Lech Poznań zaczyna realizować słowa Piotra Rutkowskiego. "Ten zespół sam się nie zbudował"
"Projekt długofalowy", "stabilizacja", czy "chcemy się rozwijać". Te zwroty i słowa bardzo często padały w sierpniowym wywiadzie Piotra Rutkowskiego dla "Meczyków", kiedy prezes Lecha Poznań tłumaczył swoje decyzje i tłumaczył wizję klubu na następne lata. Dzisiaj trzeba uczciwie oddać, że polityka kadrowa w kwestiach sportowych Lecha Poznań zaczyna wyglądać bardzo dobrze, a sam klub jest na drodze, żeby wreszcie ustabilizować swoją sytuację.
Normą dla osób zajmujących się opisywaniem lechowej rzeczywistości jest krytykowanie wydarzeń wokół "Kolejorza". Wręcz przychodzi to naturalnie. Czasami to już męczy, kiedy przy "sezonach przejściowych" słabe wyniki i wpadki zdarzają się nadto często, a do opisania nie ma żadnej pozytywnej historii sportowej. W 2022 roku tych dobrych momentów względem "Kolejorza" było bardzo dużo. Można by wręcz oddzielić nimi poprzednie sezony. Były też smutne momenty, ale tak naprawdę ostatnie wydarzenia pozwalają myśleć, że sinusoida wyników i rezultatów wreszcie może nie dotknąć Lecha. No bo jak było dobrze, to biorąc pod uwagę lechową normę - teraz powinno być źle.
W sumie poniekąd tak było, bo kiedy po mistrzostwie Polski wydawało się, że tego sukcesu nie da się roztrwonić, to znowu to się wydarzyło. Jednak ciężko za odejście Macieja Skorży winić działaczy Lecha Poznań. Winić ich można za to - i to uważam jest największy błąd władz klubu w 2022 roku - że odpowiednio nie zareagowały w czerwcu/lipcu pod kątem ruchów na rynku transferowym i źle dobrano priorytety w tamtym okresie. Podjęto błędne decyzje wobec celów transferowych, nie myśląc o tym, że u steru jest trener, który sam nie znał jeszcze zespołu.
Jednak Lech się odkręcił, mimo że w międzyczasie w Poznaniu ponownie zawisły transparenty wzywające zarząd Lecha Poznań na czele z Piotrem Rutkowskim i Tomaszem Rząsą. Z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że pojawiły się one nieco za szybko, ale można zrozumieć to, że kibice znowu widzieli zbyt wiele podobieństw do tego, co działo się po poprzednich mistrzostwach w 2022 roku.
Znowu wydarzyły się złe rzeczy, ale jak mówił w sierpniu Piotr Rutkowski: "okoliczności były inne".
No i zgoda.
"Wrócić na dobre tory"
I Lech na nie wrócił, choć mało kto się spodziewał, że jesienią to się jeszcze uda. Właściwie ostatnie działania "Kolejorza" to pasmo sukcesów, bo tak trzeba nazwać działania zarówno na boisku, czyli awans w europejskich pucharach i dojście do czołówki tabeli ekstraklasy, ale też te poza boiskiem, czyli budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego, udane świętowanie 100-lecia klubu, ale przede wszystkim utrzymanie mistrzowskiej kadry.
Przy sobocie odtworzyłem od rana ponownie sierpniowy wywiad Piotra Rutkowskiego dla "Meczyków". W oczy rzuciło się zdanie, które moim zdaniem się zmaterializowało.
- Nie chcemy sprzedawać naszych piłkarzy, bo nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby klub się rozwijał. Musimy dbać o sportową jakość. Mistrzostwo Polski samo się nie stworzy. Ten zespół sam się nie zbudował. Awans do fazy grupowej też nie zdarzył się sam z siebie, gdzie zamknęliśmy oczy i samo się coś stało - mówił w sierpniu Piotr Rutkowski.
I to kibice Lecha powinni docenić. Kiedy krytykujemy, to krytykujemy mocno i często słusznie, zarzucając wiele rzeczy włodarzom Lecha. Jednak kiedy trzeba pochwalić, to też warto to zrobić. Bo tak trzeba nazwać to, co wydarzyło się przez ostatnie 12 miesięcy względem przedłużeń kontraktów najważniejszych zawodników.
Bednarek (2025), Milić (2026), Karlstrom (2026), Ishak (2025), Skóraś (2026), Kwekweskiri (2025), Czerwiński (2025), Marchwiński (2024), Amaral (2024) - dziewięć przedłużeń kontrkatów w ciągu 12 miesięcy - w większości kluczowych zawodników.
"Dzisiaj ten klub jest mega stabilny"
To zdanie powyżej także padło w sierpniowym wywiadzie. Lech, przedłużając tyle kontraktów kluczowych zawodników, wysłał jasny sygnał - jesteśmy mocni i będziemy mocni, a przede wszystkim stabilni. Wiele razy były zarzuty do tego, że Lech nie potrafi odpowiednio wynagrodzić swoich zawodników. Że nie potrafi przedłużyć kontraktu, dając komuś podwyżkę. Że ciągle oszczędza. Wielu kibiców patrzyło z utęsknieniem na Raków, który po kolei zatrzymywał Iviego Lopeza czy Kovacevica, a niedawno Tudora.
Tego w Lechu brakowało, bo każdy już szykował się na pożegnanie Ishaka, bo to była misja wręcz niewykonalna. Jednak tutaj okazało się, że wcześniejsze sukcesy i docenienie Mikaela ma dla niego samego większą wartość niż pieniądze. To także nowość w świecie piłki nożnej, bo większość myśli jednak pieniędzmi. Należy także pamiętać, że "samo się to nie wydarzyło".
A ten ruch okazał się kluczowy, bo został wysłany sygnał reszcie szatni, że "najlepsi nie odchodzą". Mówił o tym Jesper Karlstorm po podpisaniu nowej umowy.
- Mamy mocny zespół, w którym wielu ważnych zawodników właśnie podpisało nowe kontrakty - dodawał w tym tygodniu Szwed.
I tu trzeba oddać, że Piotr Rutkowski sprawił, że klub zyskał stabilizację. Wydaje się, że w 2023 roku nie powinno nadejść tąpnięcie w związku z problemami kadrowymi. Oczywiście to zawsze może się to zdarzyć, a Lech latem będzie musiał dokonać z 3-4 transferów, ale klub wie i kontroluje, co się dzieje. Jest gotowy na odejścia takich piłkarzy jak Satka czy Skóraś, myśli też o tych, którzy walczą o nowe umowy - Rebocho i Douglas. Lech ma karty w swoim ręku i minimalizuje ryzyko.
"Kolejorz" w tym momencie ma najdroższą kadrę w lidze. Potrafi ją utrzymać, a nawet docenić takiego piłkarza jak Karlstrom, który nie tylko dostał nowy kontrakt, ale odpowiednią podwyżkę. Po tych kolejnych umowach jest ona jeszcze droższa.
Oczywiście Lecha na to stać, bo kasuje pieniądze, jakie płyną do klubu w związku ze sprzedażą wychowanków i grą w Europie. Posiadanie pieniędzy to jedno, ale inwestowanie ich w kadrę to drugie, a przynajmniej teraz w Poznaniu mogą powiedzieć, że wreszcie się to dzieje.
Kadra jest stabilna, a kibice mają się z kim utożsamiać i nie muszą co roku na nowo uczyć się kolejnych piłkarzy. Wytworzył się dobry model, żeby z Lecha nie odchodzić czy uciekać, a być tu i walczyć o kolejne sukcesy. I piłkarze sami tego chcą. Czują się tu dobrze i są doceniani, a do tego wygrywają.
Dlatego, kiedy trzeba chwalić, to warto to zrobić, bo Piotr Rutkowski i Tomasz Rząsa wykonali kawał dobrej roboty, utrzymując zespół i zatrzymując w zespole kluczowych zawodników z Ishakiem, Karlstormem czy Milicem na czele. To właściwy przyczynek do dalszego rozwoju, który także zapewnia spokój w planowaniu działań na kolejne miesiące.
- Staramy się podejmować decyzje długofalowe. Myśmy chcieli ściągnąć Jespera czy Bartka Salamona na 3-4 lata - mowił w sierpniu dla "Meczyków" Rutkowski i... to się potwierdziło.