Gwiazdor krytykowany, ale to nie on jest problemem. Efekt kryzysu Man United. "Mało kto by sobie poradził"
Kiepski start sezonu Manchesteru United przynosi dużo wątpliwości dot. Casemiro. Brazylijczyk ma za sobą bardzo słaby okres, ale nie można obarczać go całą winą za kłopoty “Czerwonych Diabłów”. 20-krotni mistrzowie Anglii mają wielowarstwowe problemy, a doświadczony pomocnik pada ich ofiarą.
W dyskusjach na temat słabej formy Manchesteru United w tym sezonie bardzo często przewija się osoba Casemiro. Brazylijczyk rzeczywiście w ostatnich miesiącach nie wygląda najlepiej i do końca nie przypomina dominującego na boisku defensywnego pomocnika z czasów gry w Realu Madryt. Nadmierna krytyka skierowana tylko w jego kierunku to jednak zdecydowane uproszczenie problemu. “Czerwone Diabły” mają wiele kłopotów, a duża ich część skupia się w środku pola. Na barkach 31-latka obecnie spoczywa ogromna odpowiedzialność - można by było nawet stwierdzić, że zbyt duża do uniesienia. Stabilizowanie dysfunkcyjnego zespołu w pojedynkę to coś, czego nie byłby w stanie zrobić praktycznie nikt. I o ile należy od niego wymagać dużo, bo w barwach “Królewskich” prezentował naprawdę elitarny poziom, o tyle nie można oczekiwać, że w pojedynkę, właściwie bez wsparcia, będzie w stanie łatać wielką dziurę przez pełne 90 minut. Erik ten Hag musi zareagować, bo problem sięga dużo głębiej, niż tylko do utytułowanego piłkarza z Brazylii.
Krzywdzące uproszczenie
Cztery porażki w pierwszych sześciu meczach we wszystkich rozgrywkach. Manchester United nie zaliczył tak słabego startu sezonu od 1986 roku - jeszcze przed erą Sir Alexa Fergusona. Nastroje wśród kibiców, nawet pomimo ostatniej wygranej z Burnley i dobrego występu przeciwko Crystal Palace w Carabao Cup, są więc rzecz jasna słabe. Krytyka w ostatnich tygodniach wybrzmiewała naprawdę głośno. W tych spotkaniach w oczy rzucała się zwłaszcza katastrofalna postawa środka pola, który przegrywał rywalizację w starciu z właściwie każdym rywalem.
Wolverhampton przez praktycznie całe 90 minut miało tam autostradę. Arsenal, Bayern czy Brighton, a chwilami nawet Burnley rozgrywały piłkę bez większego problemu, momentami bawiąc się z podopiecznymi Ten Haga. Nie bez powodu mówi się, że mecze wygrywa się w środkowej strefie boiska. Z tak funkcjonującym sercem zespołu nie da się, na dłuższą metę, osiągać korzystnych wyników.
W poszukiwaniu przyczyn dziur w linii pomocy palce najczęściej kierowane są w kierunku Casemiro. Defensywny pomocnik, który w pierwszej połowie poprzedniej kampanii zdecydowanie uszczelnił tę formację, w ostatnim czasie wygląda gorzej, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wylicza mu się, że to najczęściej mijany zawodnik w całej lidze. “Daily Mail” 19 września zwracało uwagę, że “Case” daje się przedryblować dwukrotnie częściej niż w swoim ostatnim sezonie na Santiago Bernabeu. Pojawiają się więc uzasadnione pytania i wątpliwości dotyczące Brazylijczyka. Że piłkarz uważany swego czasu za najlepszego na świecie na swojej pozycji, zalicza zjazd i wypisuje się z poważnego futbolu. To oczywisty podejrzany, najłatwiejszy kandydat na winowajcę. Sprawa jest jednak zdecydowanie bardziej złożona. Zrzucenie na niego całej odpowiedzialności wręcz go krzywdzi.
Stajnia Augiasza
Manchester United najczęściej gra trójką w środku pola. Casemiro, oczywiście, jest najniżej ustawionym z pomocników. Ma zabezpieczać, “czyścić”, dawać swobodę bardziej kreatywnym partnerom. Już od pewnego czasu taki pomysł jednak nie działa. On po prostu nie wyrabia, bo ma naprawdę mnóstwo roboty.
- Pomoc Manchesteru United nie istniała, była opustoszała. To powód do zmartwień. Jeśli widziałeś okres przygotowawczy, pozostawianie Casemiro samego sobie, by pozwolić Masonowi Mountowi i Bruno Fernandesowi na ruszenie do przodu wyglądało fajnie, ale trzeba mieć balans. Ofensywna trójka nie pracowała wystarczająco w defensywie - zwracał uwagę Gary Neville po inauguracyjnym spotkaniu z Wolves. Jego obserwacje potwierdziły się również w kolejnych spotkaniach.
Chorobą United w środkowej strefie boiska jest absolutny brak wyważenia. Podstawowy w koncepcji Ten Haga duet Fernandes i Mount to piłkarze “chorobliwie kreatywni” - zbyt często podejmujący ryzyko i w rezultacie oddający futbolówkę rywalom. Obaj grają na skuteczności podań wynoszącej około 70-75%. Bardzo niskiej jak na środkowych pomocników. Dodatkowo są też bardzo ciężko pracującymi w pressingu, ale przy tym aż “nadaktywnymi”, doskakującymi wysoko, lecz bez względu na partnerów, co nieraz powoduje, że tworzy się za nimi otwarta, możliwa do wykorzystania przez rywali przestrzeń.
A jeśli nie oni? Christian Eriksen już od pewnego czasu jest strasznie ślamazarny i nie angażuje się w działania defensywne. Porażka z Bayernem boleśnie obnażyła jego problemy - zaliczył nawet nieodpowiedzialną, dziecinną stratę, która ostatecznie poskutkowała rzutem karnym i golem na 3:1. Scott McTominay mógłby w teorii wnieść dynamikę i wybieganie, ale gdy dostaje szanse, nie daje argumentów. Przeciwko Brighton spędził na murawie 85 minut i zaliczył zaledwie 22 kontakty z piłką. Z kolei na Allianz Arena, choć wszedł ze świeżymi siłami w końcówce, nie raczył nawet spieszyć za kontrą rywali po własnej stracie.
Aż do wtorkowego, pucharowego spotkania z Crystal Palace (3:0) pomoc “Czerwonych Diabłów” charakteryzował brak woli walki. Próżno było szukać w niej zrozumienia i chęci współpracy, zwłaszcza bez piłki. Regularnie w drugich częściach meczów wyglądała ona na kompletnie zajechaną, grającą na stojaka i kompletnie zagubioną. Jeśli chodzi o wspomniane wcześniej fatalne statystyki przedryblowania, to Mount w swoich dwóch ligowych występach dawał się ogrywać z porównywalną częstotliwością do Casemiro, a w całej Premier League, obok Brazylijczyka, mamy jeszcze tylko dwóch piłkarzy miniętych więcej razy niż Bruno Fernandes. Sprzątanie bałaganu spada więc na eks-zawodnika Realu Madryt. Problem w tym, że do posprzątania ma prawdziwą stajnię Augiasza, a praktycznie nikt mu w tym nie pomaga.
Boisko nie miało litości: nawet zmiana systemu z trójki na czwórkę środkowych pomocników nie pomogła. Również w takim zestawieniu 20-krotni mistrzowie dali się zdominować “Mewom”, a nawet beniaminkowi z Burnley, pozwalając mu operować piłką przez 61% czasu. Powrót do zdrowia Sofyana Amrabata - piłkarza, który powinien ostrożniej operować futbolówką i odznaczać się większą odpowiedzialnością, gdy drużyna jej nie ma, może pomóc wnieść stabilizację. W taki obrót spraw wierzy m.in. dawny gracz United, Rio Ferdinand.
- Czasem będziemy potrzebowali zagrać dwiema “szóstkami”, będzie kimś, kto może wówczas się przydać - mówił na swoim youtube’owym kanale. - Po to przyszedł. To defensywny pomocnik o dużych umiejętnościach, ustawienie nisko to jego rola. Mieliśmy takich piłkarzy jak Fred, McTominay - bez urazy, chcieli grać dobrze, ale zawsze powtarzałem, że jeśli patrzysz na ich profil, to nie oferowali zbyt dużo w obronie. On to ma, to jego styl. To walczak, zatrzymuje grę rywali, dobrze się ustawia i jest bardzo zdyscyplinowany. Tego właśnie potrzebujesz na jego pozycji.
Wygrany mecz z Palace przyniósł pozytywne znaki. Debiut Marokańczyka w podstawowym składzie, w nietypowej dla niego roli - schodzącego do środka lewego obrońcy, przyniósł wreszcie występ, w którym ekipa z Old Trafford miała pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Naturalnie, mowa o starciu z drugim garniturem “Orłów”, ale wreszcie nie brakowało energii i umiejętności utrzymania piłki. Casemiro, Amrabat, Mount i wprowadzany od kilku tygodni do pierwszego zespołu Hannibal Mejbri dobrze współpracowali i zdominowali środkową strefę boiska. Może i rywal nie należał do najmocniejszych, ale personalia obok Brazylijczyka się zmieniły, większy nacisk położono na rozsądne dysponowanie futbolówką, cały zespół na tym skorzystał, a on zaliczył świetne zawody.
“Skutek, nie przyczyna”
Nie da się zaprzeczyć temu, że Casemiro nie grał na starcie kampanii na miarę pełni swoich możliwości. Nawet jeśli przeciwko “The Clarets” widać było u niego delikatny progres, a z Palace wyglądał już bardzo dobrze. Po niedawnym meczu reprezentacji przeciwko Peru brazylijski portal “Terra” pisał o nim:
- Świetny pomocnik Casemiro zaliczył swój najgorszy występ w narodowych barwach. Wszystko robił źle, przyprawiał kibiców o dreszcze.
W klubie bardzo często, jak na wyznaczone sobie wysokie standardy, “Case” spóźnia się czy daje się ograć na raz. Jeśli chodzi o statystyki w lidze, tylko raz w całej swojej karierze miał sezon, w którym zaliczał mniej odbiorów (aktualnie 1,75 na 90 minut, w 2020/21 - 1,52). Nigdy nie wypadał tak mizernie, jeśli chodzi o przechwyty (0,70 na 90 minut - najgorszy dotychczas wynik to 1,33) czy wygrane pojedynki z piłką przy nodze (zaledwie 25%). To jednak również wypadkowa tego, w jakim otoczeniu się znajduje.
Nie zapominajmy, że Brazylijczyk pracował latami na miano absolutnie wybitnego gracza, “czyszcząc” w genialnym tercecie, u boku Toniego Kroosa i Luki Modricia - piłkarzy absolutnie niesamowitych. Przy nich miał zdecydowanie mniej roboty, nie był stale “podłączany do prądu”. Na Old Trafford nie ma ani chwili, by odetchnąć. Więcej roboty to więcej błędów i dodatkowe obciążenie fizyczne, mniejsze wsparcie partnerów to większe ryzyko tego, że rywale wykorzystają przewagę liczebną. W Realu, nie ujmując jego klasie, było łatwiej.
- Nie sądzę, że jest “nieruchawy” - mówił o nim na antenie “talkSPORT” były reprezentant Anglii, Danny Murphy, odpowiadając na zarzuty Grahama Sounessa wobec gracza “Czerwonych Diabłów”. - Jest zdecydowanie lepszy. Wszystko zależy od dynamiki zespołu, tego, jak do niego pasuje i sposobu postrzegania przez ludzi. To defensywny pomocnik, gdyby grał w linii z lepszą organizacją taktyczną w obronie, nie byłby tak odizolowany (...). To świetny piłkarz, nie wygrywasz Ligi Mistrzów, tak, jak to robił w Madrycie, jeśli jesteś “nieruchawy”. (...) Uważam, że wróci do zeszłorocznej formy, ale potrzebuje odpowiedniego wsparcia, które mu pomoże.
Możliwe, że na Old Trafford poczyniono podstawowy błąd już na samym starcie: założono, że postawę z Realu przełoży jeden do jednego na występy z diabełkiem na piersi, w zdecydowanie mniej przyjaznym środowisku. Takie myślenie było z góry skazane na porażkę - nawet jeśli początkowo, tuż po wejściu do składu, dał duży skok jakościowy. Należy też pamiętać, że zbiegł się on ze sprzyjającym ułatwieniu mu pracy przyjęciem bardziej zachowawczej postawy przez drużynę. W obecnych rozgrywkach nawet to nie działa.
Przed Manchesterem United jeszcze długa droga do powrotu do odpowiedniej, satysfakcjonującej formy. Plaga kontuzji oczywiście nie pomaga, ale i trener musi wyciągnąć naprawdę wiele wniosków z pierwszych, mocno rozczarowujących tygodni. Słaba postawa Casemiro to nie główna przyczyna kryzysu - ba, w pewnym sensie jest nawet jego skutkiem. Chyba nie ma na świecie defensywnego pomocnika, który uniknąłby krytyki i podobnych mu problemów w jego położeniu z pierwszych spotkań.
Wiele będzie zależeć od tego, jakie decyzję podejmie w najbliższych tygodniach Ten Hag. Personalia i ewentualne zmiany taktyczne mogą pomóc w opanowaniu problematycznego chaosu z pierwszych sześciu meczów. Jeśli on zniknie, 31-latek wróci do odpowiedniej formy. Albo inaczej - będzie wreszcie miał możliwość grać w otoczeniu pozwalającym mu do niej nawiązać.
To wciąż centralna postać zespołu, pomagająca trzymać wydarzenia na murawie w ryzach. Ale sam nie zrobi wszystkiego. Teraz pora na weryfikację tego, co widzieliśmy w Pucharze Ligi, zarówno jeśli chodzi o postawę całej drużyny, jak i samego piłkarza, choć są to naczynia połączone.
Przytoczone statystyki na podstawie danych portalu “FBref”.