"Le cabaret" się nie opłacił. W Chelsea chaos i rdza. "Tam mają największy problem"

"Le cabaret" się nie opłacił. W Chelsea chaos i rdza. "Tam mają największy problem"
Foto UK Sports Pics/SIPA/PressFocus
To nie jest sezon Chelsea. Chaos wprowadzony przez władze klubu latem nadal odbija się londyńczykom czkawką. Graham Potter nie ma łatwo, a presja wokół niego rośnie. Dlaczego na Stamford Bridge jest tak źle?
Aby zrozumieć jak trudne do zaakceptowania są wyniki, które w tym sezonie osiąga Chelsea, warto spojrzeć na wyniki z dziesięciu ostatnich lat. Od kampanii 2012/13 do 2021/22 zaledwie dwukrotnie znalazła się poza TOP4 Premier League. W sezonie 2015/16 zajęła dopiero dziesiąte, a dwa lata później piąte miejsce w tabeli. Każde inne ligowe rozgrywki to stała obecność na topie: dwa mistrzostwa kraju, czterokrotnie trzecie i dwukrotnie czwarte miejsce.
Dalsza część tekstu pod wideo
Plan walki o najwyższe cele i w obecnych rozgrywkach wynikał jednak nie tylko z przyzwyczajeń z ostatnich lat. W letnim oknie transferowym klub przejęty przez Todda Boehly’ego zainwestował niebotyczne pieniądze w nowe nabytki. To dawało tym większe nadzieje na to, że przed Chelsea znakomity czas. Dlaczego jest inaczej? To wyjątkowo złożony problem.
tabela meczyki
wlasne

Wsparcie

Gdy w maju zeszłego roku klub przejął Todd Boehly, w mediach pojawiły się głosy, że nie jest mu po drodze z Thomasem Tuchelem. Zanosiło się jednak, że niemiecki szkoleniowiec będzie mógł spokojnie pracować pod nowymi rządami w klubie. Zasłużył przecież na zaufanie. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach przejmował londyński zespół i do czego do doprowadził.
Tuchel zasiadł za sterami “The Blues” w styczniu 2021 roku, gdy ci zajmowali ósme miejsce w lidze. Daleko im było do myślenia o kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Tuchel tchnął jednak w piłkarzy pasję, zaangażowanie i pomysł na grę. Wiosna w ich wykonaniu była znakomita. Udało się ostatecznie zająć czwarte miejsce. Przede wszystkim Chelsea zdobyła także Ligę Mistrzów, a później Superpuchar UEFA i Klubowe Mistrzostwo Świata. Wszystko to nadal żyjąca, niedawno utworzona historia. Tym samym Niemiec zaskarbił sobie dozgonny szacunek całej społeczności Chelsea.
Gdy Boehly przyszedł na Stamford Bridge, wyglądało na to, że zaufa Tuchelowi. Żaden inny menedżer na świecie nie dostał minionego lata tak ogromnych środków na transfery. Niemiec dobierał piłkarzy tak, by kształtować drużynę według własnych założeń. Londyńczycy wydali aż 294 miliony euro, m.in. na Marca Cucurellę, Wesleya Fofanę, Kalidou Koulibaly’ego i Pierre-Emericka Aubameyanga. Ten ostatni, który przychodził do klubu specjalnie dla Tuchela, popracował z nim ledwie kilka dni.

Strategia? Raczej chaos

Początek września był dotychczas najbardziej absurdalnym i nielogicznym czasem podczas kadencji nowego właściciela. Biznesmen z USA swoimi działaniami zdawał się potwierdzać, że wierzy w trenera. Piłkarze, którzy odeszli ze Stamford Bridge, zostali należycie zastąpieni. Można przyczepić się do kilku drobiazgów, jak brak odświeżenia środka pomocy, ale generalnie rzecz ujmując, Amerykanin sprawiał wrażenie kogoś, kto wysyła jasny przekaz: tak, wierzę w projekt Chelsea pod przywództwem Thomasa Tuchela.
Nic z tego. Drużyna przeciętnie weszła w nowy sezon. Po sześciu kolejkach zajmowała szóste miejsce z trzypunktową stratą do czołowej czwórki. Do tego doszła przegrana z Dinamem Zagrzeb w pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dawało to lekkie powody do niepokoju, ale sezon był na tak wczesnym etapie, że wszystko było do nadrobienia. Chyba nikomu do głowy by nie przyszło, by po siedmiu meczach nowego sezonu zmieniać trenera. Nikomu, poza Toddem Boehlym.
Tak. Właściciel Chelsea wydał grubo ponad ćwierć miliarda euro dla trenera, którego zwolnił kilka dni po zakończeniu okna transferowego. Football Manager, ale w realnym świecie. Sam Tuchel nie ukrywał, że nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
Wierchuszka Chelsea pokazała więc na samym starcie działalności w klubie, że brakuje jej logiki w działaniu. Jeżeli Boehly rzeczywiście nie przepadał za Tuchelem, to dlaczego nie zwolnił go od razu po zakończeniu poprzedniego sezonu? Jeśli wyczekiwał całe lato tylko na to, by Tuchelowi powinęła się noga, aby mieć pretekst do pożegnania się z nim, to wygląda na wielką, prezesowską dziecinadę. Bo choć odprawienie z kwitkiem Niemca przed startem nowych rozgrywek także byłoby bardzo kontrowersyjne, to jednak z perspektywy interesu klubu znacznie korzystniejsze. To pozwoliłoby nowemu trenerowi na przygotowanie drużyny w letniej przerwie i przeprowadzenie transferów według swojego pomysłu. A tak, doszło do takich paradoksów, jak chociażby wspomniane przyjście Aubameyanga w ostatnim dniu okienka. Gabończyk cieszył się na możliwość ponownej współpracy z doskonale sobie znanym trenerem. To był transfer na specjalne życzenie Thomasa Tuchela, wyrzuconego z pracy tydzień po transferze Gabończyka. Istny “Le cabaret”.

Rdza

Zawirowania trenersko-właścicielskie to jedno, ale koniec końców na boisku meldują się piłkarze, którzy mimo wymiany Tuchela na Grahama Pottera nadal wyglądają słabo i notują kolejne wpadki. Londyńczykom nie brakuje problemów w zespole, przede wszystkim na pozycji środkowego pomocnika. Druga linia “The Blues” zardzewiała. Będący wcześniej jej filarem N’Golo Kante jest kontuzjowany od połowy sierpnia. Mason Mount zgubił formę. Jorginho gra poniżej oczekiwań i wygląda na wypalonego karierą w Chelsea. Sprowadzony awaryjnie latem Denis Zakaria dopiero dostaje prawdziwą szansę w klubie. A Conor Gallagher to nadal bardziej prospekt niż piłkarz gotowy, by dźwignąć rolę numeru jeden w środku pola.
Nadzieją na “lepsze jutro” jest brązowy medalista mistrzostwa świata, Mateo Kovacić, który po raz pierwszy w wyjściowym składzie zagrał w ostatnim, ligowym meczu z Manchesterem City. Katarski turniej mu posłużył, bo Chorwat wrócił w bardzo dobrej formie. Przeciwko City harował na dwa etaty. Nie zapominając o grze w tyłach, dyrygował akcjami Chelsea, wyprowadzając je z własnej połowy i będąc odpowiedzialnym za kreację. Na dłuższą metę trudno jednak dopuścić do siebie myśl, że to właśnie piłkarz o takiej charakterystyce miałby sprawić, że Chelsea nieco rozkręci się w ofensywie. Więcej strzelonych goli w lidze od “The Blues” mają nawet niektóre drużyny z drugiej części tabeli, jak Leicester czy Leeds
Potrzebny jest zawodnik kreatywny, z wizją gry do przodu. Nie bez kozery w ostatnich tygodniach roiło się od plotek łączących z Chelsea najlepszego młodego piłkarza mundialu, Enzo Fernandeza z Benfiki. Negocjacje miały zmierzać w dobrym kierunku, jednak jak donosi Fabrizio Romano, przyjście Argentyńczyka znacząco się oddaliło ze względu na rozbieżności finansowe pomiędzy klubami. Sprawa stanęła w miejscu.
Promyk nadziei stanowi wspomniany Denis Zakaria, wypożyczony z Juventusu. Szwajcar dopiero na przełomie roku zaczął grać w Premier League i pokazuje, że radzi sobie w środku pola. Dobrze wygląda w odbiorze piłki, jak i w dryblingu w środku boiska pod presją rywala. Warto przyglądać się także pozyskanemu z Aston Villi Carney’owi Chukwuemece. 18-latek do tej pory dostał niewiele szans, a ta największa przyszła właśnie w ostatnim spotkaniu z City. Pomocnik wszedł na boisko w niespodziewanym momencie, gdy w 22. minucie zastąpił kontuzjowanego Christiana Pulisica. Radził sobie nieźle, był nawet bliski zdobycia gola z 20. metrów, ale piłka odbiła się od słupka.
W kolejce do gry czekają też inni młodzi zawodnicy: 18-letni lewy obrońca Lewis Hall czy ofensywnie grający 19-letni Omari Hutchinson.

Co teraz?

Opisanie tego co działo się w klubie kilka miesięcy temu jest ważne, by uzmysłowić sobie, z czego wziął się obecny kryzys Chelsea. Graham Potter, postrzegany jako nadzieja angielskiej szkoły trenerskiej, jest pod dużą presją od samego początku pracy w klubie. Podjął się odważnego zadania, by realizować coroczne cele drużyny, bez uprzedniego okresu przygotowawczego, nie mając żadnego wpływu na kadrę, którą dysponuje. Wskoczył do pędzącego pociągu i musi sprawić, by ten się nie wykoleił. A sprawę dodatkowo utrudniają mu kontuzje kolejnych podopiecznych.
Przede wszystkim jednak kadra Chelsea została skrojona pod innego trenera. Nie może dziwić, że zespół boryka się z problemami. Trzeba jednak oddać władzom klubu, że od początku zimowego okienka działają na rynku z rozmachem. Ściągnęli już Benoit Badiashile’a z Monaco oraz dwóch mniej znanych, ale również utalentowanych graczy: Andreya Santosa z Vasco da Gama oraz Davida Datro Fofanę z Molde. A według doniesień medialnych to nie koniec styczniowych zakupów, nawet jeśli pozyskanie Enzo Fernandeza stoi pod znakiem zapytania.
Najbliższe tygodnie dadzą więc odpowiedź, czy chaos wprowadzony przez zarząd klubu kilka miesięcy temu zdoła negatywnie wpłynąć na losy całego sezonu. Jeśli Graham Potter odniesie dobry rezultat końcowy, to będzie to jego podwójny sukces, bo okoliczności w jakich pracuje, delikatnie mówiąc nie należą do najłatwiejszych.

Przeczytaj również