Giovanni Reyna. Syn "Kapitana Ameryki" błyszczy w tle Haalanda i Sancho. Kolejny megatalent nadzieją Borussii
Erling Haaland i Jadon Sancho. Dwaj młodzi zawodnicy. Liderzy ofensywy Borussii Dortmund. Talenty najwyższej próby. Chociaż to oni skupiają na sobie uwagę całego świata, to na Signal Iduna Park mamy jeszcze jednego szalenie perspektywicznego piłkarza. Młodszego od nich, wciąż nieopierzonego, ale pokazującego już oznaki swojego niesamowitego talentu.
Giovanni Reyna, 17-letni Amerykanin powoli zaczyna przedstawiać się kibicom w Europie. Grał już w Bundeslidze, Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów, chociaż na Stary Kontynent powrócił niespełna rok temu. Nie potrzebował zbyt wiele czasu na to, aby zaaklimatyzować się w nowym, przyjaznym młodym zawodnikom środowisku. W końcu w Dortmundzie doskonale wiedzą, jak prowadzić utalentowanych graczy, którzy marzą o zrobieniu wielkiej kariery.
Jemu, jak się wydaje, taka właśnie jest pisana. Niewielu piłkarzy w jego wieku robią takie dobre wrażenie. Od Reyny bije aż dojrzałość, a na pierwszy rzut oka widać nienaganną technikę. Urodzony w Anglii nastolatek ma pecha (a może i szczęście?) – aktualnie pozostaje skryty w cieniu wielkich gwiazd, uznawanych za przyszłość futbolu, tym samym unikając ogromnej uwagi i „hajpu”. To nie zmienia jednak faktu, że za oceanem wiążą z nim ogromne nadzieje i liczą na to, że USA będzie miało gwiazdę światowego formatu.
Skazany na futbol
Dlaczego reprezentant Stanów Zjednoczonych do lat 17 urodził się w Anglii? To przez jego ojca, który również był piłkarzem. Claudio Reyna, podobnie jak syn, rozpoczął swoją przygodę z europejskim futbolem w Niemczech. Potem przeniósł się do Szkocji, skąd trafił do Premier League. Tam grał w Sunderlandzie oraz Manchesterze City, do którego został ściągnięty po zakończeniu kariery przez Alfa Inge Haalanda. Tak, ojca Erlinga!
To interesujący zbieg okoliczności, ale takim nie był już chociażby wybór imienia. Dostał je na cześć niegdysiejszego klubowego kolegi taty, Giovanniego van Bronckhorsta, z którym Claudio spotkał się za czasu gry dla Rangersów. Inspiracja wydaje się idealna, bo holenderski lewy obrońca należał do najlepszych zawodników na swojej pozycji, a jego CV, poza ponad setką gier w kadrze, obfituje w trofea.
Dziś pan Reyna senior ma już 46 lat i jest legendą drużyny narodowej. Na liście zawodników z największą liczbą gier w reprezentacji zajmuje 10. pozycję. Długoletnie noszenie opaski kapitańskiej kadry “Jankesów” dało mu przydomek “Kapitana Ameryki”. Zaliczył 116 występów. Jego małżonka, Danielle Egan Reyna, również grała na chwałę USA, w ich żeńskiej drużynie. Syn miał więc świetny przykład w domu, postanawiając pójść w ślady rodziców. Prawdziwą inspirację stanowi jednak jego zmarły brat, idol i przykład z czasów dzieciństwa.
Trzy lata starszy Jack przegrał walkę z raka w 2012 roku. Jak Gio sam wyjawił, „nauczył się od niego wszystkiego o piłce”. W rozmowie z „Den Ruhr News” stwierdził nawet, że to dzięki niemu doszedł do miejsca, w którym się znajduje. To on trenował z nim w ogrodzie, i dawał mu motywację. Wybór kariery piłkarza, choć wydaje się to najprostszym wytłumaczeniem, nie jest jedynie zainspirowany rodzicami. Kieruje nim również szacunek i podziw dla brata, którego miał za jeden z wzorów do naśladowania. Teraz spłaca swój dług, robiąc wszystko, aby ten, patrząc z góry, mógł być dumny.
Idealne środowisko
Młody zawodnik trafił do Europy w tak młodym wieku dzięki pochodzeniu swojej babci. Z uwagi na nią ma portugalskie obywatelstwo, które umożliwiło mu podpisanie kontraktu w Unii Europejskiej jeszcze przed 18. urodzinami. W podobny sposób BVB ściągnęło kilka lat temu Christiana Pulisica, który legitymuje się paszportem Chorwacji. Jak szybko się okazało, w przypadku, Reyny, tak wczesny transfer do Bundesligi nie oznaczał jedynie gry w rezerwach.
Nasi zachodni sąsiedzi bardzo lubią łowić perełki w USA, a jankeskie talenty wiedzą, że przenosiny do Niemiec to dla nich naprawdę dobry wybór. Ten kraj to bardzo dobry teren do rozwoju młodych piłkarzy, ale dla Amerykanów jest wręcz fenomenalny, o czym swego czasu pisaliśmy.
Sama Bundesliga, jak i BVB, to idealny poligon dla piłkarzy wciąż chcących wyrobić sobie nazwisko w świecie wielkiej piłki. Bardzo dobrze o statusie, jaki ma klub z Signal Iduna Park, świadczy to, że wybrał go właśnie Erling Haaland, o którego zabiegały największe marki Starego Kontynentu. To w Dortmundzie widział jednak najlepsze perspektywy rozwoju – wystarczy zresztą spojrzeć na Jadona Sancho, a także zawodników, którzy w ostatnich latach opuszczali Borussię.
Młodziutki Reyna czekał na swój debiut w barwach „Borussen” jedynie pół roku, a szansę w meczu o stawkę otrzymał zaledwie dwa miesiące po swoich 17. urodzinach. To pokazuje, jak wierzy w Amerykanina trener Lucien Favre. Co więcej, nie dał mu tylko spotkania na „przywitanie” i nie przyspawał go z powrotem do ławki. Od swojego pierwszego występu nie opuścił ani jednej okazji do gry, chociaż za każdym razem zaczynał w roli rezerwowego.
Młody pokazuje klasę
Gio ma już osiem występów w pierwszym zespole BVB. W żadnym z nich nie spędził na murawie więcej, niż 45 minut, ale nie sposób go nie docenić. To wciąż młodziutki zawodnik, który jest wprowadzany do zespołu w bardzo rozsądny sposób. Szanse 17-latka na grę zwiększył również uraz Marco Reusa, który wypadł z gry na początku lutego. Powrót Niemca na boisko wciąż się opóźnia.
Amerykanin odpłaca się za zaufanie, jakim obdarzył go Favre. Miał okazję wystąpić nie tylko w lidze, ale i pucharze kraju oraz Champions League. Został piątym najmłodszym zawodnikiem w historii Bundesligi, a w rozgrywkach pucharowych notował udział przy bramkach. W DFB Pokal popisał się przepięknym trafieniem w meczu z Werderem, a w pierwszym meczu Ligi Mistrzów asystował przy golu Haalanda na 2:1 (tak, przy tej petardzie z dystansu).
Sposób, w jaki Reyna kontroluje piłkę i jego swoboda ruchów znamionują elitarny wręcz talent. Zapewne będzie robił stałe postępy, a wtedy wejście na bardzo wysoki poziom wydaje się wręcz pewne. Borussia naprawdę może mieć kolejnego „cracka”, zawodnika, który podbije świat.
Amerykanie chcą, aby młodzian został powołany do ich drużyny narodowej. I nie chodzi tu tylko o to, żeby w końcu dla niej zagrał. Ofensywny zawodnik może reprezentować zarówno USA, jak i Anglię, Portugalię oraz Argentynę. Podobno każdy z tych krajów chciałby mieć go u siebie. Walka o młodziaka rozpoczyna się już teraz, chociaż nie na rynku klubowym, ale reprezentacyjnym. Można jednak zakładać, że już niedługo rozpocznie się licytacja ogromnych marek, które będą chciały pozyskać Reynę. Niewielu było takich, którzy w wieku 17 lat robili takie wrażenie, jak on. Miejmy nadzieję, że spełni marzenia i będzie wielki. Dla siebie, dla dobra futbolu. I dla brata.
W Paryżu młody Gio zapewne znów wejdzie z ławki rezerwowych. I kto wie, czy tak jak w Dortmundzie, nie zostanie cichym bohaterem. A awans Borussii, który w obliczu problemów kadrowych PSG wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, będzie też jego sukcesem i szansą na kolejne, udane występy.
Multirelację z obu dzisiejszych spotkań Ligi Mistrzów będziemy prowadzić od 20:00 na naszej stronie. Zapraszamy do spędzenia tego wieczoru razem z Meczykami!
Kacper Klasiński