Kpina z Australijczyków. Udział niezaszczepionego Djokovicia w AO to jak splunięcie w twarz

Kpina z Australijczyków. Udział niezaszczepionego Djokovicia w AO to jak splunięcie w twarz
Leonard Zhukovsky / Shutterstock.com
Lider światowego rankingu, Novak Djoković, zagra w Australian Open, mimo że do turnieju mieli zostać dopuszczeni tylko zawodnicy zaszczepieni. Wszystko dzięki specjalnemu pozwoleniu, które otrzymał. Taka decyzja to splunięcie w twarz wszystkim obywatelom tego kraju.
- Wielkoszlemowe tytuły nie chronią przed wirusem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjęcie dwóch dawek szczepionki. Jeśli nie jesteś obywatelem Australii nie powinieneś oczekiwać, że będąc niezaszczepionym zostaniesz wpuszczony na nasze terytorium - mówił w październiku Daniel Andrews, premier stanu Wiktoria, w którym rozgrywany jest Australian Open.
Dalsza część tekstu pod wideo

Wielka niekonsekwencja

Australia to kraj, w którym podejście do COVID-19 przez wiele miesięcy było drakońskie. Wystarczy przypomnieć, że podczas ubiegłorocznego turnieju, wykrycie zaledwie kilku przypadków w Melborune doprowadziło do lockdownu w mieście. Mieszkańcy musieli przyzwyczaić się też do wielu innych obostrzeń, restrykcji, które znacząco ingerowały w ich wolność.
Przedstawiciele Australian Open od miesięcy przekonywali, że uczestniczyć w nich będą mogli tylko tenisiści zaszczepieni. To zresztą nie dotyczy tylko zawodników. Takie same reguły obowiązują sędziów, osób z obsługi, a także kibiców, którzy chcą pojawić się na trybunach.
- Chciałbym się wyrazić bardzo jasno - nikt nie zagra w Australian Open, jeśli nie jest zaszczepiony - dodawał jeszcze na początku grudnia dyrektor turnieju, Craig Tiley, w rozmowie z ABC.
Aż tu nagle jeden z najlepiej fizycznie przygotowanych sportowców na świecie otrzymuje od władz specjalne zezwolenie medyczne na wjazd. Djoković oficjalnie nigdy nie poinformował, że się nie zaszczepił, ale gdyby to zrobił, to logiczne byłoby, iż nie potrzebowałby żadnej dodatkowej zgody, by pojawić się w Australii. Nie ma też żadnych konkretnych informacji, na jakiej zasadzie ten wyjątek został uczyniony.
Ważny jest też kontekst sportowy. Dla Serba turniej w Melbourne to jedna z najlepszych okazji na kolejne zwycięstwo w Wielkim Szlemie. W tym momencie ma ich tyle samo, po dwadzieścia, co Roger Federer i Rafael Nadal. Każde kolejne sprawi, iż zostanie najbardziej utytułowanym tenisistą w historii.

Sportowa szansa

W Melbourne od lat radzi sobie znakomicie. Zwyciężył aż dziewięciokrotnie, co stanowi blisko połowę jego wielkoszlemowych triumfów. Nie ma zatem lepszego miejsca, żeby wyprzedzić dwóch legendarnych rywali. Trzeba pamiętać, że w tym roku skończy 35 lat, co oznacza, że liczba szans na kolejne zwycięstwa jest w dużym stopniu ograniczona, dlatego odpuszczenie rywalizacji w Australii byłoby ze sportowego punktu widzenia bezsensowne.
Warto podkreślić, że w sytuacji nie chodzi o przymus szczepień, ale o trzymanie się konkretnych zasad. Przez wiele tygodni australijskie władze jasno komunikowały, że zaszczepienie się będzie niezbędne. Aż tu nagle, na półtora tygodnia przed rozpoczęciem Wielkiego Szlema, największy przeciwnik szczepień w tourze i zarazem jego największa gwiazda otrzymała specjalne zezwolenie.
Nie będzie on jedynym zawodnikiem, który dostał taką zgodę, medialne doniesienia wskazują na kilka takich osób, ale w żadnym przypadku nie dotyczyło to tenisisty, która publicznie wielokrotnie podkreślała swoją niechęć do szczepionek. Co ważne, decyzja panelu eksperckiego będzie tajna. Powody, dla których Djoković dostał zgodę zna tylko on sam. W założeniu miał być to przepis, który pozwoliłby na udział osobom, które faktycznie mają wyraźne przeciwwskazania. W przypadku Serba nigdy o czymś takim nie było mowy.
Jakby mało było kontrowersji, to odmowę wjazdu do Australii otrzymała niedawno Natalia Wichłancewa. Rosyjska zawodniczka jest zaszczepiona, ale Sputnikiem, który nie jest uznawany na Antypodach. Szans na zmianę decyzji nie było, tenisistka podczas australijskich turniejów będzie siedzieć w domu. Wygląda na to, że zamiast się szczepić trzeba było się ubiegać o pozwolenie...

Przeczytaj również