“Gra z charakterem i osobowością.” Reprezentant Polski błyskawicznie zadomowił się w historycznym klubie

“Gra z charakterem i osobowością.” Reprezentant Polski błyskawicznie zadomowił się w historycznym klubie
Lukasz Sobala / Press Focus
Przemysław Frankowski został bohaterem jednego z bardziej zaskakujących ruchów transferowych ostatnich tygodni. Reprezentant Polski nieoczekiwanie wylądował na początku sierpnia w rewelacji poprzedniego sezonu francuskiej Ligue 1. I już zaczął się spłacać.
Na starcie nowej kampanii francuskiej elity tylko mecze rozegrane na stadionach w Paryżu i Marsylii zgromadziły na trybunach więcej kibiców niż niedzielne spotkanie pomiędzy RC Lens a AS Saint-Etienne. Ponad 35 tysięcy fanów na Stade Bollaert-Delelis nie traciło zresztą czasu, by przypomnieć miejscowym piłkarzom o swoich oczekiwaniach.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Zapocenie tej koszulki i przyniesienie zaszczytu tym barwom stanowi obowiązek (fr. “mouiller ce maillot et honorer ces couleurs est un devoir”) - transparent z takim napisem towarzyszył efektownej oprawie, która przywitała wychodzących na murawę zawodników.
Sam mecz również dostarczył następnie sporych emocji. Gospodarze dwukrotnie przegrywali, zanim w ostatnim kwadransie gry do remisu doprowadził Seko Fofana, przy którego trafieniu asystował wprowadzony na boisko zaledwie kilka minut wcześniej Przemysław Frankowski. Reprezentant Polski nie mógł wyobrazić sobie lepszego debiutu przed nową publiką.

Z honorami

Wychowanek Lechii Gdańsk, który dość nieoczekiwanie powrócił na początku sierpnia do Europy z Chicago Fire, nie trafił do pierwszego lepszego klubu. Założony w 1906 roku Racing Club de Lens może pochwalić się długą historią i stosunkowo niedawnymi sukcesami. Na przełomie stuleci w górniczym miasteczku na północy Francji świętowano zdobycie mistrzostwa kraju (w 1998 roku), a także emocjonowano się dwoma startami w fazie grupowej Ligi Mistrzów oraz awansem aż do półfinału Pucharu UEFA (w sezonie 1999/00). Lens to jednak przede wszystkim klub z polskimi tradycjami.
Frankowski został co prawda pierwszym piłkarzem “krwisto-złocistych” z naszego kraju od czasów występów w tym klubie Jacka Bąka w latach 2002-2005, ale wcześniej to właśnie nasi rodacy zapisali wyjątkowo dumną kartę w historii Racingu. Poniższa lista robi wrażenie:
  • najwięcej meczów (590) w dziejach RC Lens rozegrał mający polskie korzenie Eric Sikora, który po zakończeniu kariery zawodniczej od kilkunastu lat pracuje w strukturach klubu jako trener,
  • trzecim najlepszym strzelcem w historii klubu (78 goli) pozostaje reprezentujący na arenie międzynarodowej Francję w latach 1963-1973 Georges Lech,
  • szóstym najlepszym strzelcem w historii klubu (63 gole) jest występujący w nim w latach 1936-1949 Stefan Dembicki,
  • w latach 70. kluczowe role w awansie Lens do Ligue 1, a następnie dotarciu zespołu do finału Pucharu Francji odegrali Eugeniusz Faber oraz Ryszard Grzegorczyk. Ten pierwszy został nawet królem strzelców rozgrywek zaplecza francuskiej ekstraklasy,
  • w 1977 roku wicemistrzostwo kraju zdobył wraz z klubem Joachim Marx,
  • jedno z boisk na terenie ośrodka treningowego klubu nosi imię zmarłego kilkanaście miesięcy temu byłego bramkarza i wieloletniego trenera klubu - Arnolda Sowińskiego.
Czy może zatem dziwić, że Przemysława Frankowskiego powitano w nowym klubie z honorami?

Jak u siebie

Wróćmy jednak do teraźniejszości, która również przedstawia się dla Lens całkiem obiecująco. Racing ma za sobą najlepszy sezon od 14 lat. Jako beniaminek, niespodziewanie zakończył ubiegłe rozgrywki na wysokim siódmym miejscu w tabeli Ligue 1, a naprawdę niewiele zabrakło, by zakwalifikował się do europejskich pucharów. Jeszcze trzy kolejki przed linią mety zajmował bowiem w klasyfikacji piątą lokatę. Jest to osiągnięcie o tyle imponujące, że “krwisto-złociści” spędzili osiem z dziewięciu wcześniejszych sezonów na poziomie drugiej klasy rozgrywkowej, a ich dwa poprzednie występy w elicie okazały się równoznaczne z rychłym spadkiem z powrotem na zaplecze.
W Lens liczą teraz przede wszystkim na ustabilizowanie swojej zasłużonej pozycji na najwyższym szczeblu. Siedemnaście milionów euro pochodzące ze sprzedaży 21-letniego środkowego obrońcy, Loika Bade do Rennes, zainwestowano tego lata w wykupienie Gaela Kakuty z Amiens, bramkarza Wuilkera Farineza z wenezuelskiego Millonarios, a także transfery środkowego obrońcy Kevina Danso z Augsburga, lewego obrońcy Deivera Machado z Tuluzy i wreszcie - za 2,3 miliona euro - Przemysława Frankowskiego z Chicago Fire.
Jaką rolę przewidują dla reprezentanta Polski włodarze francuskiego klubu?
- Profil Przemysława doskonale wpisuje się w nasz projekt - zaznaczył po sfinalizowaniu transakcji koordynator sportowy RC Lens, Florent Ghisolfi. - To zawodnik bardzo zaangażowany we wszystko, co robi. Gra z charakterem i osobowością. Jego dynamika, inteligencja w grze oraz umiejętności techniczne wniosą do naszej drużyny nową siłę, a jego wszechstronność powinna okazać się ważnym atutem dla sztabu szkoleniowego na przestrzeni sezonu.
Na jakich pozycjach będzie występował w Ligue 1 Frankowski?
- Prawy wahadłowy, lewy wahadłowy, napastnik w systemie 3-5-2 lub 3-4-3 - wymieniał możliwe warianty Ghisolfi. - Posiada umiejętności, by występować na wysokim poziomie na wszystkich tych pozycjach. Grał już na każdej z nich. W wieku 26 lat dysponuje ciekawym doświadczeniem i może wnieść tak do szatni, jak i do drużyny swoją dojrzałość. A do tego jest Polakiem… To nie stanowiło kryterium rekrutacji, ale to coś pozytywnego, biorąc pod uwagę, że historycznie Polacy czują się na tej ziemi jak u siebie.

Od razu do gry

Oczekiwania wobec Przemysława Frankowskiego wydają się wysokie. Mimo że jeszcze na początku pierwszego tygodnia sierpnia reprezentant Polski rozegrał swoje ostatnie spotkanie, uwieńczone zdobyciem bramki w barwach Chicago Fire, a przenosiny na drugą stronę oceanu sfinalizował w czwartkowy wieczór, w niedzielne wczesne popołudnie znalazł się już w kadrze meczowej Lens na inauguracyjną wyjazdową konfrontację przeciwko Rennes.
Zarówno w pierwszej kolejce nowego sezonu Ligue 1, jak i w ostatni weekend Frankowski pojawiał się na boisku w trakcie drugiej połowy (kolejno: w 66. i 71. minucie), zastępując na pozycji lewego wahadłowego bardziej defensywnie usposobionego Machado. Poza asystą w meczu z Saint-Etienne niczym więcej jeszcze się nie wyróżnił. Powoli można spodziewać się jednak jego pierwszego występu w podstawowym składzie. Być może nawet już w najbliższą sobotę - na stadionie walczącego o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów Monaco.
Kariera byłego skrzydłowego Jagiellonii Białystok, który zanotował asystę również przy drugim trafieniu Roberta Lewandowskiego przeciwko Szwecji na EURO 2020, niespodziewanie nabrała rozpędu i za pośrednictwem amerykańskiej MLS skierowała go do jednej z pięciu najsilniejszych lig w Europie. Co więcej, transfer do tego konkretnego klubu wydaje się wyjątkowo przemyślanym posunięciem. Teraz nic tylko kontynuować dobre występy na murawie.
W Lens tradycja zobowiązuje.

Przeczytaj również