"Koniec z marazmem i wymówkami". Tam nie chcą już dołować. A w tle nowa, groźna siła Ekstraklasy

Już w piątek, pierwszego dnia nowego sezonu PKO Ekstraklasy dojdzie do Derbów Dolnego Śląska. Zagłębie Lubin, a zwłaszcza Śląsk Wrocław przechodzą duże zmiany, których efektem ma być poprawa wyników i... odrobina normalności.
Zeszły sezon Śląsk Wrocław skończył na 15., a Zagłębie Lubin na 13. miejscu. Dla obu klubów był to najgorszy wynik od powrotu do Ekstraklasy z zaplecza, a więc odpowiednio od 2008 i 2015 roku.
A przecież sezon 2020/21 Śląsk skończył na czwartym miejscu, wydawało się, że po piątej pozycji rok wcześniej następuje jakaś stabilizacja, mimo zmiany trenera. Latem drużynę jeszcze wzmocniono, przynajmniej "na papierze", a rozgrywki 2021/22 piłkarze Jacka Magiery zaczęli od dotarcia do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji i serii dziewięciu meczów bez porażki w Ekstraklasie.
Po porażce 0:4 z Lechem wszystko się jednak posypało. Co prawda w 12. kolejce rozbili jeszcze 5:0 Wisłę Kraków, ale potem do końca sezonu wygrali już tylko dwa mecze. Nic nie dało zwolnienie Magiery i totalna zmiana koncepcji, jaką było zatrudnienie Piotra Tworka. Nic nie dał też żenujący ruch z "zamrożeniem pensji" piłkarzy. W ostatnich 10 kolejkach drużyna wygrała tylko raz i utrzymała się wyłącznie dzięki słabości Wisły. Gdyby sezon potrwał jeszcze jedną, dwie kolejki, to Bruk-Bet, który za późno rzucił się do odrabiania strat, zapewne zepchnąłby WKS do 1. ligi.
Zatem, choć Tworek zespół utrzymał, to już kilka dni po ostatnim meczu został zwolniony. Misję uprzątnięcia tej stajni Augiasza powierzono Ivanowi Djurdjeviciowi. Trener, który był bliski awansu z Chrobrym Głogów (przegrał finał baraży z Koroną po dogrywce), wybrał Śląsk kosztem Jagiellonii Białystok. I szybko ściągnął z Głogowa dwóch zaufanych ludzi: bramkarza Rafała Leszczyńskiego i pomocnika Michała Rzuchowskiego.
Do tego do Wrocławia dość niespodziewanie trafił Martin Konczkowski, który po pięciu latach odszedł z Piasta Gliwice, a także dwaj ofensywni piłkarze z zagranicy: John Yeboah i Matias Nahuel Leiva. Zwłaszcza ten drugi zapowiada się obiecująco. Był jedną z perełek akademii Villarrealu, a w CV ma też rezerwy Barcelony. Rozegrał ponad 40 meczów w Primera Division i blisko 100 w Segunda. Co prawda wraca po zerwaniu więzadeł krzyżowych, ale ma tylko 25 lat i w Polsce będzie chciał odbudować karierę.
Zdrowsza rywalizacja
Najważniejsze zmiany kadrowe to jednak pożegnania weteranów: Krzysztofa Mączyńskiego, Waldemara Soboty, Roberta Picha i Wojciecha Golli, na którym udało się jeszcze zarobić. Djurdjević może zacząć niejako z czystą kartą, choć widać wyraźnie, że są też pozycje, które wymagają wzmocnienia, zwłaszcza środek i lewa strona obrony.
- Letnie transfery można uznać za udane, ale to wciąż za mało informacji, by wskazać na ile podniosą Śląsk względem ostatniej katastrofy. Gra drużyny w poprzednim sezonie opierała się na Eriku Exposito i na Mateuszu Praszeliku: pierwszy zimą chciał odejść i przez zawirowania wiosną dołował, drugiemu uciec się udało. Ale to też było dobre ostrzeżenie: Śląska nie stać na to, by mieć jedną, dwie wiodące postacie, które miałyby pchnąć zespół ku wyższym pozycjom w tabeli. Djurdjević też wychodzi z podobnego założenia, może też rywalizacja będzie nieco zdrowsza z tego względu, że młodsi nie będą hamowani lub blokowani przez starszyznę - mówi nam Michał Zachodny, dziennikarz Viaplay i sympatyk Śląska.
Ostatni sezon sprawił, że nadzieje we Wrocławiu są, delikatnie mówiąc, stonowane. Według interesującego raportu nastrojów kibicowskich serwisu Thesport.pl (można się z nim zapoznać tutaj) większy pesymizm przed nowym sezonem panuje tylko w Mielcu. Zaledwie 24% kibiców WKS spodziewa się poprawy względem zeszłego sezonu.
- To w jakimś sensie pomaga Djurdjeviciowi. Poprzedni sezon był tak fatalny, że gorzej oznacza tylko spadek, a tego nikt nie zakłada. Najważniejsze, by Śląsk nie robił sobie alibi. Bo po poprzednim sezonie starsi piłkarze (m.in. Pich) mówili, że starszyzna musiała ratować to, co młodzież narobiła. A to bzdura. Ten zespół miał wiecznie jakąś wymówkę (sędziowie, pech, zmiany, forma Erika, itd.), a za mało konkretów. Jeśli Djurdjević te wartości odwróci, to już będzie to udany sezon dla Śląska - uważa Zachodny.
Udany, czyli..? Czyli lepszy niż poprzedni. Każdy zwiastun tego, że zespół się rozwija, że wie, co chce grać, będzie przesłanką do optymizmu. Ale do tego trzeba też cierpliwości do trenera, który w Chrobrym pracował blisko trzy lata, a przecież na początku notował bardzo słabe wyniki. Czy starczy jej Dariuszowi Sztylce? Przekonamy się w najbliższych tygodniach.
Lubi tych, których zna
Stabilizacja - tego samego potrzeba w Zagłębiu, które zeszły sezon skończyło tylko o dwie pozycje wyżej i z trzema punktami więcej od lokalnego rywala. To zasługa może nie wyraźnej, ale jednak poprawy wyników po przejęciu zespołu przez Piotra Stokowca. Najlepszym jej dowodem było zwycięstwo z Rakowem w przedostatniej kolejce, które pogrzebało marzenia o mistrzostwie pretendenta z Częstochowy. 1:0, czyli wymarzony wynik Stokowca, po golu Kacpra Chodyny, któremu dobrze zrobiło przesunięcie na prawe skrzydło.
Nowy-stary trener Miedziowych podjął jeszcze kilka trafnych decyzji personalnych, których na pewno będzie się trzymał. Zmienił ustawienie zespołu na 4-2-3-1, postawił przede wszystkim na zabezpieczenie tyłów, w środku obrony dał szansę Aleksowi Ławniczakowi, a w środku pomocy Łukaszowi Łakomemu.
Latem klub opuścili dwaj kluczowi zawodnicy: Patryk Szysz i Łukasz Poręba. Pierwszego ma zastąpić wracający do Zagłębia Damjan Bohar, a drugiego duet Marko Poletanović, Tomasz Makowski. Stokowiec najchętniej sprowadza tych, których dobrze zna, bo oprócz Makowskiego ściągnął też Jarosława Jacha (zajmie miejsce Sasy Balicia na stoperze) i Arkadiusza Woźniaka, który jednak został sprowadzony bardziej z myślą o rezerwach. O miejsce w ataku powalczą Martin Doleżal i kupiony z Puszczy Niepołomice Szymon Kobusiński.
Stokowiec i dyrektor sportowy Piotr Burlikowski zapowiadają, że chcą "wyprowadzić klub z marazmu". To oznacza chyba powrót do górnej ósemki. Żeby marzyć o czymś więcej Miedziowi musieliby jeszcze wzmocnić kadrę na kilku pozycjach, zwłaszcza w ofensywie.
Groźny pretendent
A "za rogiem" czai się już nowa, dolnośląska siła. Miedź Legnica ma duże ambicje, które potwierdza wygranie w cuglach 1. ligi oraz ciekawe transfery: od Latynosów o imponujących CV (Angelo Henriquez, Koldo Obieta, Jeronimo Cacciabue) po młode talenty jak Michael Kostka z akademii RB Lipsk czy Olaf Kobacki, w walce o którego pokonała choćby Śląsk. Wszystkie firmowane akceptacją trenera Wojciecha Łobodzińskiego, który chce grać tak jak dotychczas - efektownie i skutecznie.
Wydaje się wręcz, że z taką kadrą Miedź ma potencjał nie tylko, by utrzymać się w Ekstraklasie, ale nawet osiągnąć lepszy wynik sportowy niż Śląsk i Zagłębie. Ale wiadomo - przed sezonem takie przewidywania nic nie kosztują, a realne możliwości beniaminka zweryfikuje boisko. Zaczyna w niedzielę w Radomiu, ale już w drugiej kolejce czeka starcie z mistrzem Polski. Cała Legnica na to czekała.
