy na kolejne akcje ofensywne i gole. Muci zamykający to spotkanie przepięknym trafieniem na 5:3 dał Legii awans, ale był to też pierwszy moment wskazujący, że dla Legii mecz kończy się nie przy jakimś wyniku, a stricte z ostatnim gwizdkiem sędziego. I z niejednych tarapatów można uciec, co przede wszystkim pokazał później wygrany 4:3 mecz z Pogonią w Szczecinie.
Legia z AZ nie musiała wygrać, ale wyszła na boisko tak, jakby tylko zwycięstwo było brane pod uwagę. I trzypunktową przewagę nad Holendrami w tabeli powiększono do sześciu ’’oczek”. A po meczu piłkarze standardowo poszli pod ’’Żyletę”, gdzie podczas świętowania awansu do fazy pucharowej Ligi Konferencji usłyszeli głośne hasło: ’’Tylko mistrzostwo, hej Legio, tylko mistrzostwo”. Radość radością, ale są priorytety.