Kadra Lecha Poznań mocna na Ekstraklasę, ale czy na puchary? Te pozycje wymagają wzmocnień

Kadra Lecha Poznań mocna na Ekstraklasę, ale czy na puchary? Te pozycje wymagają wzmocnień
Łukasz Sobala / PressFocus
Lech Poznań ma dziś najmocniejszą kadrę w Polsce - co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Ale czy wystarczy ona, by awansować do europejskich pucharów i nie przypłacić tego dużo słabszą jesienią? Maciej Skorża już nad tym pracuje.
Przed Lechem tygodnie prawdy. W niedzielę zagra na wyjeździe z Lechią, w następnej kolejce (26 lutego) też na wyjeździe z Pogonią, potem 2 marca na wyjeździe z Górnikiem Zabrze w ćwierćfinale Pucharu Polski i 6 marca u siebie, na nowej murawie, z Rakowem Częstochowa. Te dwa tygodnie mogą zadecydować o losach mistrzostwa. Jeśli Lech nie przegra bezpośrednich starć z Rakowem i zwłaszcza z Pogonią, to tytuł będzie na wyciągnięcie ręki.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Zawodnicy doskonale wiedzą, w jaki moment sezonu wchodzimy, jak ważne jest, żeby teraz każdy dawał z siebie 120 procent. Czuć w naszej szatni atmosferę mobilizacji, atmoferę czegoś wyjątkowego - mówił Maciej Skorża przed meczem z Lechią.
Bardzo możliwe, że w tym spotkaniu będzie musiał sobie radzić bez dwóch najważniejszych, ofensywnych piłkarzy. Joao Amaral nie zagrał z Termaliką z powodu koronawirusa i choć skończył już kwarantannę, to nie wiadomo, czy jest już w pełni sił, by wystąpić od początku. Z kolei Mikael Ishak naderwał mięsień łydki i w Gdańsku go raczej zabraknie.
Portugalczyk i Szwed zdobyli aż 21 z 45 ligowych bramek Lecha w tym sezonie. Do tego dołożyli razem 10 asyst. Amarala może zastąpić Dani Ramirez, który chyba wrócił wreszcie do wysokiej formy. Za Ishaka zagra prawdopodobnie ściągnięty niedawno Dawid Kownacki, bo Artur Sobiech będzie niezdolny do gry jeszcze co najmniej do kwietnia.

50 razy mocniejsi

Ramirez i Kownacki - takich zmienników chciałaby mieć każda drużyna Ekstraklasy. A przecież w meczu z Termalicą na ławce Kolejorza zasiedli jeszcze Mickey van der Hart, Lubomir Satka, Barry Douglas, Pedro Tiba, Filip Marchwiński, Michał Skóraś i Adriel Ba Loua. Do tego szansę debiutu dostał 17-letni Jakub Antczak. Imponujące.
- Nie chcę powiedzieć, że poprzednie składy Lecha były złe, ale w tej chwili, jeśli chodzi o równowagę i głębokość kadry, to jest ona 50 razy silniejsza niż ta, w której wcześniej byłem w Lechu. To jak woda i wino. Mamy niesamowitych, międzynarodowych piłkarzy. Kiedy jeden schodzi, a drugi wchodzi, to różnica nie jest wielka. Udaje nam się utrzymać poziom, gdy dokonujemy zmian - powiedział właśnie Amaral w wywiadzie dla portugalskiego "MaisFutebol".
Jego zdanie podziela większość ludzi obserwujących Ekstraklasę. Były piłkarz Lecha, a obecnie trener w jego akademii, Grzegorz Wojtkowiak, przed meczem z Lechią stwierdził, że Kolejorz mógłby wystawiać w lidze dwie jedenastki. Trudno się z nim nie zgodzić:
Bednarek/van der Hart - Pereira/Czerwiński, Milić/Satka, Salamon/Skrzypczak, Rebocho/Douglas - Karlstroem/Tiba, Kvekveskiri/Murawski - Ba Loua/Velde, Amaral/Ramirez, Kamiński/Skóraś - Ishak/Kownacki
A do tego jeszcze kilku utalentowanych, młodych wychowanków jak Maksymilian Pingot, Filip Marchwiński czy wspomniany Antczak.

Zawsze może być lepiej

Skorża jednak nie jest do końca zadowolony. Uważa, że nadal brakuje mu czwartego, klasowego stopera, który zwiększyłby rywalizację w razie kontuzji. Dlatego Lech starał się w ostatnich dniach o sprowadzenie ze Śląska Wrocław Łukasza Bejgera, o czym informowaliśmy jako pierwsi. 20-latek to wychowanek Kolejorza, ale na razie do transferu jest jeszcze daleko.
- W temacie nowego stopera niestety bez zmian. Liczę, że do końca okna transferowego wydarzy się coś dobrego w tej kwestii, bo pozostawienie kadry w tym kształcie, z mojego punktu widzenia, jest dość ryzykowną decyzją - powiedział Skorża na ostatniej konferencji prasowej.
To pokazuje, jak duże ambicje ma szkoleniowiec, który w kwietniu skończy 51 lat. Na urodziny na pewno wymarzył sobie mistrzostwo. Ale to tylko pierwszy cel. Albo raczej środek w drodze do celu, jakim ma być awans do europejskich pucharów i godna w nich postawa bez uszczerbku na grze w lidze.

Nauczka z przeszłości

Wszyscy w Poznaniu doskonale pamiętają, jak źle skończyła się gra na dwóch frontach w zeszłym sezonie. Lech w imponującym stylu awansował do fazy grupowej Ligi Europy, ale potem nie był w stanie jednocześnie rywalizować z Benficą, Rangersami i Standardem Liege i jednocześnie punktować w Ekstraklasie. Dariusz Żuraw musiał niesamowicie "szyć" składem, kilka razy zmieniał koncepcję, które rozgrywki są dla niego ważniejsze. Skończyło się klęską na obu polach, Lech zajął ostatnie miejsce w grupie, dopiero 11. na koniec ligowego sezonu i trener przypłacił to posadą.
Bardzo podobnie to wyglądało w sezonie 2015/16. W poprzedniej kadencji Skorży poznaniacy awansowali do grupy LE, ale kadrowo ewidentnie nie byli na to gotowi. W pierwszych 11 kolejkach zdobyli tylko pięć na możliwe 33 punkty i szkoleniowiec został zwolniony.
Drugi raz nie zamierza powtórzyć tego błędu. Stąd tak bardzo zabiegał o zbudowanie mocnej kadry w letnim i zimowym oknie transferowym. Kolejne kontuzje i koronawirus utwierdzają go tylko w słuszności obranej drogi.
Dlatego Lech już teraz zapłacił ponad milion euro za następcę Jakuba Kamińskiego, który odejdzie po sezonie do Wolfsburga - Norwega Kristoffera Velde. Dlatego namówił na powrót Dawida Kownackiego. Dlatego przedłużył kontrakt z Amaralem. Dlatego cały czas szuka czwartego środkowego obrońcy, by ten - podobnie do Velde - stanowił wartościowe zaplecze, ale też zgrywał się z zespołem przed kolejnym sezonem, bo latem prawdopodobnie odejdzie Satka.

"Potrzeba kozaka"

Środek obrony i skrzydło - właśnie na te miejsca wskazywali często kibice Lecha, gdy na Twitterze poprosiłem ich o wskazanie pozycji wymagających wzmocnienia. Najczęściej wskazywali jednak bramkę. Tutaj też trwa rywalizacja dwóch bramkarzy o zbliżonych umiejętnościach. Od początku rundy wiosennej Filip Bednarek wygrywa z Mickeyem van der Hartem, ale znakomita większość fanów uważa, że obaj są za słabi, by na dłuższą metę pokładać w nich swe nadzieje.
I nie ma dla nich znaczenia, że Bednarek znakomitymi występami bardzo pomógł w awansie do LE zeszłego lata. I że Lech niedawno przedłużył z nim umowę do 2025 roku. Postrzegają go jako wartościowego zmiennika, ale nie jako numer jeden. Chcą "kozaka pokroju Kovacevicia lub Stipicy". Być może więc właśnie bramka będzie jednym z priorytetów transferowych Lecha po sezonie, gdy wygaśnie umowa van der Harta.
Inne pozycje wymagające wzmocnienia to prawa obrona, bo Alan Czerwiński nigdy w Lechu nie nawiązał do formy, jaką prezentował kiedyś w Zagłębiu i kibice nie wierzą już, że to się zmieni. Wierzą za to nadal w Jana Sykorę, który po powrocie z wypożyczenia do Viktorii Pilzno może dostać drugą szansę i być kolejną opcją na skrzydle (jeśli odejdzie Michał Skóraś) albo w roli zmiennika Amarala (jeśli odejdzie Dani Ramirez).
Wreszcie atak, bo wykupienie Kownackiego na stałe z Fortuny będzie raczej poza możliwościami finansowymi Lecha (więcej o jego sytuacji TUTAJ), a forma i przydatność Sobiecha będą stać pod olbrzymim znakiem zapytania. Zresztą, niewykluczone, że po zdobyciu mistrzostwa nowych wyzwań poszuka też kapitan Ishak.
Najpierw jednak to mistrzostwo trzeba zdobyć. I choć dyrektor sportowy Tomasz Rząsa stwierdził niedawno, że Lech zrobił wszystko, by tak się stało, to Maciej Skorża już patrzy dalej. Chce zrobić to, co tak rzadko udaje się polskim klubom - wyciągnąć wnioski z przeszłości i nie powielać tych samych błędów.

Przeczytaj również